Miesięczne archiwum: sierpień 2021

Między zasiadaniem a posługą

Działalność gospodarcza jest procesem o rosnącym stopniu komplikacji, poddanym coraz bardziej wnikliwym regulacjom, zatem od członków rady wymaga się coraz więcej.

  • Nie lubię sformułowania o „zasiadaniu w radzie nadzorczej”. Przesłania ono sens i treść członkostwa tego organu.
  • Zasiada się częścią ciała, która nie służy do zarobkowania, a jeżeli nawet komuś służy – nie kreuje wartości dla spółki.
  • Zasiadanie nie jest treścią stosunku prawnego łączącego zasiadającego ze spółką; jest nim członkostwo rady uregulowane przepisami prawa.
  • Istotą członkostwa jest trudna posługa skomponowana z czterech elementów. Są nimi kompetencje, obowiązki, staranność i odpowiedzialność.

KOMPETENCJE to punkt wyjścia do obsady stanowisk w radzie nadzorczej. Jest to pojęcie szerokie, obejmujące wymaganą wiedzę, niezbędne doświadczenie, należyte cechy osobiste. Kiedy oczekuje się świadectwa określonych umiejętności, mówimy o wymogu kwalifikacji. Do wspomnianych cech osobistych należy m.in. niezależność poglądów i osądów, czego jednak nie należy mylić z ustawowym wymogiem przymiotu niezależności.

W spółkach z udziałem Skarbu Państwa stosowane są inne kryteria. Wyjaśnił to wyraziście poseł Marek Suski: wyrazem kompetencji jest znajomość programu Prawa i Sprawiedliwości.  Rządzący narzekają, że korzystanie z fachowców nie zdaje egzaminu, ponieważ nie chcą oni kierować się linią partii. Gdy zgaśnie koniunktura, skończy się przypływ wznoszący w rynek kapitałowy – wyniki spółek pokażą znaczenie kompetencji.

OBOWIĄZKI członków rad nadzorczych są wielorakie, złożone i nieubłaganie ich przybywa. Należy do nich sprawowanie stałego nadzoru nad działalnością spółki we wszystkich dziedzinach jej działalności. Działalność gospodarcza jest procesem o rosnącym stopniu komplikacji, poddanym coraz bardziej wnikliwym regulacjom, zatem od członków rady wymaga się coraz więcej. Rada in corpore nie jest w stanie ogarnąć wszystkich spraw objętych jej zadaniami, przeto rozdziela je między komitety problemowe (współcześnie rdzeniem rady stał się komitet audytu) i deleguje członków do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych. Od członków rady wymaga się nie tylko udziału w posiedzeniach plenarnych, także pracy w komitetach problemowych, także zaangażowania czasowego w stale rosnącym wymiarze.

Jeżeli rada odbyła w ciągu roku pięć posiedzeń trwających przeciętnie sześć godzin, nie znaczy wcale, że przepracowała trzydzieści godzin. Warto pomnożyć tę wielkość przez pięć, niekiedy przez dziesięć, piętnaście… Należycie zorganizowana rada wykonuje większość swoich prac poza posiedzeniami. Nominat polityczny bez pełnych kwalifikacji nie sprosta obowiązkom w radzie. Na posiedzeniu pomilczy, pokiwa głową, zagłosuje jak pozostali. Lecz zadania w komitecie rady lub w delegacji do indywidualnego wykonywania czynności obnażą jego bezużyteczność.

STARANNOŚĆ obowiązuje członków rady nadzorczej na równi z członkami zarządu. Prawo jednoznacznie wymaga staranności wynikającej z zawodowego charakteru działalności członka rady. Zawodowstwa nie osiąga się poprzez zasiadanie, z protekcji politycznej, w pięciu radach. Jest ono kumulacją kompetencji i sumiennego wykonywania obowiązków ciążących na wszystkich członkach rady. Do tego niebawem dojdzie obowiązek wykazania się dojrzałym osądem rozpatrywanych spraw (tzw. Business Judgement Rule).

ODPOWIEDZIALNOŚĆ za szkody wyrządzone działaniem lub zaniechaniem sprzecznym z prawem lub postanowieniami statutu spółki ponoszą wszyscy członkowie rady nadzorczej, chyba że nie ponoszą winy. Od winy nie zwalnia brak kwalifikacji, ani brak czasu na staranną posługę, ani znajomość programu partii. Przesłanką odpowiedzialności stanie się niebawem także brak lojalności wobec spółki (treść tego pojęcia wymaga odrębnego omówienia). Zdaję sobie sprawę, że wielu członków rad nie jest świadomych ciążącej na nich odpowiedzialności. Będzie tak, póki sądy nie będą puszczać ich bez skarpetek.

W większości przypadków członkowie rady nadzorczej otrzymują wynagrodzenie za posługę w radzie. Posługę właśnie, nie za zasiadanie bez wymogu kompetencji, bez wykonywania obowiązków, bez zawodowej staranności. Posługi nie dotyczą ograniczenia czasu poświęcanego spółce. Nie płaci się za nadgodziny, za czas spędzany na kursach, szkoleniach, konferencjach służących podnoszeniu kompetencji. Niektóre spółki nawet nie pokrywają członkom rady kosztów prenumeraty Parkietu. Lecz ani niskie wynagrodzenie, ani brak bonusów, ani nawet brak wynagrodzenia – nie zwalniają od wspomnianych tu wymogów.
Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 26 lipca 2021 r.

 

Ekologia i rozwój

,Współcześnie Polska stała się pariasem zatruwającym planetę. Dotkliwie brakuje nam masowego ruchu społecznego dążącego do wykorzystania ekologii na rzecz rozwoju

Zdarza się, że nie zwraca się uwagi na pozornie błahe wydarzenia, które uruchamiają wielkie procesy dziejowe. 3 grudnia 1968 r. Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych przyjęło rezolucję 2398 (XXIII) dotyczącą związku między sytuacją biosfery a warunkami życia ludzkiego. Prawdą jest, że Zgromadzenie Ogólne podejmuje wiele rezolucji, że często kończy się na pięknych słowach, dobrych chęciach i rozczarowaniu – tym razem wszakże sprawy potoczyły się szybko i znacznie dalej, niż się spodziewano. Projekt zgłosiła Szwecja, poparły ją 54 państwa, rezolucję przyjęto bez sprzeciwu. Przewidywała ona m.in., że Sekretarz Generalny przedłoży niebawem raport na temat możliwości rozwoju współpracy międzynarodowej w dziedzinie ochrony środowiska.

Sekretarz Generalny ONZ często bywa wzywany do przedkładania rozmaitych raportów. Dysponuje on aparatem administracyjnym, powołuje zespoły ekspertów, powierza im zadania i ogłasza efekty ich prac. Często zanim zamówiony raport ujrzy światło dzienne, społeczność międzynarodowa zapomni już o sprawie. Lecz dokument pod nazwą „Raport o problemach środowiska człowieka” (potocznie nazwany „Raportem U Thanta”), ogłoszony 26 maja 1969 r., natychmiast przykuł uwagę światowej opinii. Prawdopodobnie niewielu przeczytało to opracowanie, lecz media zręcznie wyłowiły zeń smaczne fragmenty i poniosły je w świat. Oświecona część ludzkości rychło uległa romantyce Statku Kosmicznego Ziemia – samotnego błękitnego punkciku we Wszechświecie, wymagającego wspólnego wysiłku na rzecz ocalenia przed zagładą.

Przed pięćdziesięciu laty sporo pisałem na temat potrzeby ochrony środowiska traktowanej jako jedno z podstawowych praw człowieka. Nie wywołało to szerszego echa. Inicjatywy na temat środowiska rozwijane były poza Polską, bez jej udziału, wkładu, zainteresowania. Lecz społeczność międzynarodowa zmierzała, krok po kroku, do utrwalenia powszechnej świadomości, że bez poszanowania środowiska nie dojdzie do postępu społecznego i rozwoju. Współcześnie Polska stała się pariasem zatruwającym planetę. Dotkliwie brakuje nam masowego ruchu społecznego dążącego do wykorzystania ekologii na rzecz rozwoju. Świat nabył wystarczającą świadomość ekologiczną, by wznieść się ponad słuszne slogany. Jesteśmy w stanie obliczyć, w jakim stopniu kraje, branże, nawet indywidualne podmioty gospodarcze, wpływają na środowisko, oraz jakie są konsekwencje tego wpływu w biosferze i w sferze finansów.

Odchodzimy od słów w stronę liczb. Świat wprowadza surowe rygory sprawozdawania o oddziaływaniu na środowisko. Finansiści blokują kredyty na inwestycje antyekologiczne. Fundusze inwestycyjne odstępują od inwestowania w brudne dziedziny gospodarki i brudne spółki. My konsekwentnie zmierzamy na przekór. Następstwa będą dwojakie. Koszty niszczenia biosfery z czasem przerosną nasze możliwości. Jako kraj niechętny środowisku stracimy dostęp do finansowania. Nie zdajemy sobie sprawy, że ekologia staje się motorem rozwoju gospodarczego.

Niechęć do środowiska jest w Polsce wszechobecna. Jak Don Quixote, rząd podjął szaleńczą walkę z wiatrakami. Lasy Państwowe tną drzewostan na potęgę dla krótkoterminowych korzyści finansowych. Polska nie tylko uporczywie trwa przy górnictwie węgla kamiennego i brunatnego, także ślepo wierzy w jego przyszłość: górnikom obiecano zatrudnienie do 2049 r. kontrowersyjnej Kopalni Turów przedłużono koncesję do 2044 r., co wpędziło Polskę w beznadziejny spór z Czechami – tym groźniejszy, że rozpędzono zawodowych dyplomatów i naszymi interesami zajmują się prostaccy amatorzy. Energetyka działa na granicy wydolności, kosztuje sporo, wymaga reform, których nie ma kto opracować, sfinansować, przeprowadzić. Bezsporne argumenty ekologów w sprawach górnictwa i energetyki przegrywają z uporem związkowców broniących wygodnego dla nich stanu rzeczy. Wszak ekolodzy nie pójdą z łomami na Warszawę. Szkoda.

Zamiast podejmować racjonalne działania, rząd snuje absurdalne wizje wyprodukowania w Polsce miliona samochodów elektrycznych; zanim (jeżeli w ogóle!) pierwszy z nich zjedzie z taśmy, udusimy się spalinami: wszak corocznie sprowadzamy z Zachodu milion starych diesli, wielu z nich tam odmówiono już przedłużenia rejestracji. Lokalne samorządy walczą z LGBT zamiast z trującymi wyziewami skorodowanych rur. Nie mamy racjonalnej gospodarki odpadami, nie istnieją systemu skupu opakowań szklanych i plastikowych. Energia rządzących została skierowana na  Narodowy Przekop Mierzei Wiślanej. Przekop kosztowny, dla rozwoju bezużyteczny, dla ekologii (w najlepszym razie!) neutralny.

Tekst ogłoszony 13 lipca 2021 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET,