Miesięczne archiwum: Maj 2021

Ksh po 20 latach (III). Zawodna procedura

Może dojść do sytuacji, że wielu głosujących nie zda sobie sprawy, iż chyłkiem wprowadza do spółki głosowanie korespondencyjne.

  • Uchwalony w 2000 roku Kodeks spółek handlowych zawierał kilka błędów pierworodnych, poprawionych w kolejnych nowelizacjach;
  • Z kolei niektóre z rozlicznych nowelizacji wprowadziły do ustawy przepisy budzące wątpliwości;
  • Za przykład mogą służyć uregulowania głosowania korespondencyjnego na walnym zgromadzeniu;
  • Chociaż możliwość korespondencyjnego oddawania głosu jest korzysta dla inwestorów, obecna procedura nie budzi ich zaufania.

Wbrew nazwie, walne zgromadzenie często nie jest ani walnym, ani w ogóle zgromadzeniem. Gdyby ktoś użył skrótu błędnej nazwy „WZA” – skorygowałbym, że często w obradach nie uczestniczą fizycznie akcjonariusze spółki, lecz ich pełnomocnicy. Frekwencja na walnych zgromadzeniach bywa niska, co nie ma związku z pandemią. Drobni akcjonariusze często nie wykazują zainteresowania udziałem w walnych zgromadzeniach. Świadomie rezygnują z wykonywania swoich uprawnień korporacyjnych, zwłaszcza jeżeli walne zgromadzenie odbywa się w innej miejscowości; jeżeli w spółce trwa konflikt, wobec czego walne zgromadzenia stają się polem walki; jeżeli zachodzi obawa, że dojdzie do przerwy w obradach, lub nawet serii przerw, a uczestnik tylko straci czas.

W pierwotnym brzmieniu Ksh nie przewidywał możliwości głosowania na walnym zgromadzeniu ani przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, ani w drodze korespondencyjnej. Zostało to zmienione przy okazji wprowadzania do prawa polskiego postanowień ważnej dyrektywy unijnej o prawach akcjonariuszy 2007/36/WE. Owocem tych zmian jest możliwość oddawania przez akcjonariuszy spółki publicznej głosu na walnym zgromadzeniu drogą korespondencyjną, jeżeli przewiduje to regulamin walnego zgromadzenia.

Głosowanie korespondencyjne jest na niektórych rynkach szeroko rozpowszechnione i ma bogate tradycje. Nierzadko wyniki głosowania nad poszczególnymi uchwałami zostaną przesądzone w głosowaniu korespondencyjnym. Mogą ich nie znać ci akcjonariusze, którzy na walne zgromadzenie przybyli osobiście, bądź uczestniczą w nim przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej – ale już zna je zarząd. W Polsce do roku 2009 nie dopuszczano głosowania korespondencyjnego, obecnie jest ono dopuszczone w niewielu spółkach publicznych. Warto zauważyć, że współczesne technologie zmieniają oblicze walnych zgromadzeń. Coraz łatwiej uczestniczyć w nich zdalnie, drogą elektroniczną, wobec czego znaczenie głosowania korespondencyjnego maleje. W niektórych jurysdykcjach, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, coraz więcej walnych zgromadzeń odbywa się w postaci wyłącznie wirtualnej, co w ogóle wyklucza możliwość fizycznego udziału w obradach akcjonariuszy i pełnomocników.

Szkopuł polega na tym, że o możliwości wprowadzenia głosowania korespondencyjnego na walnym zgromadzeniu niekoniecznie decyduje statut spółki – wystarczy regulacja przemycona w regulaminie WZ. Świadomie piszę „przemycona”: do regulaminów walnych zgromadzeń nie przywiązuje się w Polsce większego znaczenia, są one niemal bez reszty wypełnione powtórzeniami przepisów Ksh i statutu spółki, a nadto niekiedy zawierają osobliwe nonsensy. Przed dwudziestu laty ogłosiłem katalog takich kwiatków, od tego czasu wiele zmieniło się na lepiej, ale nie wszystko, niestety. Akcjonariusze nadal uchwalają regulaminy walnych zgromadzeń bez należytej refleksji nad ich treścią i konsekwencjami. Następuje to często pod koniec obrad, kiedy ich uczestnicy wykazują osłabioną czujność, zwłaszcza iż regulamin będzie dotyczył dopiero przyszłych zgromadzeń. Może dojść do sytuacji, że wielu głosujących nie zda sobie sprawy, że chyłkiem wprowadza do spółki głosowanie korespondencyjne.

Kolejny szkopuł tkwi w tym, że głos oddany korespondencyjnie można odwołać poprzez oświadczenie złożone spółce – byle nie później, niż w chwili zarządzenia głosowania na walnym zgromadzeniu. Oznacza to, że można odwołać oddany głos także poza walnym zgromadzeniem, na dziennik podawczy spółki. Ani przewodniczący zgromadzenia, ani jego uczestnicy, ani protokołujący uchwały notariusz mogą się nie dowiedzieć o tym w porę. Nieprzemyślany przepis otwiera możliwość obstrukcji: w zasygnalizowanym tu przypadku trzeba byłoby prostować protokół notarialny, nawet korygować informację, czy uchwały zostały powzięte. Procedury buduje się po to, by wykluczyć niepewność obrotu. Tu procedura zawodzi.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 17 maja 2021 r.                                           Czytaj także:

2021.04.26 Ksh po 20 latach (I). Z dystansu widać lepiej
2021.05.04 Ksh po 20 latach (II). Rozsądek zwycięża

 

 

 

 

Kompas etyczny spółki publicznej

Etyka dla spółki jest tym, czym dla spodni są guziki: nie widać ich, a wszystko trzymają. Jak portki opadną bez guzików, tak spółka bez etyki wpakuje się w kłopoty.

  • Wskazówka kompasu spółki – zwłaszcza spółki publicznej! – powinna kierować ją w stronę zysku i zrównoważonego wzrosty;
  • Ważne, by w dążeniach do osiągnięcia zysku i harmonijnego rozwoju spółce było po drodze z etyką;
  • Etyka jest tym ważniejsza, tym większe stawia wyzwania, im bardziej spółki dotyczą wymogi przejrzystości;
  • Ryzyko rozejścia się spółki z etyką waży nie tylko na jej reputacji, także na rachunku wyników i kontynuacji działalności.

Niewielka spółka publiczna poniosła stratę znacznych rozmiarów w następstwie walutowej transakcji zamiany stóp procentowych (CIRS). Po wielu latach dochodzenia racji ostatnio uzyskała korzystny dla siebie wyrok: zdaniem sądu, w 2008 r. nie doszło do skutecznego i ważnego zawarcia owej transakcji, zatem na rzecz spółki zasądzono od znanego banku wielomilionowe odszkodowanie. Orzeczenie nie jest prawomocne, sprawa zapewne potrwa jeszcze długo, wzrosną koszty finansowe stron, a po stronie banku – także koszty reputacyjne.

Gdyby banki kierowały się etyką, uniknęlibyśmy serii kosztownych afer tzw. opcji walutowych. Gdyby kierowały się etyką, nie byłoby kredytów frankowych. Przed kilkunastu laty o związanym z nimi ryzyku kredytobiorcy mówili prezesi banków Jacek Kseń i Jan Krzysztof Bielecki. Kiedy opuścili stanowiska, ich bankom puściły hamulce, wdały się w spekulacje, za co dzisiaj zapłacą. Na brak etyki bankowców zwracał uwagę Generalny Inspektor Nadzoru Bankowego Wojciech Kwaśniak: otóż sami, świadomi ryzyka, zadłużali się wyłącznie w złotych.

Mówi się czasem o lukach etyki: w spółce niby wszystko jest w porządku, lecz w jej działaniach jest luka, w której pierze się brudne pieniądze, zatruwa środowisko, fałszuje sprawozdania. Natknąłem się kiedyś na spółkę, która cała utonęła w takiej luce. W przypadku Getback SA właściwie wszystko było nieetyczne: zarząd, rada nadzorcza, biegły rewident, maklerzy, analitycy, autorzy ratingów, sprzedawcy obligacji, rozliczni kontrahenci. Jasnym punktem był jedynie whistleblower, który kompetentnie demaskował oszustwa w spółce oraz wokół niej. Nazwano go powszechnie anonimem, nie sygnalistą lub demaskatorem, lecz właśnie anonimem – w domyśle donosicielem, pozbawionym etyki kapusiem… Ale akurat on (oni?) etyki nie naruszył.

Etyka dla spółki jest tym, czym dla spodni są guziki: nie widać ich, a wszystko trzymają. Jak portki opadną bez guzików, tak spółka bez etyki wpakuje się w kłopoty. Kompas etyczny spółki wskazuje potrzebę etycznych zachowań, ale praktyki naprawdę etyczne obywają się bez tego słowa. Etyka nie powinna być stale na ustach, ona ma wyrażać tożsamość spółki. Nie można osiągnąć tego celu przyjmując korporacyjny „kodeks” etyczny. Będzie to najczęściej zbiór jednostronnych powinności pracowniczych, bez wpływu na procesy decyzyjne; zresztą przyjmuje się, że menedżerowie są ponad etyką. Taki „kodeks” nie zabrania zwalniać pracowników znienacka, a w przerwie na lunch pakować ich rzeczy do pudeł.

Nie wystarczy od czasu do czasu przypomnieć sobie o etyce organizując szkolenie. Nie słowa kreują etykę, a przykład płynący z góry. Lecz przestrzegam przed przypisywaniem radzie nadzorczej roli dyżurnego strażnika etyki. Spółka publiczna jest naturalnym środowiskiem konfliktów interesów, a kumulują się one właśnie w radzie nadzorczej. Ilekroć spółce przydarzy się coś złego, rynek gromko zapyta: Gdzie była rada nadzorcza? Co robiła?

Gdzie zatem korporacja ma szukać pierwiastków etycznych? W sobie samej! A także w Dobrych Praktykach Spółek Notowanych na GPW. Mają one za sobą dwudziestoletnią tradycję, są aktualizowane, unowocześniane. Kolejna edycja Dobrych praktyk została zredagowana, wejdzie w życie 1 lipca 2021 r. Jest to produkt samoregulacji różnych środowisk rynku kapitałowego, przyjazny dla uczestników obrotu, a przy tym cenna podpórka etyczna dla spółek.

Spółki niepubliczne nie mają takiego drogowskazu. W 2010 r. Europejskie Stowarzyszenie Instytutów Dyrektorów (ecoDa) ogłosiło „Wskazówki i zasady łady korporacyjnego dla spółek nienotowanych”. Polski Instytut Dyrektorów, ze wsparciem KPMG i BGK, opublikował przekład dokonany przez GET IT. W kwietniu br. ecoDa wydała uaktualnioną wersję wskazówek: kto teraz ogłosi ją po polsku?

Tekst ogłoszony 7 maja 2021 w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet. Został udostępniony: przez redakcję Parkietu na Twitterze (gdzie – niestety! – nie wywołał echa), a przez mec. Leszka Koziorowskiego, następnie przez Polski Instytut Kontroli Wewnętrznej na LinkedIn, gdzie został bardzo życzliwie przyjęty. Udostępniającym , komentującym i wyrażającym poparcie dla materiału – serdecznie dziękuję!                                                                                       

 

 

 

 

 

 

 

“…iż Polacy nie martwy, iż swój język mają”

Spółki z indeksu WIG20 bywają często określane mianem blue chips. Dla tych z udziałem państwa wolałbym nazwę blue cheats, tkwią przecież na rozdrożu między rynkiem a polityką.

  • Od trzydziestu lat Polska wytrwale, wbrew licznym przeciwnościom, rozwija rynek kapitałowy;
  • Mamy już dojrzałą giełdę, emitentów, inwestorów, domy maklerskie, analityków, nadzór, kancelarie prawne;
  • Oraz media wyspecjalizowane w tematyce giełdowej: prasę, telewizję, portale internetowe, blogi;
  • Jednak czasem brakuje nam słów, by opisać zjawiska rynkowe – sięgamy wtedy po obcą terminologię, która nie przystaje do lokalnych realiów.

Jedna z firm zajmujących się w internecie edukacją rynkową ogłosiła materiał poświęcony ewolucji pracy rad dyrektorów w pandemii. Przeczytałem, by dowiedzieć się, czy w świecie obraduje się inaczej niż w Polsce: otóż raczej nie. Zaskoczyła mnie natomiast przywołana tam na marginesie kalibracja spółek giełdowych. Za małe (Small cap, mały kapturek) uznano spółki o kapitalizacji mniejszej od 1 miliarda USD (!). Do średnich (Mid cap) zaliczono spółki o kapitalizacji od 1 do 5 mld USD, za duże (Large cap) uznano te o kapitalizacji od 5 do 30 mld USD, a największe (Mega-cap) mają kapitalizację przekraczającą 30 miliardów. Polskiemu inwestorowi może zakręcić się w głowie!

Do tej pory spotykałem się najczęściej ze skromniejszą klasyfikacją. Za najmniejsze spółki, Micro-cap, uznawano te o kapitalizacji od 50 do 300 milionów USD. Small cap obejmował przedział od 300 milionów do 2 miliardów USD. Mid cap to rząd wielkości od 2 do 10 miliardów, wszystkie spółki o kapitalizacji powyżej 10 miliardów zaliczano do Large cap, już bez ich rozwarstwiania.

Tu czas na dwie refleksje. Pierwsza dotyczy polskiego rynku, na którym notowane są spółki o znacznie niższej kapitalizacji. Dzieląc je na kategorie według terminologii anglosaskiej popełnia się nadużycie. Wiele spółek z naszej giełdy nie mieści się w tych przedziałach. Część z nich byłaby uznana za penny stocks. Penny to potoczna nazwa monety o niskim nominale, niekoniecznie angielskiego pensa, także amerykańskiego centa. Często przywołuję wspomnienie ze sklepiku w Baltimore: obok talerzyka kopiato wypełnionego monetami jednocentowymi stał kartonik z napisem: If you need a penny, take one; if you need two, take a job (Jeżeli potrzebujesz grosik, weź sobie; jeżeli potrzebujesz dwa, weź się do pracy). Mądre przesłanie! Termin penny stock wskazuje na niską kapitalizację spółki, nie na niską cenę jednostkową akcji: na anglosaskich giełdach wiele walorów wycenianych jest w pensach lub centach z dokładnością do jednej ósmej najniższej jednostki.

Druga refleksja dotyczy zmian zaszłych w ostatnim czasie: kapitalizacja spółki notowanej na giełdach jest zmienna, nawet jedna transakcja, zwłaszcza duża, może ja wzruszyć. Lecz teraz, w roku 2021, zmiany bywają ogromne i nieprzewidywalne. Spółka zaliczana do danego kapturka może w niedługim czasie przebić sufit swojego przedziału, powędrować wyżej, bądź zapaść się pod podłogę i stracić połowę wartości. Ktoś określi wahania kursów pędzących to w górę, to w dół,  mianem porywającego piękna giełdy, lecz ja już zatęskniłem za małą stabilizacją notowań.

Spółki z indeksu WIG20 bywają często określane mianem blue chips. Dla tych z udziałem państwa wolałbym nazwę blue cheats, tkwią przecież na rozdrożu między rynkiem a polityką. Niestety, nawet giełda jest spółką w pewnym stopniu sterowaną przez państwo, niektórzy zaliczają ją (niesłusznie!) do „instytucji państwowych”. Rodzimy rynek jest wciąż tak odmienny od wielkich rynków współczesnego świata, że opisywanie go przy pomocy terminologii użytej do opisu tamtych rynków prowadzi na manowce poznawcze.

Zresztą tradycyjne znaczenia wielu terminów tracą sens w okresie giełdowej burzy i naporu. W konfrontacji z żywiołem giełd, każdy język okazuje się martwy, niezdolny do wyrażenia istoty rzeczywistości. W teorii termin blue chips (dosłownie: błękitne żetony) odnosi się do największych spółek giełdowych wyróżniających się stabilnością notowań, przeto ich kurs ulega nieznacznym zmianom. Lecz na koniec sesji w dniu, w którym zabrałem się do pisania tego tekstu (w nawale innych zajęć zajęło mi to dni kilka!), notowania dwóch spółek z indeksu WIG20 wzrosły o ponad 10 proc., siedmiu następnych zmieniły się powyżej 2 proc., czterech kolejnych o ponad 1,5 proc. Ani te spółki takie duże, ani stabilne. Zgadzam się jednak na wyróżnik blue: to barwa najdroższego żetonu w kasynie w Monte Carlo. Nigdy tam nie byłem. Bliżej mi na Książęcą.

W oryginale myśl imć Mikołaj Rej brzmi: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Słowo „gęsi” jest tu przymiotnikiem; językiem gęsim, lub gęsiną, określono naonczas łacinę. Zastąpiłem je słowem „martwy”, skoro chodzi o język, który także nie nadąża. 

 

 

 

 

Ksh po20 latach (II). Rozsądek zwycięża

Zaniechano praktyki koszarowania wszystkich członków zarządu w jednym miejscu: niektórzy pracują stale poza siedzibą spółki, w innych miejscowościach, niekiedy w innych krajach.

  • Niektóre regulacje uchwalonego w 2000 r. Kodeksu spółek handlowych wyraźnie odstawały od potrzeb obrotu;
  • W spółkach kapitałowych przyznano radzie nadzorczej uprawnienia, które w przypadku zarządu zostały niesłusznie przemilczane;
  • Z czasem rozsądek zwyciężył, lecz dopiero po dwudziestu latach, w obliczu pandemii COVID-19;
  • Obecnie zarządy i rady nadzorcze spółek akcyjnych i z o.o. dysponują możliwością pracy w trybie zdalnym.

Kodeks spółek handlowych wszedł w życie w 2001 r. wnosząc wiele rozwiązań nieznanych wcześniejszemu Kodeksowi handlowemu z 1934 r. Jednym z przykładów jest umożliwienie radzie nadzorczej podejmowania uchwał poza posiedzeniami, zwłaszcza przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Rodzi się tu pytanie, dlaczego podejmowania uchwał w takim trybie nie umożliwiono zarządowi, zarówno w spółce akcyjnej, jak w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością.

Sądzę, że takiej możliwości nie wzięto pod uwagę. Wyobrażono sobie, że zarządy spółek kapitałowych pracują w trybie ukształtowanym w odległej przeszłości, kiedy spółki działały lokalnie prowadząc przedsiębiorstwa w nieporównanie mniejszym rozmiarze. Założono przeto, że członkowie zarządu są zawsze na miejscu, pod ręką, wobec czego nie zachodzi potrzeba udostępniania im szczególnych trybów podejmowania uchwał. Założenie to straciło rację w realiach panujących na przełomie XX i XXI w. W Polsce działały już liczne spółki z zagranicznym rodowodem, dla których podejmowanie uchwał przez zarządy w trybie zdalnym, poza posiedzeniami, bądź z udziałem członków przebywających poza spółką, było życiową koniecznością.

Także w wielu polskich spółkach zaniechano praktyki koszarowania wszystkich członków zarządu w jednym miejscu: niektórzy pracują stale poza siedzibą spółki, w innych miejscowościach, niekiedy w innych krajach. W wielu spółkach przyjęto zasadę, że nawet jeżeli jej działalność prowadzona jest „w terenie”, przecież zarząd pracuje w Warszawie, ponieważ tam krzyżują się liczne interesy, tam działa infrastruktura rynku: giełda, inwestorzy, regulatorzy, banki – niemniej niektórzy członkowie zarządu doglądają spraw w siedzibie spółki. Niektórzy członkowie zarządów największych spółek stale pełnią obowiązki poza Polską. Podejmowanie decyzji w trybie innym, niż na posiedzeniu, stało się koniecznością

Natomiast zdawano sobie sprawę, że członkowie rad często mieszkają i pracują w odległych miejscowościach, zatem otwarto przed nimi możliwość pracy zdalnej. Przyznano im także zwrot kosztów związanych z udziałem w radzie (zatem i kosztów dojazdu), nawet jeżeli nie pobierają wynagrodzenia.

Ksh założył, że rady podejmują uchwały poza posiedzeniem tylko jeżeli tak stanowi statut, względnie umowa spółki. Wobec tego liczne umowy i statuty przyjęły postanowienia o podejmowaniu uchwał w tym trybie także przez zarząd spółki. Początkowo może uważano, że skoro Ksh przemilcza taki tryb – jest on niedopuszczalny, ale potrzeby obrotu wymogły zmianę podejścia. Praktyka odrzuciła niemieckie założenie, iż zabronione jest wszystko, co nie zostało expressis verbis dozwolone. Przyjęto, że dopuszczalne jest wszystko, co nie zostało expressis verbis wykluczone. Rozsądek przeważył nad przepisem.

Potrzeba było 20 lat i pandemii COVID-19, by przy okazji zmian dokonywanych w wielu aktach prawnych uwspółcześniono regulacje Ksh o procedowaniu organów spółek kapitałowych. Po pierwsze, umożliwiono zarządom podejmowanie uchwał w trybie pisemnym lub przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Po drugie, wyraźnie dopuszczono przemilczaną wcześniej możliwość zdalnego uczestniczenia członków zarządu i rady nadzorczej w pracach tych organów. Po trzecie, uchylono warunek, że zdalne podejmowanie uchwał możliwe jest jedynie za przyzwoleniem statutu względnie umowy spółki: obecnie jest ono możliwe z mocy ustawy. Wprawdzie statut lub umowa mogą wyłączyć tę możliwość w drodze formalnych zmian tych dokumentów, lecz wyobrażam sobie, że takie zmiany będą zaskarżane.

Po czwarte, przy okazji zrezygnowano z wyłączenia podejmowania przez radę nadzorczą w trybie zdalnym uchwał o wyborze przewodniczącego i wiceprzewodniczącego rady, powołania członka zarządu oraz odwołania i zawieszania w czynnościach tych osób. Okaże się w praktyce, jakim celom posłuży ta nowa regulacja.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 24 kwietnia 2021 r.

Czytaj także:

2021.04.26 Ksh po 20 latach (I). Z dystansu widać lepiej