Miesięczne archiwum: kwiecień 2022

Naganny transfer uprawnień do nieuprawnionych

Przyznano niewłaściwie oznaczonemu akcjonariuszowi prawo decydowania
o wynagrodzeniu piastuna spółki wypłacanego z jej środków, do czego akcjonariusz nie może być uprawniony. Niech już powołanego przez siebie opłaca z własnej szkatuły, jeżeli pozostali akcjonariusze zgodzą się na prywatne finansowanie fagasa jednego spośród nich.

  • Uprawnień przysługujących w określonych sytuacjach określonym piastunom spółki lub jej organom nie należy bezmyślnie przenosić w inne dziedziny;
  • Statut może upoważnić indywidualnie oznaczonego akcjonariusza do powoływania członków rady nadzorczej, ale nie do ustalania ich wynagrodzeń!
  • Sprzeciw może służyć akcjonariuszowi na walnym zgromadzeniu, nie może korzystać z niego nieobecny członek rady nadzorczej!
  • Przewodniczący komitetu audytu nie ma głosu rozstrzygającego w razie równości głosów w komitecie!

Anglosasi często podkreślają różnicę między prawem w ustawach (law in books), a prawem w działaniu (law in action). Dostrzegam to zjawisko w polskim prawie spółek. Zanim jego klarowne przepisy przenikną do praktyki – nierzadko zmienią oblicze, zostaną wynaturzone, zastosowane opacznie wbrew duchowi i literze prawa. Jest to zjawisko naganne. Służę wymownymi przykładami.

NAGANA PIERWSZA. Statut spółki akcyjnej może wyposażyć indywidualnie określonego akcjonariusza w określone uprawnienia osobiste, jak prawo powoływania lub odwoływania członków organów spółki. Jest to produkt specyficznych stosunków właścicielskich, więc owe uprawnienia najczęściej wygasają gdy ich posiadacz pozbywa się akcji. Lecz czasem w statucie spółki znajduję sformułowanie dwakroć niezgodne z prawem. Zakłada ono, że posiadacz akcji określonej serii ma prawo powoływania i odwoływania przewodniczącego rady nadzorczej oraz określania jego wynagrodzenia. Wskazano tutaj nie podmiot, a przedmiot posiadania, co nie przecież określa akcjonariusza indywidualnie, a nadto – przede wszystkim! – przyznano niewłaściwie oznaczonemu akcjonariuszowi prawo decydowania o wynagrodzeniu piastuna spółki wypłacanego z jej środków, do czego akcjonariusz nie może być uprawniony. Niech już powołanego przez siebie opłaca z własnej szkatuły, jeżeli pozostali akcjonariusze zgodzą się na prywatne finansowanie fagasa jednego spośród nich.

NAGANA DRUGA. Akcjonariusz, który na walnym zgromadzeniu głosował przeciwko uchwale, która została powzięta, ma prawo żądać zaprotokołowania swojego sprzeciwu, co uprawni go do wniesienia przeciwko spółce powództwa o uchylenie uchwały lub uznania jej za nieważną. W statutach niektórych spółek znajduję niezgodne z prawem uprawnienie do wniesienia sprzeciwu względem uchwały rady nadzorczej przez członka rady nieobecnego podczas przyjmowania uchwały. Nie dość, że uprawnienie do wniesienia sprzeciwu zostało przetransferowane z walnego zgromadzenia do rady, od głosującego do nieuczestniczącego  w głosowaniu, to jeszcze po drodze zgubiło ono sens, gdyż nie daje podstawy do powództwa, ani do niczego. Przy tym zadziwia mnie praktyka mnożenia uprawnień przysługujących nieobecnym.

NAGANA TRZECIA. Ganiłem tu niedawno przypadki nielegalnego transferu prerogatywy głosu rozstrzygającego prezesa zarządu spółki lub przewodniczącego jej rady nadzorczej w przypadku równości głosów na inne osoby, jak wiceprezes lub zastępca przewodniczącego bądź prowadzący posiedzenie. Nie doceniłem wyobraźni autorów statutów i regulaminów spółek, która poniosła ich dalej: otóż potrafią oni wyposażyć przewodniczącego komitetu audytu rady nadzorczej w głos rozstrzygający wobec uchwał komitetu. Wprawdzie komitet audytu nie jest organem spółki, lecz ciałem pomocniczym wyłonionym z rady nadzorczej, więc niekoniecznie jego stanowiska przybiorą formę uchwały; wprawdzie najczęściej liczy on troje członków, co daje nikłe szanse na równy rozkład głosów, lecz przewodniczącego wyposażono z rozmachem w uprawnienie, które mu nie przysługuje. A wystarczyło poczytać kodeks.

Istnieje proste wyjaśnienie opisanego tutaj stanu rzeczy. Przez lata prowadziłem z prawnikami ze znanych kancelarii liczne warsztaty dla spółek poświęcone corporate governance i prawu spółek. Wyjaśnialiśmy wnikliwie stan prawny i stany faktyczne omawianych przypadków, ale po zaproszeniu uczestników do pytań i wypowiedzi często zabierał głos ktoś, kto deklamował: „Powiedziano to ciekawe rzeczy, ale u nas, proszę państwa, jest inaczej” – i omawiał stosowane w jego spółce zgoła księżycowe procedury. Na tym właśnie polega różnica pomiędzy prawem w ustawie a prawem w praktyce                        Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 13 kwietnia 2022 r.

Prezes: zwierzchnik członków zarządu, czy uzurpator?

Może się przecież zdarzyć, że poszczególni członkowie zarządu więcej wysiłku poświęcą przytakiwaniu prezesowi, trosce o spodobanie mu się, niż posłudze dla spółki pełnią swoich możliwości i talentów.

  • Król Słońce, Ludwik XIV, powiadał „państwo to ja”. Znam prezesów korporacji uważających, że personifikują firmę, którą kierują;
  • Często zadawane są pytania czy prezes jest, czy też nie jest, zwierzchnikiem członków zarządu spółki publicznej?
  • Prawo delikatnie przemilcza ten temat, który ma jednak istotne znaczenie praktyczne;
  • Statuty i regulaminy zarządu często wynoszą prezesa ponad członków zarządu – lecz czy to służy spółkom?

Nasz rynek kapitałowy powstawał dzięki prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. Przekształcano je w spółki akcyjne, dyrekcję w zarząd: naczelny zostawał prezesem, jego zastępcy „do spraw” (technicznych, ekonomicznych) wiceprezesami lub członkami zarządu. Niby zmieniało się wiele, pojawiała się rada nadzorcza, ale przetrwała właściwa przedsiębiorstwu architektura władztwa: szef i podlegli mu członkowie kierownictwa. W każdym razie takie przekonanie o zwierzchnictwie prezesa nad członkami zarządu wnosił Skarb Państwa do spółek ze swojej domeny. W oczach personelu prezes zarządu jeszcze przez lata zachowywał status dyrektora, tak był tytułowany, wszak tliło się przekonanie, że tytuł prezesa przystoi szefowi gminnej spółdzielni lub spółdzielni pracy inwalidów, lecz dyrektor, generalny lub naczelny, winien cieszyć się większym prestiżem.

Prawo w tej kwestii milczało. Nie dostrzegało potrzeby wyróżniania spośród członków zarządu osoby przełożonego. Termin „prezes zarządu” w Kodeksie handlowym nie istniał. Jedynie komentarze do kodeksu wspominały o możliwości ustanowienia w zarządzie funkcji przewodniczącego; tę funkcję mogli członkowie zarządu sprawować rotacyjnie. Dopiero w roku 2000 Kodeks spółek handlowych wyróżnił prezesa zarządu przyznając mu szczególne uprawnienie decydowania o wyniku głosowania w razie równości głosów w zarządzie. Lecz inne okoliczności przemawiały przeciwko głosowaniu wbrew woli prezesa.

Już statuty spółek powstających z przekształcenia przedsiębiorstw państwowych przewidywały, że członkowie zarządu są powoływani na wniosek prezesa. Nierzadko prezes zarządu mógł wnioskować o ich odwołanie. Jeszcze w XXI wieku statut jednej ze spółek giełdowych stanowił: „W przypadku Zarządu wieloosobowego prezes mianuje jednego z pozostałych członków zarządu wiceprezesem”. Statut innej przewidywał: „Prezes zarządu jest dyrektorem generalnym XXX S.A., któremu podlegają: dyrektor finansowy oraz dyrektor marketingu” – także członkowie zarządu (a wszystkie funkcje pisane z wielkich liter). Jeszcze w 2000 r. statut spółki z indeksu WIG20 podkreśla zwierzchnictwo prezesa: „Pracami zarządu spółki kieruje prezes zarządu, który jest zwierzchnikiem wszystkich pracowników spółki”.

Takie postanowienia rozwiewają wszelkie wątpliwości: prezes nie jest uzurpatorem, raczej jest pomazańcem wyniesionym przez statut do roli zwierzchnika członków zarządu. Zwłaszcza, że do niego należy rozdział zadań – i związanej z nimi odpowiedzialności – pomiędzy członków zarządu. Czyli to nie zarząd kolektywnie rozdziela zadania między członków, władny w tej kwestii jest prezes. Prezes także wyznacza, który z członków zarządu zastępuje go pod jego nieobecność. O szczególnej pozycji prezesa świadczą niezbicie względy finansowe: nie znam przypadku, by prezes nie był wynagradzany powyżej członków zarządu.

Na kartach historii polskiego rynku kapitałowego może pozostanie wzmianka o tym, że spółka Netwise usiłowała znieść (w 2013 r.) funkcję prezesa zarządu, lecz ten wywrotowy zamysł został zaniechany. Niemniej warto zastanowić się nie nad tytulaturą, ale nad korzyściami wynikającymi ze zwierzchnictwa prezesa nad członkami zarządu. Uważam, że traktowanie wiceprezesów lub członków zarządu jako podwładnych prezesa nie wychodzi rynkowi na dobre. Może się przecież zdarzyć, że poszczególni członkowie zarządu więcej wysiłku poświęcą przytakiwaniu prezesowi, trosce o spodobaniu mu się, niż posłudze dla spółki pełnią swoich możliwości i talentów. Ich los powinien zależeć od ocen dokonywanych przez radę nadzorczą w interesie akcjonariatu, nie tylko od zdania prezesa gotowego pozbyć się z zarządu osób krnąbrnych, nieposłusznych, samodzielnych. W takiej sytuacji nie jest wykorzystywana pełna pula umiejętności opłacanych przez spółkę menedżerów. Już korzystniej byłoby ustanowić zarząd jednoosobowy wspierany przez specjalistów; może będą mieć oni mniej do stracenia, może będą gotowić bronić własnego osądu, bo przecież nie stanowisk.

Tekst ogłoszony 6 kwietnia 2022 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet

 

 

Zwierciadło Szkocji – kraju, gdzie szanuje się podatki

Gdyby nad Wisłą, zamiast kierować się troską o słupki poparcia w  hipotetycznych wyborach dbano o opinię przedsiębiorców na temat   podatków, sytuacja finansów publicznych zapewne byłaby lepsza.

  • Institiud Stiùirichean na h-Alba to Szkocki Instytut Dyrektorów, terytorialnie wyodrębnione skrzydło Instytutu Dyrektorów (IoD) w Londynie;
  • IoD Scotland po raz pierwszy ogłosił doroczny w zamierzeniach raport: „State of the Nation Directors Survey – Winter 2021”;
  • Przedstawia on sytuację społeczną i gospodarcza Szkocji w opiniach biorących udział w ankiecie lokalnych menedżerów – członków Instytutu;
  • Reprezentują oni życzliwe nastawienie wobec władz lokalnych i centralnych, oraz ostrożną ufność w pomyślność gospodarczą Szkocji.

Instytut Dyrektorów (Institute of Directors) jest największą, najbardziej wpływową izbą gospodarczą w Zjednoczonym Królestwie, a zarazem prestiżową organizacją skupiającą brytyjskich menedżerów. Instytut jest powszechnie identyfikowany z londyńską Pall Mall, gdzie zajmuje dwa reprezentacyjne pałace, lecz działa z rozmachem w wielu miastach, wśród nich – w Edynburgu, gdzie występuje pod firmą Scotland IoD. Zrzesza tam ok. 1 600 członków; w sierpniu 2021 r. wystąpił do nich z ankietą zmierzającą ku opracowaniu obrazu Szkocji w opinii jej kół gospodarczych. Odpowiedzi przyjmowano do listopada, wpłynęło ich 263, z czego 179 kompletnych, odpowiadających na wszystkie pytania. Wyniki ogłoszono w połowie marca br.

Plon ankiety wzbudził zainteresowanie nie tylko w Szkocji. Można więc oczekiwać, że zapowiedziana na sierpień 2022 r. kolejna edycja ankiety przyniesie znacznie więcej odpowiedzi. Niemniej zebrane już dane odzwierciedlają w znacznym przybliżeniu stan szkockiej gospodarki. Scotland IoD reprezentuje głównie firmy sektora prywatnego, ponad 70 proc. z nich zatrudnia mniej niż 100 pracowników. W ankiecie wzięły udział firmy prywatne (78 proc.), instytucje dobroczynne (charities) – 14 proc., oraz sektor publiczny – 8 proc. Aż 90 proc. reprezentuje stanowisko, że w działalności gospodarczej ważne są i należycie sprawowane władztwo (governance), i przywództwo (leadership).

Oświata i przemysł deklarują niedostatek wykwalifikowanej kadry i wyrażają obawę, czy uda się ją zrekrutować w najbliższym roku. Braków kadrowych nie odczuwają – i nie spodziewają się – sektory bankowości i ubezpieczeń oraz IT i komunikacji. Ciekawe jest podejście firm do Fair Work Nation Framework: tylko 43 proc. menedżerów zna zasady tego programu, ale aż 66 proc. deklaruje jego stosowanie. Jeszcze ciekawsze są opinie o podatkach: 65 proc. ankietowanych uznaje, że wpływy z podatków korporacyjnych są właściwie wykorzystywane, 58 proc. wyraziło taką opinię o PiT, a 43 proc. – o podatkach lokalnych. Wskaźnik niezadowolenia z podatku korporacyjnego jest niższy (28 proc.) niż z podatków od dochodów osobistych i komunalnych (po 40 proc.). Ciekawe są także opinie, na co powinny zostać obrócone wpływy z podatków w następstwie ich ewentualnego podwyższenia: otóż na oświatę (58 proc. wskazań), Narodową Służbę Zdrowia (NHS – 38 proc.) i ochronę środowiska (34 proc.). Gdyby nad Wisłą, zamiast kierować się troską o słupki poparcia w hipotetycznych wyborach dbano o opinię przedsiębiorców na temat podatków, sytuacja finansów publicznych zapewne byłaby lepsza.

Za najważniejsze zadania Szkocji w perspektywie najbliższych 5 lat członkowie IoD Scotland uznają politykę zatrudnienia, rozwój nauki i techniki oraz ochronę środowiska. 79 proc. ankietowanych uznaje, że rząd Szkocji sprawnie i skutecznie wykonuje zadania publiczne, dobrze zarządza kadrami i należycie reguluje rynek. O rządzie Zjednoczonego Królestwa takie opinie wyraziło aż 65 proc. menedżerów. To przeczy stereotypowi głoszącego antagonizm Edynburga i Londynu.

Ukuta przez Anglików czarna legenda głosi, że Szkoci są skąpi, lecz raport o stanie państwa szkockiego pokazuje same pozytywne cechy jego mieszkańców: mają wyobraźnię podatkową, wspierają lokalny rząd Szkocji i wcale nie wyrażają najgorszego zdania o rządzie w Londynie. Badanie nie objęło zagadnień kontrowersyjnych, jak szkocki separatyzm, niechęć większości mieszkańców do opuszczenia Unii Europejskiej, ocena konsekwencji Brexitu i szanse Szkotów na powrót do Unii. Są to sprawy wielkiej polityki, a najwięcej szkockich przedsiębiorstw zatrudnia mniej niż 10 pracowników. Z takiej drobnicy nie stworzy się armii walecznych serc, którą współczesny William Wallace poprowadziłby na pogrom Anglików.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 29 marca 2022 r.

 

 

 

 

O rynku kapitałowym (i corporate governance) w piosenkach

  • Zapewne nie ma na świecie piosenki poświęconej głównie corporate governance, dobrym praktykom lub rynkowi kapitałowemu;
  • Lecz są wspaniałe piosenki zawierające odniesienia, chociaż niekiedy jedynie pośrednie, do realiów rynku;
  • Wyliczam tu ledwie kilka. Jeżeli ktoś zna więcej, niech nadeśle propozycje, może pod patronatem Parkietu ukaże się antologia?

1. RYNEK KAPITAŁOWY: Kora, Raz-dwa-raz-dwa (falowanie i spadanie)

Kiedy Kora Jackowska z towarzyszeniem zespołu Maanam śpiewała tę piosenkę na koncertach, entuzjazm publiczności często zagłuszał rytmiczne kaskady słów, przez zgiełk przebijały się wyraziście tylko te dwa: falowanie i spadanie. Czyż nie jest to najkrótszy, przy tym najbardziej trafny, opis rynku kapitałowego? Notowania falują, to wznoszą się, to spadają, to znowu wznoszą się, by kiedyś spaść. Wzrost notowań przyjmujemy jako coś oczywistego, oczekiwanego, zasłużoną nagrodę za mądrą inwestycję. Spadki traktujemy jako krzywdę, niezasłużoną, dotkliwą. Dlatego falowaniu towarzyszy wrażenie spadania: kurs „to się wznosi, to w głąb wali” (Adam Mickiewicz, Oda do młodości).

Kora śpiewała: „Z dołu do góry, z góry w dół, z ciemności w słońce, z ciszy w krzyk, falowanie i spadanie, falowanie i spadanie…” Trudno oprzeć się tu analogii do wykresu typowej spółki notowanej na giełdzie. Ruchy w przeciwnych kierunkach, olśniewające wzrosty, głośne zwałki, falowanie i spadanie właśnie. Zjawisko można określić barwnym mianem DOKTRYNY KORY.

2. RATINGI, REKOMENDACJE: Andrzej Sikorowski, A w moim znaku Waga

To jedna z moich wielu ulubionych piosenek krakowskiego artysty. Powstała, kiedy z dumą pracowałem w Polskim Radiu Kraków, a tekst poety zawiera wzmiankę o tym z radia facecie „który ma piękny głos i wielbicielek tłum”. Dwa ostatnie słowa jasno komunikują, że nie chodziło o mnie, wszak nie miałem wielbicielek tłumu. Ale zwrotka tej smutnej piosenki o wypadku, szpitalu, czuwającej przy pacjencie siostrze, zaczyna się od słów, które na rynku kapitałowym można określić terminem DOKTRYNY SIKOROWSKIEGO: Co będzie, nie wie nikt, nawet ten z radia facet…

Jeżeli otaczająca nas rzeczywistość zawiera obszary, w których można cokolwiek przewidzieć, rynek kapitałowy do nich nie należy. Jak bardzo mylimy się w prorokowaniu przyszłości, przekonać można się nie tylko za rok (to horyzont inwestycyjny wielu rekomendacji), ale często już za dzień, za chwilę. Pisząc raport o Getback SA nie mogłem się nadziwić puchnącym rekomendacjom kupna ogłaszanym w przededniu katastrofy. To są, niestety, zwyczajne dzieje. Powiada Warren Buffett, iż „Jedyny pożytek z rekomendacji giełdowych jest taki: na ich tle dobrze wypadają wróżbici”. Utkwiła mi w pamięci odpowiedź Iwony Sroki na zadane jej kiedyś pytanie, czy czyta Gazetę Giełdy i Inwestorów Parkiet: Tak, czyta z uwagą, ale najbardziej interesujące są wydania sprzed dwóch tygodni. Dodam: wtedy widać, że co będzie prócz falowania i spadania – nie wie nikt.

3. RADA NADZORCZA: Kuba Sienkiewicz, Co ty tutaj robisz

Kuba Sienkiewicz jest autorem słów i muzyki przywołanej Piosenki Elektrycznych Gitar, w której do ucha i wyobraźni najmocniej trafia czterokrotnie powtarzany refren „Już każdy powiedział to co wiedział / Trzy razy wysłuchał dobrze mnie / Wszyscy zgadzają się ze sobą / i będzie dalej tak jak jest”. Na podstawie mojej znajomości praktyki rad nadzorczych gotów jestem proklamować tę piosenkę hymnem członków rad. Przecież tak właśnie przebiegają posiedzenia wielu rad nadzorczych: każdy mówi co wie, nawet jeżeli nic nie wie; wysłuchuje dobrze przewodniczącego, który potrafi nie tylko pleść trzy po trzy, lecz nadto powtarzać się po trzykroć; unika się merytorycznej dyskusji, wobec czego panuje ogólna zgoda, a jej wyrazem bywa jednomyślne podejmowanie uchwał, nawet wbrew przekonaniom poszczególnych członków rad, którzy wszelako sądzą, że właśnie tak wypada głosować – a na koniec wszystko pozostaje po staremu, bądź nawet jeszcze gorzej.

Piosenka powstała w 1997 roku – w tym czasie nawiązanie do praktyki rad nadzorczych było dla mnie oczywiste. Kuba (Jakub) Sienkiewicz jest lekarzem, podobno czasem komponuje i pisze na dyżurach. Lubię i cenię jego twórczość. Zwierciadło, w którym przedstawił domniemane posiedzenie rady, ukazuje sens DOKTRYNY SIENKIEWICZA.

4. PRZEJRZYSTOŚĆ: Frank Sinatra, Should I (Reveal)

Tę piękną piosenkę miłosną Frank Sinatra wykonywał publicznie (i wielokrotnie nagrywał) przez blisko pięćdziesiąt lat. Zapewne nie przyszło mu przez myśl, że romantyczne wyznania w świetle księżyca zostaną przez kogoś odczytane jako instrukcja dla spółek publicznych. Na początku pada pytanie „Czy mam dokładnie wyjawić, co czuję? Czy mam wyznać… (że cię kocham?)”. Co w oryginale brzmi „Should I reveal exactly how I feel / Should I confess (I love you?)”. Samo wyznanie miłosne ujmuję w nawias, mnie chodzi tu raczej o jawność, przejrzystość, uczuć – także samopoczucia, o ujawnianie tego co istotne, o szczerość wyznań słanych partnerce / partnerowi, co na rynku kapitałowym oznacza inwestorów, interesariuszy, regulatorów. O miłości do nich nie wspominam, to nie należy do tematu.

Dociekanie  racji przejrzystego ujawniania stanu rzeczy, potrzeby wyznawania prawdy, nazwę DYLEMATEM SINATRY. Pomijam słowo „doktryna”, ponieważ w stosunku do twórczości Franka Sinatry zostało ono użyte przynajmniej dwakroć. Po raz pierwszy w dyskusji obyczajowej o wytoczonej w purytańskiej Ameryce kampanii przeciwko stosunkom przedmałżeńskim. Do znudzenia cytowano słowa śpiewanej przez Sinatrę piosenki Love and marriage. Słowa stworzyli Sammy Cahn i Jimmy Van Heusen, ale przesłanie utożsamiono z Sinatrą, którego postawa życiowa dalece odbiegała od głoszonych w piosence ideałów.

Myślą przewodnią jest stwierdzenie: Miłość i małżeństwo idą w parze, jak koń z wozem (Love and marriage, they go together like the horse and carriage). Refren brzmi: „Dad was told by mother ‘You can’t have one, you can’t have none, you can’t have one without the other”’ (Matka powiedziała ojcu: nie możesz mieć jednego, nie możesz mieć niczego, nie możesz mieć jednego bez drugiego). Frank nie miał tych skrupułów, lecz obwołano go twórcą doktryny wiązania miłości z małżeństwem.

Po raz drugi „doktryna Sinatry” została sformułowana w wielkiej polityce na przełomie lat 80. i 90. ub. wieku. W Polsce zanikła komuna, powstał rząd Tadeusza Mazowieckiego, robotnik stulecia Lech Wałęsa szykował się do prezydentury. Dziennikarze pytali Gennadija Gerasimowa, rzecznika Michaiła Gorbaczowa do spraw międzynarodowych, co Moskwa na to. Odpowiedź brzmiała: Stoimy na gruncie piosenki Sinatry „My Way”, niech każdy postąpi po swojemu. Nie tylko Frank śpiewał tę pieśń, także Paul Anka, Elvis Presley, Tom Jones, ale on właśnie został symbolem życiowej niezależności. A o Gerasimowie i jego uśmiechu stworzył piosenkę brytyjski wykonawca Billy Bragg. Lecz to już inna historia…

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 30 grudnia 2021 r.