30 czerwca, doroczny festiwal walnych zgromadzeń

Jakie powody skłaniają spółki notowane na GPW do zwoływania walnych zgromadzeń akurat na dzień 30 czerwca, ostatni dopuszczalny dla nich termin? Albo w pobliżu tej daty, na inny z ostatnich dni czerwca, także spocony od nadmiaru walnych zgromadzeń? Dlaczego inne spółki, nierzadko wielkie, stojące na czele rozbudowanych grup kapitałowych, potrafią stanąć przed akcjonariatem kilka tygodni wcześniej, a maruderzy zwlekają? Czy są to spółki niezdolne czytelnie poskładać rachunki i ujawnić je rynkowi wcześniej? Czy liczą na to, że na ową datę zwoływane są tak liczne zgromadzenia, iż wielu akcjonariuszom uniemożliwi to udział w obradach? Czy może kalkulują, że skoro wolno im odwlec zwołanie zgromadzenia do końca szóstego miesiąca po roku obrotowym, to odwleką je jak długo można, zawstydzone brakiem dywidendy?

Lecz dość już pytajników, nadeszła bowiem pora na wykrzyknik: zwoływanie zwyczajnego walnego zgromadzenia na ostatni dopuszczalny termin nie daje żadnych korzyści! Skoro jest to praktyka niekorzystna dla indywidualnych akcjonariuszy, inwestorów instytucjonalnych, analityków, mediów – rodzi ona podejrzenie, że chodzi o to, by w natłoku wydarzeń umknęło uwadze rynku coś istotnego, zapewne niekorzystnego dla spółki.

W roku 2013 ostatni dzień czerwca wypadł w niedzielę. Szefowie relacji inwestorskich z kilku marudnych spółek usiłowali dociec, czy wobec tego można legalnie zwołać walne na poniedziałek 1 lipca. Ktoś nawet zwrócił się w tej sprawie do mnie (wcześniej krytykowałem zjawisko „spoconego czerwca”), ale nie miałem ochoty wydać opinii w tej sprawie. Wątpliwości powrócą w latach 2018 (30 czerwca wypadnie w sobotę) i 2019 (w niedzielę).

Na polskim rynku kapitałowym utarło się niestety, że spółki powszechnie naśladują się nawzajem. Jedne od drugich kopiują statuty z tymi samymi błędami, więc skoro niektórym spółkom ze wszech miar odpowiada przyjmować rok obrotowy od 1 stycznia do 31 grudnia – większość pozostałych upiera się przy tym samym, chociaż natura prowadzonego przez nie biznesu przemawiałaby za tym, by kończyć rok obrotowy nie w grudniu, ale w marcu, bądź w czerwcu albo wrześniu. Żaden przepis tego nie zabrania, żaden urząd nie sprzeciwia się (przynajmniej do tej pory), lecz wiele spółek, na swoją niekorzyść, upiera się działać zgodnie z kalendarzem gregoriańskim. Ze względów porównawczych jest to wygodne dla analityków, ale nie oni są na rynku najważniejsi. Zresztą niektóre branże mogłyby uzgodnić między sobą, że przyjmą inny wygodny im okres; z pewnością nie zostanie to uznane za złowrogo brzmiące „działanie w porozumieniu”.

Na marginesie: walne zgromadzenie obrosło w liczne nieporozumienia. Wiele podręczników, komentarzy do Ksh, nawet statutów spółek, uporczywie powtarza formułkę, iż „walne zgromadzenie jest najwyższą władzą w spółce”. Po pierwsze, w spółce akcyjnej nie ma władz, są organy. Po drugie, w spółce akcyjnej nie ma hierarchii organów. Spółka nie jest kurnikiem, w którym na grzędzie najwyższej siedzą akcjonariusze, na pośredniej rada nadzorcza, a na najniższej zarząd (takie wykresy można znaleźć w kiepskiej literaturze). Na koniec: w powszechnym użyciu, nawet w prasie fachowej, są terminy „walne zgromadzenie akcjonariuszy” i skrót „WZA”, chociaż są one nieścisłe i nieznane prawu. Zresztą często w walnych zgromadzeniach znacznie liczniej od akcjonariuszy uczestniczą ich pełnomocnicy.

Czytaj także: 2011.06.21 Spocony czerwiec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *