Miesięczne archiwum: październik 2021

Kadencja, czyli nieporozumienia

  • Kadencja to liczony w pełnych latach obrotowych okres na jaki piastun spółki jest powoływany do sprawowania funkcji w jej organie;
  • Posługa w organie spółki zostanie skrócona w następstwie odwołania lub rezygnacji z funkcji, względnie śmierci piastuna;
  • Piastun może być powoływany na kolejne kadencje, względnie na nową kadencję w innym organie spółki;
  • W praktyce najwięcej nieporozumień budzi kwestia, kiedy kadencja upływa i jakie są tego następstwa.

Członków kolegialnego organu spółki powołuje się najczęściej na kadencję wspólną, rozpoczynająca i wygasającą w tym samym czasie, co nie znaczy, że wszyscy wspólnie dosłużą końca tej kadencji. Można także stosować tzw. kadencję kroczącą, trwającą tak samo długo dla wszystkich członków organu, lecz rozpoczynającą się i kończącą w różnych terminach. Wielokrotnie podnosiłem zalety takiego rozwiązania, nie znajdując zrozumienia ni posłuchu, więc niebawem wrócę do tej kwestii. Dzisiaj natomiast pragnę zwrócić uwagę na kilka ogólnych problemów kadencji.

Nierzadko powstają wątpliwości, kiedy rozpoczynają się lub kończą kadencje organów. Łata się wtedy sprawę postanowieniami statutu. Na przykład statut Ciech SA głosi, iż „dla uniknięcia wątpliwości, w przypadku odwołania (lub w inny sposób wygaśnięcia mandatów) wszystkich członków rady nadzorczej, powołanie nowych członków rozpoczyna nową kadencję”. Jeszcze trudniej przychodzi spółkom określenie, kiedy upływają kadencje ich organów. Wprawdzie należy je liczyć w pełnych latach obrotowych (w tym kierunku zmierza także aktualny projekt nowelizacji Kodeksu spółek handlowych), ale niektórzy mącą, że może chodzić o lata kalendarzowe, albo coś jeszcze innego. Przed laty głośna była sprawa, gdy rada nadzorcza Lotosu nie potrafiła ustalić, kiedy upływa jej kadencja. Z kolei zarząd Polskiego Towarzystwa Reasekuracyjnego nie był w stanie ustalić terminu wygaśnięcia swojej kadencji.

Spółkom niełatwo zrozumieć, że upływ kadencji organu automatycznie powoduje wygaśnięcie mandatów jego członków. Dlatego, kierując się swoiście pojmowaną ostrożnością, wszyscy członkowie zarządów i (zwłaszcza) rad nadzorczych zbiorowo składają rezygnacje „w związku z upływem kadencji”. Bywały także przypadki, że „w związku z upływem kadencji” odwoływano pełny skład organu, by następną uchwałą powołać go na kolejną kadencję wspólną. Często odwoływano piastunów „w związku ze złożeniem rezygnacji”. Zapewne właśnie z powodu nieopisanych trudności z ogarnięciem początku i końca kadencji spółki nie korzystają z dobrodziejstw kadencji kroczącej.

Potrzeba definiowania kadencji organów spółki bywa kwestionowana przez cynicznych obserwatorów rynku. Powiadają oni, że członkowie zarządów i rad nadzorczych nie są pewni dnia ani godziny, wszak mogą zostać – i często bywają! – odwoływani znienacka, bez względu na bieg kadencji. Zaiste, pełnią oni posługę w drzwiach obrotowych, przez które wchodzi się do zarządu lub rady, by pokręcić się i rychło wyjść. Niedawno dokonałem hurtowego przeglądu raportów kilkudziesięciu spółek notowanych na GPW na temat stosowania dobrych praktyk. Uderzyło mnie, że do zmian w składach organów wielu spółek dochodziło w ciągu roku po kilkakroć. Raporty skrupulatnie zestawiały skład zarządu i rady nadzorczej po każdej z owych zmian, a takie zestawienie zajmowało i po kilka stron.

Klasycznym przykładem niezrozumienia konsekwencji upływu kadencji jest powtarzające się w statutach niezliczonych spółek notowanych postanowienie, iż pierwsze posiedzenie nowoobranej rady nadzorczej zwołuje przewodniczący rady poprzedniej kadencji i przewodniczy obradom do chwili wyboru nowego przewodniczącego. Rzecz w tym, że z upływem kadencji taką powinność trudno wyegzekwować od byłego przewodniczącego, który nie został wybrany do składu rady. Po cóż mnożyć przepisy, które mogą okazać się niewykonalne?

Prawo nie ogranicza liczby kadencji, jakie może odsłużyć w organie spółki jej piastun. Rekordziści zasiadają w radach dłużej, niż Mieczysław Fogg śpiewał. Na tym tle warto przypomnieć nauczanie społeczne ówczesnego ministra Skarbu Państwa, Emila Wąsacza: „Uważam, że cztery lata dla członka rady nadzorczej to maksymalny czas pracy. Mówiąc żartem, jest jak wikary na parafii – popracuje i zmienia otoczenie. Dzięki temu może wykorzystać stare doświadczenia w nowym miejscu.”  Limitowanie posługi w zarządach lub radach nadzorczych byłoby fatalnym rozwiązaniem. Zresztą sam Emil Wąsacz, odkąd objął prezesurę Stalexportu, nie jest już mobilny jak wikary.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 5 października 2021 r.

Czytaj także:
teksty wyświetlone na stronie www.andrzejnartowski.pl po wpisaniu w wyszukiwarkę słowa kadencja.

 

 

 

Krótki przegląd argumentów za zniesieniem tajności głosowania rady nadzorczej

  • Czas przygotować się na pożegnanie z tajnością głosowania w radach nadzorczych, przynajmniej w spółkach publicznych;
  • Zarządy często pomijają formalne głosowanie, przyjmując uchwały przez consensus, a na walnych zgromadzeniach tajność bywa iluzoryczna;
  • Członkowie rad nadzorczych działają w nich na własną odpowiedzialność, nie mogą być wiązani instrukcjami inwestorów;
  • Warto postawić pytanie, jakich wartości broni tajność głosowania? Kiedy i dla kogo tajne głosowanie jest korzystne?

Przytaczam trzy subiektywnie dobrane sytuacje, w których głosowania w trybie tajnym przyniosły wynik odmienny od oczekiwanego.

Przypadek pierwszy: przewodniczyłem kiedyś wyborom środowiskowym. Padł już wniosek o zamknięcie listy kandydatów, kiedy ktoś zgłosił kandydaturę Stefana. Zyskała ona gromkie poparcie zgromadzonych. Lecz w tajnym głosowaniu Stefan uzyskał tylko jeden głos, zapewne własny.

Przypadek drugi: zmarły w ub. r. Stanisław Kogut zasiadał w Senacie czwartą już kadencję, gdy pomówiono go o łapówkarstwo. Izba głosowała nad uchyleniem mu immunitetu, co miało doprowadzić do postawienia mu zarzutów i zatrzymania. W tajnym głosowaniu wniosek upadł, chociaż zawzięta na Koguta partia Prawo i Sprawiedliwość miała w Senacie znaczną większość głosów, a jej przywódca nie krył złych zamiarów wobec senatora. Ówczesny marszałek Senatu daremnie apelował do wiarołomnych kolegów, by odeszli z polityki.

Przypadek trzeci: Uniwersytet Gdański planował utworzenie nowego wydziału. Umyślono, że kanclerzem wielkim uczelni zostanie arcybiskup (nie chodziło o Głódzia, co to – to nie!), a rektor zostanie posłem. Otwarcie demonstrowano poparcie dla projektu. Oponowała jedynie prof. Joanna Senyszyn. Kiedy doszło do tajnego głosowania, plan upadł. Nazajutrz ekscelencja mówił z ambony o manipulacji: Wiadomo, że w tajnym głosowaniu nie można wyrazić swojego prawdziwego zdania

Wprawdzie uważam, że tajność głosowania ułatwia głosującemu wyrażenia „prawdziwego zdania”, lecz nie powinna mieć miejsca w radach nadzorczych spółek publicznych, gdzie tego zdania nie należy skrywać za kurtyną poufności. Owszem, obrady rady mogą być objęte poufnością (przeto należy odstąpić od zbędnego protokołowania przebiegu dyskusji i wszelkich rakiet woda – woda) lecz poufność nie dotyczy kwestii, jak kto głosował. Dlatego Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021 zakładają, że głosowania rady nadzorczej (i zarządu) są jawne – chyba, że co innego wynika z przepisów prawa. Za takim rozwiązaniem przemawia argument merytoryczny: akcjonariat ma prawo do informacji jak głosowali poszczególni członkowie rady nadzorczej na poszczególne uchwały.

Przed kilku laty spotkałem się z ciekawym przypadkiem: spółka notowana na GPW nabyła od swojego akcjonariusza znaczące aktywa. Inwestorzy instytucjonalni (obecne w spółce fundusze emerytalne i inwestycyjne) mieli liczne wątpliwości co do zasadności transakcji, a zwłaszcza co do ceny. Jeden z funduszy zwrócił się do niezależnego członka rady nadzorczej, którego kandydaturę do rady wcześniej zgłosił, z prośbą o ujawnienie, jak głosował nad wnioskiem zarządu do rady o zgodę na transakcję. Niezależny członek rady miał wątpliwości, czy powinien ujawnić zajęte przez siebie stanowisko.

Otóż jeżeli akcjonariusz zażądał ujawnienia stanowiska zajętego przez niezależnego członka rady nadzorczej w tajnym głosowaniu nad uchwałą budzącą czyjekolwiek wątpliwości, niezależny członek rady powinien publicznie ujawnić swój głos, a jeżeli złożył do niego zdanie odrębne – także treść uzasadnienia zdania odrębnego. W żadnym wypadku nie wystarczy ujawnienie głosu członka rady akcjonariuszowi, który zgłaszał kandydaturę niezależnego podczas wyboru rady nadzorczej; taki krok pozbawiłby w moich oczach członka rady nadzorczej przypisanego mu przymiotu niezależności. Ujawnienie treści głosu powinno być adresowane do wszystkich zainteresowanych, czyli bezwzględnie mieć charakter publiczny. Dotyczy to zresztą każdego członka rady.

Projekt nowelizacji Ksh, który jakoś nie może doczekać się uchwalenia (czemu się nie dziwię) przewiduje jawność głosowań rady nadzorczej, chyba że statut lub regulamin rady stanowi inaczej. Otóż zazwyczaj stanowi inaczej, przewidując tajność głosowania w sprawach personalnych, bądź nawet w sytuacji, gdy członek rady zażąda tajności głosowania. Dokumenty korporacyjne odzwierciedlają wiele złych nawyków.

Prócz argumentu merytorycznego wytoczę kilka technicznych. Tajność głosowania miałaby sens jedynie na tradycyjnych, „zasiadanych przy wspólnym stole” posiedzeniach rady nadzorczej. Nie może ona zostać zapewniona w głosowaniach przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, co ma ogromne znaczenie w sytuacji, gdy wiele rad nadzorczych coraz częściej obraduje online. Tajność głosowania byłaby także nie do utrzymania w głosowaniu obiegowym; jest ono wprawdzie rzadko stosowane, lecz Ksh je dopuszcza. Żałosna instytucja oddania głosu na piśmie przez nieuczestniczącego w obradach członka rady nadzorczej za pośrednictwem uczestniczącego w obradach rady innego jej członka ostatecznie traci rację bytu w warunkach tajności głosowania. Na koniec: tajność głosowania bywała wykorzystywana jako przeszkoda dla złożenia przez członka rady zdania odrębnego – bo czy na pewno głosował on przeciw?

Utrzymanie możliwości tajnego głosowania na walnym zgromadzeniu nie ma tu nic do rzeczy. Tam bowiem głosuje kapitał, w radzie nadzorczej głosują osoby wybrane do jej składu. Ilekroć podnoszę kwestię odpowiedzialności członka rady, słyszę w duszy chichot Czytelników: wszak nie zdarza się, by członek rady poniósł odpowiedzialność! Otóż to nieprawda. Niedawno Komisja Nadzoru Finansowego surowo uderzyła po kieszeniach byłych członków rady nadzorczej Getback SA. Kto zapoznał się uważnie z moim raportem o (braku) corporate governance w tej spółce, mógł tego oczekiwać.

Na koniec anegdota: mój dziadek po kądzieli, galicyjski ziemianin, poślubił córkę ważnego generała. Cesarz, o którym krążą legendy, jakoby hołubił Polaków, był tym mocno zgorszony. By podnieść status dziadka, miłościwy pan mianował go tajnym radcą dworu. Dziadek, z natury kawalarz, potraktował tajność z powagą. Ilekroć zajechał do Wiednia, w restauracjach składał kelnerowi zamówienie na ucho.

Czytaj także:

2014.04.30 Niezależność jest publiczna