Miesięczne archiwum: Listopad 2021

O sporze Agory SA z redakcją Gazety Wyborczej w świetle corporate governance

Rozrywka przynosi więcej dochodów, wymaga mniej nakładów, rodzi mniejsze ryzyko niż służba prawdzie i prawom człowieka. W profilu Agory SA Wyborcza zeszła na dalszy plan.

  • Jeżeli chcesz poznać spółkę, uważnie przestudiuj jej statut;
  • Zwróć szczególną uwagę na przedmiot działalności spółki;
  • Przejrzyj ewentualne zabezpieczenia przed wrogim przejęciem;
  • W przypadku spółki notowanej na GPW przeglądnij jej witrynę www.

Główny grzbiet Wyborczej otwieram codziennie. To wartościowy dziennik na europejskim poziomie. Zespół dziennikarski szanuje prawdę i wartości demokratyczne, broni praworządności mocno sponiewieranej przez aktualny rząd, obnaża kłamstwa polityków – chociaż nie wszystkie, gdyż jest ich zbyt wiele, by pomieściły je łamy, by znieśli je zmęczeni czytelnicy. Pismo jest wyraziste.

Witrynę Agora SA otwieram co pewien czas. Posiadane niegdyś akcje już sprzedałem, lecz nadal jestem ciekawy, jak Agora stosuje dobre praktyki spółek notowanych na GPW, czy wprowadziła zmiany do statutu, czy zmienił się skład jej organów (nazywanych przez spółkę „władzami”). Spółka jest dochodowa, przejrzysta i stabilna.

Źródło sporu Agory z redakcją Gazety Wyborczej widzę w następstwach przemian, jakie dotknęły spółkę w ostatnich dziesięcioleciach. Została ona zawiązana jako zaplecze dziennika, ale z czasem odeszła od tego powołania podejmując działalność na wielu innych niwach. Witryna Agory głosi, że jest to „Polska grupa rozrywkowo-medialna”. Widać rozrywka przynosi więcej dochodów, wymaga mniej nakładów, rodzi mniejsze ryzyko, niż służba prawdzie i prawom człowieka. W profilu Agory SA Wyborcza zeszła na dalszy plan. Inne segmenty to kino i film, wydawnictwo, reklama zewnętrzna, internet, radio, kultura – edukacja – rozrywka, na koniec gastronomia. Niemniej Grupa Agora deklaruje: „Kierujemy się wartościami, które leżą u podstaw naszej firmy, i którym pozostajemy wierni mimo zmieniających się warunków rynkowych oraz rozwoju naszej grupy. Są nimi prawda, tolerancja, poszanowanie praw człowieka i pomoc potrzebującym”. Jestem za.

Agora weszła na warszawski parkiet w 1999 roku. Niebawem, w październiku 2001 roku, uporządkowała przedmiot swojej działalności ujęty w 42 pozycjach Polskiej Klasyfikacji Działalności; po 10 latach było ich już 77, obecnie 150. Na pierwszym miejscu nadal jest wydawanie gazet, ale spółka gotowa jest zająć się także sprzedażą statków lub samolotów, bądź pośrednictwem w obrocie nieruchomościami. Zmiana przedmiotu działalności może nastąpić bez obowiązku wykupu akcji od akcjonariuszy, którzy nie godzą się na taką zmianę.

Trzeba przyznać, że z czasem znikały ze statutu przepisy kontrowersyjne, jak ten o wyborze biegłego rewidenta de facto przez zarząd spółki, rada nadzorcza miała jedynie akceptować wybór, a i to nie zawsze. Przetrwało natomiast uprawnienie zarządu do uczestnictwa w posiedzeniach rady nadzorczej z głosem doradczym (nie wiadomo, co to znaczy!); złośliwi komentują, iż zarząd doradza radzie jak ma go nadzorować. Zniknął wymóg „większości bezwzględnej ¾ głosów”. Niemniej uchwała o podziale spółki, na przykład poprzez wydzielenie z niej podmiotu odpowiedzialnego za Gazetę Wyborczą, wymagałaby ¾ głosów oddanych na walnym zgromadzeniu, co trudno sobie wyobrazić. Otóż charakterystycznym rysem ustroju Agory SA jest silne opancerzenie spółki na wypadek (skazanej z góry na niepowodzenie) próby wrogiego przejęcia. Walory posiadane przez Agora Holding sp. z o.o. dają 5 głosów na 1 akcję, przy czym statut nie określa terminu wygaśnięcia tego przywileju (sunset clause). W zestawieniu z obowiązującym w spółce ograniczeniem siły głosów  inwestorów na walnym zgromadzeniu do 20% (voting cap) daje to Agorze Holding sp. z o.o. kontrolę nad Agorą SA.

Jakiekolwiek argumenty przemawiają za rozdzieleniem skłóconych stron i wyodrębnieniem Gazety Wyborczej ze spółki, która powstała w celu wspierania pisma – są one bez znaczenia w obliczu ustroju spółki. Zarząd Agory SA jest silnie umocowany i w pewnej mierze niezależny od tradycyjnie zaprzężonej w jego rydwan rady nadzorczej. Gazeta ma swoje racje, jej właściciel ma swoje prawa. Nie mogę jednak powstrzymać się od stwierdzenia, iż corporate governance nie jest materią zastygłą, bowiem ewoluuje od prymatu dla porządku korporacyjnego ku prymatowi dla wartości. Gaśnie przekonanie, iż celem biznesu jest zarabianie pieniędzy. Dochodzi do głosu pogląd, iż na biznesie ciążą także powinności społeczne, ekologiczne, etyczne.

Moje stare, schorowane serce bije po stronie gazety. Rozsądek przemawia za tezą, iż ustrój Agory SA umacnia stanowisko zarządu, choćby nikt tam nie czytał Wyborczej. Warto obserwować przeobrażenia spółek zanim pójdą one za daleko. Sam przeżyłem to w piśmie, któremu służyłem przez lata…

Czytaj także:

2019.06.24 Czy rządząca większość już przystępuje do zapowiedzianej repolonizacji mediów?

2003.03.03 Cox wie lepiej

Zatykanie Czarnych Dziur (jakimi ze spółek wyciekają pieniądze)

Szyldem „CSR” przykrywa się nie tyle konkretne aspekty działalności spółki, co  strumienie wydatków kierowanych na rozmaite cele. W istocie chodzi o dysponowanie pieniędzmi akcjonariuszy często bez ich zgody, nawet wiedzy.

  • Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021 podjęły próbę zatkania Czarnych Dziur, którymi wypływają ze spółek pieniądze;
  • Spółki powinny ujawniać ponoszone przez nie (i ich grupy) nakłady na kulturę, sport, instytucje charytatywne, media, związki zawodowe, organizacje społeczne;
  • Nic nagannego we wspieraniu kultury, sportu itd., chodzi jednak o przejrzystość wydatków spółki na cele wykraczające poza podstawową działalność;
  • Oceny zasadności takich wydatków dokonuje rada nadzorcza i corocznie informuje o niej rynek w swoim sprawozdaniu.

Nie lubię formuły ESG (Environmental Social Governance) używanej wobec spółek jako miernik nie-wiadomo-czego. Zderza ona z sobą trzy aspekty, czyli środowisko, społeczeństwo oraz corporate governance. Pierwszy można sprowadzić do globalnej odpowiedzialności klimatycznej wobec planety i jej mieszkańców. Drugi dotyczy odpowiedzialności wobec społeczeństwa, dla wygody często pojmowanego jako społeczność lokalna obejmująca pracowników spółki oraz jej najbliższe otoczenie. Trzeci to ustrój spółki i jej relacje z rynkiem. Nie widzę powodu do mieszania tych zjawisk, co służy pomniejszaniu znaczenia każdego z nich.

Najwięcej nieporozumień dotyczy funkcji spółki określanej mianem CSR, corporate business responsibility. Wrzuca się tutaj do jednego worka wiele różnych spraw, przy okazji wykreowano nową specjalizację badawczą mającą objąć je wszystkie. Szyldem CSR przykrywa się nie tyle konkretne aspekty działalności spółki, co strumienie jej wydatków kierowanych na rozmaite cele. W istocie chodzi o dysponowanie pieniędzmi akcjonariuszy często bez ich zgody, nawet wiedzy. Część środków wyciekających ze spółki wpada do Czarnych Dziur – używam tu wielkich liter, wszak chodzi o wielkie pieniądze. Ujawnianie rozmiaru i struktury wydatków skłoni spółki do kierowania się opiniami akcjonariuszy i do przeciwdziałania nadużyciom.

Wspomniana zasada 1.5 Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2021 przewiduje ogłaszanie przez spółkę zestawienia wydatków (ponoszonych przez nią samą oraz przez podmioty z jej grupy) na cele spoza podstawowej działalności, wraz z dokonywaną przez radę nadzorczą oceną zasadności tych wydatków. Zasada wymienia przykładowo wspieranie kultury, sportu, instytucji charytatywnych, mediów, organizacji społecznych lub związków zawodowych. Są to cele chwalebne, społecznie pożyteczne, przeto nie ma powodów do ukrywania przez akcjonariuszami i owych godnych celów, i przypisanych im kwot.

Z moich obserwacji wynika, że czasem spółce łatwiej wesprzeć szlachetne cele, niż otwarcie to ogłosić. Przed blisko dwudziestu laty wydawałem tygodnik o tematyce finansowej. Banki nie były jeszcze przygniecione ciężarem kolejnych podatków, hojnie wpierały kulturę, być może w sumie świadczyły na nią więcej niż rząd. Prowadziliśmy akcję „Kulturalne pieniądze” mającą opisywać zasługi instytucji finansowych na rzecz kultury narodowej. Napotykaliśmy na znaczne trudności w pozyskiwaniu informacji (nie chodziło o konkretne kwoty) dotyczące tej szlachetnej działalności. Pieniądze były bardzo kulturalne, za to rzecznicy prasowi opryskliwi i trudno uchwytni.

Kultura bywa uważana za środowisko uczciwe i czyste, natomiast sport – niekoniecznie. Lecz jest to środowisko potrzebujące wsparcia nie tylko ze strony resortu, także biznesu. Finansowanie przez spółki związków zawodowych jest praktyką powszechną, zrozumiałą w obliczu mnogości związków zrzeszających coraz mniej licznych członków, przeto niezdolnych do utrzymania ze składek swoich siedzib i działaczy (kiedyś pisałem o spółce finansującej ze swojej szkatuły 103. etaty związkowe). Oczywiście płacą za to spółki, ale nikt nie wie, ile. Niektóre spółki rozwijają szlachetną działalność charytatywną, bądź wspierają zajmujące się nią instytucje. Inne dotują działalność mediów, niezdolnych do samodzielnego utrzymania się na konkurencyjnym rynku. Nie chodzi o sens lub bezsens zamieszczania w danych mediach płatnych reklam, by odwdzięczały się chwaleniem spółki lub umieszczaniem zdjęcia prezesa na okładkach – tego, niestety, wyplenić się nie da, to materia etyki, nie corporate governance. Lecz wiele czasopism specjalistycznych nie mogłoby spełniać swoich misji, gdyby nie dotacje patronujących im spółek. Im więcej światła skierujemy na wydatki spółek, tym rynek będzie bardziej przejrzysty i uczciwy.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 6 listopada 2021 r.

 

 

 

 

Na wielbłądach w kosmos, czyli swawole statutowe

Założyciele bywają gotowi porzucić materię, dla której powołano spółkę, by znienacka zająć się czymś innym bez konieczności zmiany statutu. Takie statuty są nośnikami ryzyka.

  • Ważnym obszarem potencjalnych manipulacji spółką kapitałową jest definicja przedmiotu jej działalności;
  • Istotna zmiana przedmiotu działalności jest utrudniona z uwagi na szczególne wymogi stawiane uchwałom w tej sprawie;
  • Wobec tego założyciele spółki często określają przedmiot jej działalności z fantazją i rozmachem, na wyrost;
  • Szerokie określanie przedmiotu działalności spółki nie leży w interesie inwestorów, gdyż spółka może bez ich zgody zmienić profil.

Przed kilku laty zbadałem spółkę szykującą się do IPO. Była ona (i jest) manifestacyjnie nieświadoma czym jest corporate governance. Ponadto określony w statucie przedmiot jej działalności liczył 156 pozycji, w tym badania i analizy związane z jakością żywności, działalność portali internetowych, działalność w zakresie nagrań dźwiękowych i muzycznych, zagospodarowanie terenów zieleni. Oraz produkcję miedzi i odzieży: dzianej, skórzanej, wierzchniej, a także zegarów, zegarków i mydła (o powidle nie wspomniano). Oraz budowę dróg, autostrad, dróg szynowych, kolei podziemnej. Oszołomiony skalą przedsięwzięcia, nie dowiedziałem się jednak, czym w istocie spółka się zajmuje. Zrezygnowałem z zapisu na akcje, ale spółka zadebiutowała, jej notowania rosną, weszła do indeksu sWIG80. Wniosek: inwestorzy, w tym instytucjonalni, nie biorą pod uwagę ryzyka przedmiotu działalności, zapewne nie czytają statutów, inwestują w ciemno.

Sprawa nie jest błaha. Prawo wymaga, by statut spółki akcyjnej, umowa prostej spółki akcyjnej i spółki z ograniczoną odpowiedzialnością określały przedmiot jej działalności zgłaszany do sądu rejestrowego. Istotna zmiana przedmiotu działalności wymaga uchwały walnego zgromadzenia powziętej większością kwalifikowaną. Dodatkowo w spółce akcyjnej wymaga się głosowania jawnego i imiennego, w którym każdej akcji przysługuje jeden głos bez przywilejów i ograniczeń, a skuteczność uchwały zależy od wykupienia akcjonariuszy, którzy nie zgadzają się na zmianę. Dlatego prawnicy zalecają spółkom określanie, na wszelki wypadek, przedmiotu ich działalności poprzez wpisywanie do statutu / umowy spółki możliwie licznych pozycji Polskiej Klasyfikacji Działalności. Wynika z tego, że założyciele bywają gotowi porzucić materię, dla której powołano spółkę, by znienacka zająć się czymś innym bez konieczności zmiany statutu. Takie statuty są nośnikami ryzyka.

Przed laty wykpiłem Optimus SA, gdzie przedmiot działalności obejmował ze 180 pozycji, ogromnie egzotycznych, jak produkcja cementu, wapna, gipsu itd., szklenie, chów, hodowlę i gospodarkę łowiecką, wykonywanie wykopów, oraz produkcję pasz dla zwierząt domowych. Odpisali mi gniewnie, że takie rzeczy wpisuje się do statutu na rybkę, a oni są poważną spółką. Jak poważną, okazało się, kiedy okradziono głównego inwestora.

Inna spółka, PMPG SA, ma w statucie 101 pozycji przedmiotu działalności (niedawno przybyło 3), w tym wytwarzanie i przetwarzanie koksu, sprzedaż samochodów osobowych i furgonetek, mebli, dywanów, zegarów, biżuterii, drewna, wyposażenia sanitarnego lub nieruchomości. Spółka gotowa nawet prowadzić badania naukowe. Najbardziej poruszający przykład podesłał mi ekspert rynku kapitałowego Mariusz Kanicki: PCZ SA, nienotowana spółka holdingowa pretendująca do miana medycznej miała w przedmiocie działalności i hodowlę wielbłądów, i produkcję rakiet kosmicznych. Nie dziwi, że spółka i jej interesariusze nie ujechali na wielbłądach w kosmos, ale skończyli źle.

Wielu spółkom obfitość przedmiotu działalności nie przeszkadza. Ambra SA zajmuje się także m.in. produkcją gier i zabawek (zapewne nie chodzi o grę w butelkę), sprzedażą hurtową skór, odpadów i złomu, działalnością usługową związaną z przeprowadzkami, bądź działalnością wspomagającą wystawianie przedstawień artystycznych. Statut Maxcom SA zawiera 80 pozycji przedmiotu działalności, w tym sprzedaż hurtową napojów alkoholowych, wyrobów tytoniowych, kawy, herbaty, kakao i przypraw. Energa SA może m.in. prowadzić działalność usługową związaną z poprawą kondycji fizycznej. Oraz doradztwo podatkowe. Na szczęście spółka zapewnia, że nie jest zobowiązana do wszystkiego, co objęto statutowym przedmiotem działalności.

Radzę inwestorom indywidualnym i instytucjonalnym, oraz analitykom, badanie statutów pod kątem przedmiotu działalności. Odkryją, że są też spółki traktujące materię z powagą. Dom Development ma 9 pozycji przedmiotu działalności, Grupa Polsat Plus ma 13 – i wystarczy. Natomiast po przejęciu przez PKN Orlen licznych gazet i portali komentatorzy sprawdzali, czy przedmiot działalności koncernu dopuszcza taką ekstrawagancję. Tak, dopuszcza w pozycji 67. przedmiotu działalności, chociaż przed laty nie było o tym mowy.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet 26 października 2021 r.

Weto dla “weta zaocznego” – czyli bez przywilejów dla nieobecnych!

Zdarzają się przypadki, że trzeba nagle podjąć nieprzewidzianą uchwałę gdy załamują się plany, gdy spółkę dotyka powódź, pożar lub inne nieszczęście, gdy prezes zarządu wpada pod furgonetkę z lodami, gdy sąd orzeka tymczasowy areszt wobec kluczowego menedżera, gdy na jaw wychodzą oszustwa…   

  • Bywa, że warunkiem ważności uchwały rady nadzorczej jest udział w jej obradach przewodniczącego rady lub jego zastępcy;
  • Bywa, że warunkiem ważności uchwały rady nadzorczej jest oddanie na nią głosu przez przewodniczącego rady lub jego zastępcę;
  • Bywa, że warunkiem ważności uchwały rady jest brak sprzeciwu wniesionego przez członka rady nieuczestniczącego w obradach;
  • Dwa pierwsze warunki, wyartykułowane w statucie spółki, można uznać – lecz trzeci, kreujący “weto zaoczne”, jest niedopuszczalny.

Na gruncie Kodeksu handlowego z 1934 r. (zastąpionego w 2000 r. przez Kodeks spółek handlowych) nie wymagano od członków rady nadzorczej udziału w jej obradach. Maurycy Allerhand, uznany komentator Kh wskazywał, że członek rady mógł nie wziąć udziału w jej obradach jeżeli uznał ich przedmiot za pozbawiony doniosłości (zapytam: dla niego, czy dla spółki?). Wraz z warunkującym podjęcie obrad wymogiem kworum, Ksh tylnymi drzwiami wprowadził obowiązek członków rady uczestniczenia w jej pracach. Art. 388 § 2 Ksh dopuszcza nawet wprowadzanie spraw do porządku obrad rady już na jej posiedzeniu. Wobec tego nieobecny na nim członek rady nie może oddać w takiej sprawie głosu na piśmie.

Czasy zmieniają się, pora aktualizować słownictwo. Rada nadzorcza pracuje nie tylko na posiedzeniach. Zresztą nawet posiedzenia nie polegają już na grzaniu krzeseł przez członków rady zebranych przy stole. Ksh dopuszcza prowadzenie obrad rady – i podejmowanie przez nią uchwał – w toku posiedzeń online, przy wykorzystaniu (przez wszystkich lub niektórych członków rady) środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, chyba że statut spółki stanowi inaczej. Warto rozważyć zastąpienie słowa „posiedzenie” terminem „obrady”, a „obecnych” na posiedzeniu – „uczestniczącymi” w obradach rady.

Wiele spółek trwa przy tezie, że pod nieobecność członka rady nie może ona podejmować uchwał w sprawach wprowadzonych do porządku obrad już na posiedzeniu. Zapewne przemawia za tym obawa przed manipulacjami pracą rady. Za przykład szczególnej ostrożności może posłużyć spółka, o której czasem sympatycznie myślę nad kieliszkiem wina… Jej statut, jak wiele innych, przewiduje umieszczenie w zawiadomieniu o zwołaniu rady wiążącego ją porządku obrad. W sprawach, które nie zostały uwzględnione w zawiadomieniu, rada może podjąć uchwałę tylko za zgodą wszystkich członków uczestniczących w obradach. Natomiast członkom nieobecnym  należy zapewnić – uwaga! – możliwość złożenia sprzeciwu wobec takiej uchwały. Przewodniczący ustala stosowny termin do wniesienia takiego sprzeciwu. „Uchwała jest skuteczna, jeżeli żaden z członków nieobecnych nie złoży w wyznaczonym terminie sprzeciwu”. Regulamin rady dopełnia obraz rzeczy: uchwała wejdzie w życie, jeżeli nieobecni „wyrażą zgodę na treść uchwały i taką uchwałę podpiszą”.

Mamy tu do czynienia z wyposażeniem nieobecnych w prawo weta w stosunku do uchwał podjętych przez radę nadzorczą w sprawach wprowadzonych pod obrady rady już w toku posiedzenia. Można przyjąć, iż za przyjęciem, za zgodą wszystkich obecnych, takiego trybu procedowania uchwały stoją ważne powody, których nie przewidziano w czasie rozsyłania zawiadomień o zwołaniu rady. Zdarzają się przypadki, że trzeba nagle podjąć nieprzewidzianą uchwałę gdy załamują się plany, gdy spółkę dotyka powódź, pożar lub inne nieszczęście, gdy prezes zarządu wpada pod furgonetkę z lodami, gdy sąd orzeka tymczasowy areszt wobec kluczowego menedżera, gdy na jaw wychodzą oszustwa – czyli wtedy, gdy okoliczności wymagają szybkiego reagowania. Doświadczenie podpowiada, że nie należy betonować porządku obrad zamieszczonego w zawiadomieniu o zwołaniu rady, że lepiej go traktować elastycznie, z szacunkiem dla nagłych, nieprzewidzianych wydarzeń, oraz dla propozycji wnoszonych przez obecnych. Przestrzegam przed wprowadzaniem do porządku prawnego spółki instytucji “weta zaocznego”. W obawie przed manipulacjami na szkodę nieobecnego umożliwia mu się manipulację na szkodę członków rady dopełniających obowiązku uczestniczenia w obradach. Nieobecny nie powinien być traktowany lepiej od obecnych i świadomych stanu rzeczy.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 13 października 2021 r.