A teraz sprzedajcie akcje Banku Pekao SA przez giełdę!

Bank Pekao wraca „z ziemi polskiej do Wolski”… Jarosław Kaczyński nie ma słuchu, głosu, ani wiedzy ekonomicznej. Może ogłosić sukces repolonizacji polskiego sektora bankowego. Lecz być może rozczaruję zwolenników tezy, jakoby program repolonizacji banków był komponentem akcji wstawania z kolan. Autorstwo pomysłu należy do Jana Krzysztofa Bieleckiego. Był on w swoim czasie szczerym zwolennikiem umiędzynarodowienia finansów, nawet publicznie ogłosił tezę, że na czele grupy UniCredit może kiedyś stanąć Polak – ale z czasem mu przeszło.

Może otrzeźwiła go sprawa kredytów walutowych? W wywiadzie udzielonym mi w 2004 roku J K Bielecki , wówczas prezes Banku Pekao, wyraził opinię, że udzielanie kredytów walutowych osobom zarabiającym w złotych jest praktyką nieetyczną. Wcześniej podobny pogląd zaprezentował w udzielonym mi wywiadzie szef Banku Zachodniego WBK Jacek Kseń. Niezadługo później obaj menedżerowie opuścili swoje stanowiska (następcą dr. Ksenia został Mateusz Morawiecki), a kierowane przez nich banki zmieniły swoje nastawienie do tej kwestii. Bielecki, już jako przewodniczący Rady Gospodarczej (w jej skład wchodził wspomniany M. Morawiecki), pod wpływem doświadczeń lat 2008-2009 podjął ideę „udomowienia” banków należących do obcego kapitału. Co też dzieje się obecnie.

Z tym zastrzeżeniem, że to nie repolonizacja, ani udomowienie, a nacjonalizacja. Co oznacza większy wpływ polityków na gospodarkę, nowe posady dla stronników PiS, mniejsze szanse na wzrost gospodarczy, strumienie pieniędzy płynące na widzi-mi-się partii rządzącej. Bank Pekao trafił w ręce, do których nie mam zaufania: za dużo grzebią w moich kieszeniach.
Jest z tej sytuacji znakomite wyjście: sprzedając przez giełdę akcje należące do PZU SA i Polskiego Funduszu Rozwoju odniesiemy liczne korzyści.

Nie dojdzie do sytuacji, w której władztwo nad dwoma największymi bankami na polskim rynku skupione zostanie w jednym ręku. Otóż pakiety posiadane, bezpośrednio i pośrednio, przez Skarb Państwa nie dałyby tak silnego wpływu na oba banki, gdyby przynajmniej jeden z nich został rozproszony. Nawet silny akcjonariusz większościowy musi liczyć się z interesami mniejszości. Skarb Państwa czyni wyjątek od tej fundamentalnej zasady corporate governance. Nie liczy się z nikim i z niczym, robi co chce i nikomu: prawu, sądom, dobrym praktykom, Brukseli – nic do tego.
Pozbywając się akcji Banku Pekao SA ich obecni posiadacze (PZU SA i Polski Fundusz Rozwoju):
• Zarobią pieniądze, ponieważ w ofercie publicznej – jeśli zostanie umiejętnie przeprowadzona – uzyskają cenę wyższą od zapłaconej Włochom;
• Zapobiegną niebezpieczeństwu wykorzystania politycznych wpływów na bank, a zważywszy udziału Skarbu Państwa w PKO Banku Polskim – na cały sektor bankowy, ba, na stygnącą gospodarkę narodową;
• Dokonają rozproszenia akcjonariatu Banku Pekao SA; w trakcie prywatyzacji pakietu należącego do PZU i PFR, można będzie, mutatis mutandis, wykorzystać wiele elementów znakomicie przeprowadzonego przez ówczesnego ministra Skarbu Państwa Jacka Sochę upublicznienia akcji PKO Banku Polskiego;
Przeprowadzając prywatyzację udziałów PZU i PFR przez giełdę rząd umocni i rozwinie warszawską Giełdę Papierów Wartościowych, przywróci jej wigor i szansę rozwoju (co oznaczałoby jednak odejście od konsekwentnie prowadzonej polityki wygaszania GPW).

Czytaj także:
2015.01.15 Dzień franka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *