Miesięczne archiwum: lipiec 2021

Jak przepędzić z Polski kapitał zagraniczny, czyli obcy, czyli wrogi

Krok po kroku PiS zamyka Polskę przed życzliwymi nam sprzymierzeńcami. Dążymy do kryzysu w stosunkach z USA. Oraz z Unią Europejską. Oraz z Radą Europy, organizacją bardzo zasłużoną na niwie ochrony praw człowieka i podstawowych swobód.

  • Współczesną Polskę różni od PRL istnienie rynku kapitałowego;
  • Rynek kapitałowy w znacznej mierze zależy od napływu kapitału zagranicznego;
  • Jego udział w wolnych mediach szczególnie irytuje stronę rządową;
  • Wystarczy przegonić z Polski kapitał zagraniczny, czyli obcy, czyli wrogi – a zniknie giełda, zgasną niezależne media i będzie jak było.

Żyłem w przeświadczeniu, że wrogość Prawa i Sprawiedliwości (i zmobilizowanej przez partię rządzącą doraźnej zbieraniny głosów) względem TVN podyktowana jest codziennym, systematycznym i profesjonalnym ujawnianiem przez stację nieudolności rządu i nikczemności władzy. Nie ma przecież tygodnia, by TVN nie zdemaskowała kolejnej afery korupcyjnej, czy chodzi o okradanie kontenerów PCK, czy o nalot szarańczy żon i kochanek polityków PiS na rady nadzorcze spółek z udziałem Skarbu Państwa, czy o niewłaściwe  gospodarowanie środkami Funduszu Sprawiedliwości, czy o zakłamane obietnice premiera o milionie samochodów elektrycznych, promach, dronach itd. Przy czym TVN nie jest jedyną dolegliwością trapiącą rządzących. Dokucza im, jak może, także Gazeta Wyborcza, także Newsweek, przeto i na te redakcje spadnie dopust kaczy. Niemniej to TVN jest obecnie najbardziej wysuniętym przyczółkiem wrażej prawdy.

Perfidia TVN polega także na tym, że stacja codziennie zaprasza do swoich programów przedstawicieli strony rządowej (piszę „strony”, ponieważ nie lubię słowa „obóz”). Są oni starannie dobierani, by w rozmowach przed kamerą jeden w drugiego wychodzili na mało rozgarniętych, na idiotów. W ten sposób TVN usiłuje siać wśród swoich widzów złowieszcze przekonanie, że sprawy Polski są w niewłaściwych rękach i zmierzają w złym kierunku, a wystarczy obejrzeć programy TVP lub Polsatu, by przekonać się, że to nieprawda.

Lecz okazuje się, że powód niechęci rządzących do TVN ma zgoła inne podłoże. Otóż jest to stacja zagraniczna. To znaczy – jak najbardziej polska, ale mająca zagranicznego właściciela. Zagranicznego, czyli obcego. Obcego, czyli wrogiego, nieprzyjaznego nam i naszym narodowym interesom. W tym kontekście Stany Zjednoczone wymieniane są jednym tchem z Chinami i Rosją. Poseł Suski, kanclerska doprawdy głowa, widzi dwa rozwiązania: albo TVN straci koncesję i będzie spokój, albo znaczące udziały nadawcy zostaną przejęte, po dobroci lub nie, przez „państwowe spółki”, a „wtedy będziemy mieli wpływ na to, co się tam dzieje”. Tak właśnie opanowano agresywny germański żywioł w mediach należących do Polska Press (po tym szyldem kryli się zachodnioniemieccy rewizjoniści z Pasawy), przejętych przez ultrapatriotyczny Orlen.

Kto powiedział A, zapewne powie B. Już zdrowy element narodowy piętnuje obcokrajowców studiujących na polskich uczelniach, które powinny kształcić wyłącznie Polaków. Zagraniczni studenci nigdy nie ogarną etosu żołnierzy wyklętych, którzy przecież mogli mordować ich dziadków. Już administratorzy nauki sugerują, że polscy uczeni powinni ogłaszać swoje dzieła wyłącznie w języku rodzimym, by nie wzbogacały zagranicznych periodyków. Wciąż mamy też do czynienia z zagranicznym kapitałem, który napływa do Polski w postaci inwestycji nakierowanych na zyski i domagających się ochrony, natomiast 770 miliardów złotych „wynegocjowanych” przez rząd (wstyd wspominać, z kim i jak negocjowano) jakoś nie napływa.

Współcześnie gospodarka różni się od czasów PRL rynkiem kapitałowym. Podobnie jak wówczas, rządzący dają prymat własności państwowej nad prywatną. Podobnie jak wówczas, piętrzy się przed własnością prywatną, a także samorządową, liczne przeszkody. Podobnie, a nawet znacznie bardziej niż wówczas, stanowiska obsadzane są przez swoich. Powiedział wszak poseł Suski, kanclerska zaiste głowa, że o kompetencjach do piastowania stanowisk świadczy znajomość programu PiS.

Skoro współczesna Polska różni się od PRL rynkiem kapitałowym, a ten w znacznej mierze zależy od napływu kapitału zagranicznego, wystarczy przegonić z Polski kapitał: zagraniczny, czyli obcy, czyli wrogi – a będzie jak było. Zniechęci się spekulantów. Unia Europejska ma płacić Polsce haracz, lecz w nasze sprawy niechaj się nie wtrąca. I tak nikt w Brukseli nie zrozumie, na czym polega reforma polskiego sądownictwa. Nie zrozumie, bo mu w głowie się nie zmieści.

Krok po kroku PiS zamyka Polskę przed życzliwymi nam sprzymierzeńcami. Dążymy do kryzysu w stosunkach z USA. Oraz z Unią Europejską. Oraz z Radą Europy, organizacją bardzo zasłużoną na niwie ochrony praw człowieka i podstawowych swobód. Jakiś szaleniec tłumaczy dążenia do zgaszenia TVN hakerskimi atakami w sieci. Aż dziw bierze, że pośród zamętu nie oskarżono jeszcze obcych, wrogich Stanów Zjednoczonych o… „zamach” smoleński.

Bez wolnych mediów nie będzie rynku kapitałowego. Nie będzie demokracji. Przeciwdziałanie rzekomym hakerom doprowadzi do cenzury. Zamknięcie kraju, odcięcie go od świata, może doprowadzić do ograniczeń paszportowych. Wiem, o czym piszę: przez kilkanaście lat, do 1972 roku, odmawiano mi zgody na wyjazd z Polski na Zachód, w tym kilkakrotnie nawet do NRD lub Jugosławii. Nie chcę, by to wróciło.

Czytaj także:

2021.04 .20 Bez niezależnych mediów nie ma rynku kapitałowego

Monografia o kontraktach menedżerskich jest manifestem ich zalet

SŁOWO O KSIĄŻCE. Waldemar Gujski i Dawid Jakub Zdebiak ogłosili w wydawnictwie Wolters Kluwer pokaźne (530 stron) dzieło „KONTRAKTY MENEDŻERSKIE I INNE UMOWY CYWILNOPRAWNE O ŚWIADCZENIE PRACY. Wzory”. Jako zachęta do lektury niech posłuży cytat – przestroga przed umowami regulowanymi Kodeksem pracy, Pisze Waldemar Gujski: „W mojej praktyce adwokackiej spotkałem się z przypadkami gdy odwołany członek zarządu, któremu brakuje np. 46 miesięcy do osiągnięcia wieku emerytalnego i któremu z uwagi na treść art. 39 k.p. nie można wypowiedzieć umowy o pracę, po doliczeniu np. 6-miesięcznego okresu wypowiedzenia pozostaje związany ze spółką jeszcze ponad 4 lata” (s. 34).

Rzecz została przedstawiona jako 2. wydanie, co wymaga komentarza. Między wydaniem poprzednim, samodzielnego autorstwa W. Gujskiego (Wydawnictwo Librata) a obecnym upłynęło kilkanaście lat, formuła dzieła jest inna, inny jest wydawca. Zmienił się stan prawny, rozwinęło się orzecznictwo, ogromnie wzbogaciła się praktyka. Zostało to obszernie i wnikliwie odzwierciedlone, wobec czego skłonny jestem uznać obecne wydanie za dzieło w pełni oryginalne.

SŁOWO O AUTORACH. Adw. Waldemar Gujski ma bogatą praktykę jako pełnomocnik menedżerów w sporach o świadczenie pracy (i wynagrodzenie). Jest także niestrudzonym popularyzatorem kontraktu menedżerskiego (względnie zawartej w innej formie umowy cywilnoprawnej) zastępującego umowy regulowane przepisami Kodeksu pracy. Radca prawny Dawid Jakub Zdebiak jest partnerem kancelarii Gujski Zdebiak, wcześniej przez lata orzekał w wydziale pracy oraz wydziałach cywilnych, do 2005 r. w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Z mec. Gujskim współpracowałem w latach mojej posługi w Polskim Instytucie Dyrektorów: chętnie przyjmował zaproszenia do udziału pro bono w licznych konferencjach, seminariach, szkoleniach, a jego przepojone erudycją i humorem wystąpienia były wysoko oceniane przez słuchaczy.

O KONTRAKTACH MENEDŻERSKICH i innych umowach cywilnoprawnych. Pojęcie „kontrakt menedżerski” bywa często rozciągane na wszelkie umowy o świadczenie pracy zawierane na gruncie Kodeksu cywilnego w myśl jego fundamentalnej zasady wyrażającej swobodę umów. „Przez kontrakt menedżerski przyjmujący zlecenie (zarządca) zobowiązuje się za wynagrodzeniem do stałego wykonywania czynności zarządu (sprawowania zarządu, zarządzania) przedsiębiorstwem zleceniodawcy (przedsiębiorcy) w jego imieniu i na jego rzecz” (s. 52). Autorzy porządkują terminologię, pokazują czym jest cywilnoprawna umowa o świadczenie pracy (w tym najszerzej znany kontrakt menedżerski) i czym różni się od umowy o pracę, jakie są jej zalety i wady, jakie korzyści odnosi menedżer, jakie jego kontrahent: prywatna spółka kapitałowa, bądź spółka z udziałem Skarbu Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego – oraz jak do takich umów odnosi się orzecznictwo.

Kontrakt menedżerski nie pojawił się wraz z transformacją gospodarczą. Zrazu prowadziła ona do mechanicznego przekształcania przedsiębiorstw państwowych w spółki prawa handlowego, stanowisko prezesa zarządu zazwyczaj powierzano dotychczasowemu dyrektorowi naczelnemu, do zarządu niemal z automatu wchodzili jego zastępcy, nieświadoma jeszcze swoich zadań rada nadzorcza podnosiła im uposażenia, lecz do ich umów o pracę nie wprowadzano istotnych zmian. Bywało, że przewodniczący rady nadzorczej decydował o terminach urlopów prezesa i jego zastępców, że rada uchwalała premie dla członków zarządu według niejasnych zasad, bez regulaminowej podstawy, a nawet wyręczała walne zgromadzenie przyznając zarządowi nagrody z zysku. Niewłaściwy charakter takich praktyk uświadamiano sobie dopiero z biegiem czasu. Przyczyniał się do tego mec. Gujski wykpiwając świadczenia socjalne dla menedżerów w postaci worka cebuli na święta… Jednocześnie w spółkach z rodowodem zagranicznym zatrudniano menedżerów na umowach dalece odbiegających od wzorca z Kodeksu pracy.

Punktem wyjścia dla analizy kontraktów menedżerskich oraz innych umów cywilnoprawnych o świadczenie pracy jest wynikające z wieloletnich i bogatych praktycznych doświadczeń Autorów przekonanie iż „angażowanie menedżera do świadczenia – wymagających głębokiej, rozległej, interdyscyplinarnej wiedzy i kwalifikacji – wysoko specjalistycznych usług w dziedzinie sprawowania zarządu na podstawie klasycznego stosunku pracy nie zawsze spełni swoją funkcję, nie zawsze jest właściwe, fortunne, a niejednokrotnie będzie wręcz dysfunkcjonalne” (s. 19). Owszem, na powodzenie przedsięwzięcia gospodarczego mają wpływ talenty i osobowość menedżera, lecz nadto wpływ ma forma jego zatrudnienia. Co ważne: utrzymywanie zarządu na obwarowanych licznymi przywilejami umowach o pracę może okazać się swoistą postacią „zatrutej pigułki” utrudniającej lub uniemożliwiającej korzystne dla jej inwestorów przejęcie spółki.

Wniosek płynący z wszechstronnego porównania umów zawieranych na podstawie Kodeksu pracy i Kodeksu cywilnego: „Kontrakt menedżerski nie jest jakimś fantastycznym środkiem zaradczym na wszystkie problemy w relacjach i stosunkach właściciel – zarządca, ale z całą pewnością jest lepszym sposobem ich ułożenia niż umowa o prace. Niezależnie jednak od tego, jakie konkretnie poglądy można prezentować w kwestii zatrudniania menedżerów (a zwłaszcza członków zarządu) w ramach stosunku pracy, jedno jest chyba bezsporne: co do zasady pozycja menedżera wynikająca ze stosunku pracy jest słabsza niż ta, którą może on uzyskać w ramach kontraktu menedżerskiego” (s. 47, podkr. oryg.).

O KOMPOZYCJI DZIEŁA. Omawiana materia jest przejrzyście usystematyzowana. Rozdział I jest poświęcony omówieniu kontraktów menedżerskich w prywatnych spółkach kapitałowych. Rozdział II, najobszerniejszy, bo też dotyczący tematyki trudnej, zawiłej,  kontrowersyjnej, traktuje o kontraktach menedżerskich w spółkach z udziałem Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego. Kolejne rozdziały dotyczą umów: zlecenia, o dzieło, agencyjnej oraz o pracę nakładczą (chałupniczą). Polecam przejrzyste tabelę obrazujące najważniejsze różnice między umową o pracę a kontraktem menedżerskim (s. 102-105), umową zlecenia (s. 361-363), umową o dzieło (s. 396-398), umową agencyjną (s. 439-441), oraz między umową o pracę nakładczą a umową o pracę w formie telepracy (s. 503-507). Uzupełnieniem wywodów są obszerne (kilkudziesięciostronicowe), wariantowo opracowane wzory umów dla każdego rodzaju umowy cywilnej (rozdziału I dotyczą dwa wzory: kontrakt menedżerski i kontrakt dla osoby spoza zarządu). Wzory są zamieszczone także na stronie wydawcy: www.kontrakty-menedżerskie-wzory.wolterskluwer.pl. Dzięki kodowi aktywacyjnemu na zdrapce wklejonej w każdy egzemplarz książki, można je edytować odpowiednio do konkretnych potrzeb. Autorzy zachęcają do krytycznego i twórczego podejścia do wzorów. Każdemu z rozdziałów towarzyszą także zaskakująco obszerne przykłady orzecznictwa, co unaocznia, iż temat ma ogromne znaczenie praktyczne.

O MIEJSCU KSIĄŻKI W PIŚMIENNICTWIE. W ogromnej większości recenzji pozycji naukowych lub fachowych pojawia się sformułowanie, iż „omawiana książka wypełnia istotną lukę w piśmiennictwie” (tu wskazuje się temat owego piśmiennictwa). Jeżeli tenor recenzji brzmi niezdecydowanie (wszak  negatywnych recenzji uczeni nie pisują), cytowana formuła bywa poprzedzona słowami „tym niemniej”. Jeżeli tenor brzmi pozytywnie, formuła jest poprzedzona słowem „niewątpliwie”. W niniejszym omówieniu monografii Waldemara Gujskiego i Dawida Jakuba Zdebiaka o kontraktach menedżerskich takiej wzmianki nie ma. Otóż wspomniana książka z pewnością nie wypełnia luki w literaturze poświęconej zatrudnianiu menedżerów na kontraktach: ona po prostu jest tą literaturą, dziełem kompletnym przedstawiającym zarówno wszechstronną analizę tematu, jak gotowe wzory podpowiadające możliwe, najbardziej w danej sytuacji właściwe, rozwiązania praktyczne.  

O KRĘGACH ADRESATÓW. Recenzje prac pisanych dla pozyskania stopnia naukowego starannie omijają pytanie, dla kogo książka jest adresowana, kto (jeżeli ktokolwiek) odniesie pożytek z lektury. W tym przypadku lista adresowa jest długa. Lekturę zalecam w pierwszej kolejności menedżerom – i tym zatrudnionym na kontraktach i tym na umowach o pracę; pierwsi skorzystają z bogactwa wskazówek praktycznych, drudzy najprawdopodobniej podejmą starania o zmianę formy zatrudnienia. Lekturę zalecam też wszystkim mającym wpływ na wybór osób zarządzających przedsięwzięciami gospodarczymi i organizacjami powołanymi do realizacji zadań: członkom rad nadzorczych, akcjonariuszom (zwłaszcza dzierżącym pokaźne pakiety udziałów), urzędnikom decydującym o obsadzie stanowisk w obrocie gospodarczym. Oraz prawnikom reprezentującym podmioty gospodarcze lub interesy menedżerów, orzekającym w sprawach gospodarczych i pracy. A także związkowcom, mającym w rodzimej praktyce znaczący wpływ na obsadzanie stanowisk menedżerskich (by przekonali się, że kontrakt – nawet na wysokie wynagrodzenie – jest dla spółki bardziej korzystny i tańszy niż umowa o pracę). Na koniec wszystkim, którzy często i obszernie wypowiadają się przeciwko kontraktom „tłustych kotów”, ich wynagrodzeniom („sutym, a niezasłużonym”), braku sprawiedliwości społecznej, zwyrodnieniom współczesnych korporacji, itd.

Niemniej gorąco wspieram dążenia do ujawniania proporcji między zarobkami menedżerów a przeciętną wynagrodzeń pracowniczych – i pozytywnie odnoszę się do usiłowań ku poddaniu wspomnianych proporcji demokratycznej kontroli. Lecz to już temat wykraczający poza omawianą tu materię.

 

 

 

 

 

 

 

Wyjaśniaj, ale z głową! Nie “rżnij głupa”

Nie widzę powodu, by ograniczać możliwość obserwowania walnych zgromadzeń przez zainteresowanych. Temu służą ogłaszane w internecie transmisje obrad. Temu służy fizyczna obecność mediów na walnych. Nigdy ich przedstawiciel nie naraził żadnej spółki na kłopot.

  • Podobnie jak wcześniejsze redakcje Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW, DPSN2021 przyjęły przyjazną formułę „Stosuj albo wyjaśniaj”;
  • Spółka, która nie stosuje, lub nie zastosowała zasady Dobrych Praktyk, może wyjaśnić przyczynę takiego stanu rzeczy;
  • Wiarygodne wyjaśnienie niestosowania / niezastosowania zasady jest równoważne z jej stosowaniem;
  • Lecz spółkom nie chce się wiarygodnie wyjaśniać, niektóre „rżną głupa” i wypisują androny obrażając tym rynek.

Niedawno wprowadzono na parkiet GPW nową spółkę. Wprowadzono ją z przytupem: wszak działa w modnej branży, jest córką innej notowanej spółki, przez IPO przeszła ze średnią redukcją 92,41% w transzy inwestorów indywidualnych, na debiucie kurs wzrósł o 20%, posypały się pozytywne rekomendacje, znany fundusz emerytalny zwiększył stan posiadania. Nie zwrócono natomiast uwagi na informację spółki o stosowaniu przez nią Dobrych Praktyk 2016 (najnowsze, DPSN2021, weszły w życie później, 1 lipca). Spółka deklaruje stosowanie większości zasad, niemniej wobec kilku ogłasza ich niestosowanie, co objaśnia osobliwie.

Spółka nie stosuje zasady o ogłaszaniu na korporacyjnej stronie internetowej informacji na temat planowanej transmisji obrad walnego zgromadzenia. Planuje ona jednak zastosowanie tej zasady pod warunkiem, że „zwołujący walne zgromadzenie postanowi o możliwości wzięcia w nim udziału przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej”. Mam dwojakie wątpliwości. Pierwsza: zwołującym jest najczęściej spółka, więc to do niej należy decyzja. Druga: wskazówka o informacji na temat transmisji obrad dotyczy wszystkich walnych, nie tylko odbywanych przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Czy nikt w spółce tego nie zrozumiał, czy może zredagowanie informacji powierzono pracownikowi specjalnej troski, zaś zarząd i rada nadzorcza nie czytały, co spółka skleciła?

Spółka deklaruje przeto stosowanie zasady, acz pod warunkiem, który zależy od niej samej, lecz zmierza daleko poza zakres wskazówki o transmisji obrad WZ. Aliści jednocześnie, w innym miejscu, spółka deklaruje twarde niestosowanie zasady o ogłaszaniu na jej stronie zapisu obrad WZ, a to z uwagi na „uwarunkowania prawne (…) dotyczące kwestii wykorzystania wizerunku i innych cech uczestników walnego zgromadzenia, jak również dotyczących ich informacji, które zostałyby utrwalone w zapisie video przebiegu walnego zgromadzenia”. Zachodzę w głowę, o jakie uwarunkowania prawne chodzi. Inwestor, który nie chce ukazać swojej buzi w transmisji obrad, może przecież włożyć kominiarkę…

Spółka deklaruje także niestosowanie zasady, iż przedstawicielom mediów umożliwia się obecność na walnych zgromadzeniach: „…wprowadzenie takiej możliwości nie jest konieczne ze względu na przejrzysty charakter przekazywania informacji przez spółkę, a dotyczących całokształtu procesu zwoływania walnych zgromadzeń, przedstawiania projektów uchwał na walne zgromadzenia oraz przebiegu walnych zgromadzeń…” Przejrzystość jest tak kompletna, że nie udostępnia się rynkowi transmisji przebiegu walnych, ani nawet informacji o planowanej transmisji.

Wskazówka dotycząca udziału przedstawicieli mediów na WZ pojawiła się już w pierwszym projekcie Dobrych Praktyk z roku 2001 i została zawarta we wszystkich kolejnych redakcjach DPSN: 2002, 2005, 2008, 2016 i, oczywiście, 2021. Jawność przebiegu walnych zgromadzeń spółek publicznych jest fundamentem rynku. Dla zapewnienia jawności nie wystarczą ustawowe procedury zwołania i przebiegu walnych. Uczestniczyłem w licznych walnych spółek publicznych – i zapewniam, na podstawie bogatych i różnorodnych doświadczeń bądź przewodniczącego obradom, bądź inwestora, bądź przedstawiciela mediów, że media są najbardziej skutecznym instrumentem zapewniania przyzwoitości i jawności obrad.

Tym co zmieniło się przez te dwadzieścia lat moich starań o umożliwienie obecności mediów na WZ, jest niebywały rozwój „nowych mediów”. Kiedyś chodziło o gazety, radio, telewizję. Dzisiaj obszerne i kompetentne materiały o przebiegu i wynikach walnych ukazują się przede wszystkim w portalach internetowych, w blogach specjalistów rynku kapitałowego, w mediach społecznościowych. Uczestnictwo w walnych jest reglamentowane, ale nie widzę powodu, by ograniczać możliwość obserwowania walnych przez zainteresowanych. Temu służą ogłaszane w internecie transmisje obrad. Temu służy fizyczna obecność mediów na walnych. Nigdy ich przedstawiciel nie naraził żadnej spółki na kłopot. Ale odmowa wpuszczenia mediów może narazić na kłopot! Nie zainteresowałbym się Getback SA, gdyby spółka nie zapowiedziała, że nie wpuści mediów na walne. Co z mojego zainteresowania spółką wyszło – wiadomo.                         Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 3 lipca 2021 r.

Wyszukiwarka blogu wyświetli wiele podobnych tekstów po wpisaniu w jej okienko haseł:
Dobre Praktyki
Stosuj lub wyjaśniaj
Media na walnych zgromadzeniach