Alotaż płoszy inwestorów [2002]

Zwycięzcy wyborów samorządowych pewnie pokuszą się o obsadzenie spółek komunalnych swoimi stronnikami. A kysz!!!!

Amerykanie posługują się pojęciem ‘spoils system’. Oznacza ono, że partia, która wygrywa wybory, rozdziela między swoich stanowiska administracyjne. Brytyjczycy mają termin ‘cronyism’. Oznacza on kumoterstwo, czyli posady dla krewnych–i–znajomych–Królika. Polakom na określenie praktyki powoływania na odpowiedzialne stanowiska nieodpowiedzialnych stronników proponuję słowo ‘alotaż’. Wprawdzie pobrzmiewa ono francuszczyzną, jak awantaż, balotaż, kamuflaż lub ostatnio modny balejaż, ale wywodzi się przecież od nazwiska rodzimego zucha. Jest to, niestety, jedyny polski wkład do dorobku corporate governance.

Alotaż ma różne oblicza. Ostatnio prezes Agencji Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa zadziwił Brukselę brawurowym rajdem po posadach. Lecz chociaż każda władza miewa swojego Staszka, który chciałby popróbować sił w biznesie, przecież nieprędko ktokolwiek dorówna pamiętnym osiągnięciom byłych ministrów skarbu Wąsacza i Chronowskiego. To oni posadowili na ważnych stanowiskach w zależnych od nich spółkach liczne zastępy kolesiów. To oni przekształcili ministerstwo w narzędzie Wielkiego Szu. To za ich sprawą Skarb Państwa wdał się w gorszące kłótnie na walnych zgromadzeniach.

Wiele głupstw popełnia się w nadziei, że przecież ludzie zapomną, że przywali ich lawina informacji mnożących się z godziny na godzinę i obezwładniających zdolność do odróżniania dobrego ode złego. A tu proszę: ludzie pamiętają. Nie ogarnia ich pomroczność jasna. Pamiętają perfidne wykiwanie przez HVB i Skarb Państwa drobnego akcjonariatu BPH. Nominację Tomasza Tywonka do zarządu Telekomunikacji. Ambicyjki paraliżujące niegłupi pomysł fuzji Handlowego i BRE. Batalię o BIG BG (Władek, co ty robisz?) i udział w tej aferze niektórych członków ówczesnej Rady Giełdy.

Zjawisko alotażu wcale nie sprowadza się do tego, by umocować kolesia w zarządzie. Chodzi wszak również o to, by unicestwić nadzór. Jeżeli bowiem koleś będzie niekompetentny, skuteczna rada nadzorcza niechybnie odwoła go z funkcji albo zawiesi w czynnościach. Alotaż sprawia, że od rad nadzorczych wymaga się przede wszystkim politycznej dyspozycyjności, a nie wykonywania nadzoru nad korporacją. Kiedy zmienią się okoliczności, łatwiej będzie pozbyć się kolesia, niż odbudować morale nadzoru. Łatwiej posprzątać w kadrach, niż w etyce. Dlatego, chociaż zmieniają się kadry – wiele pozostaje po staremu, a sprawowanie nadzoru nad ważnymi, trudnymi spółkami nadal powierza się szkutom z tzw. gabinetów politycznych, które za pieniądze podatników żerują przy resortach.

Alotaż uprawiano w KGHM, PKN Orlen, Ruchu, Totalizatorze. Szczęśliwie ominął on giełdę, komisję i depozyt, ale boleśnie dotknął niektóre instytucje finansowe. Grupa PZU do tej pory nie wykaraskała się z chorób zawleczonych do niej przez prezesów (‘Lekarzy Bez Granic’) i tolerowanych przez powolny prezesom nadzór. Bank Ochrony Środowiska zostanie upamiętniony w kronikach walnych zgromadzeń, acz warto odnotować także śmiałe nominacje personalne przyjaciół Antoniego Tokarczuka.

Alotaż wydatnie ułatwia zawłaszczanie domeny publicznej. Często dopuszcza się tego będąca akurat przy władzy koteria polityczna. Czasem, pod osłoną polityki, po dobro publiczne sięga koteria aferzystów. Jest to zjawisko bardzo niebezpieczne. Aferzyści są nieporównanie sprytniejsi od polityków i (niestety!) od prokuratorów. Politycy kiedyś stracą władzę, zaś aferzyści wytrwają przy zagrabionych pieniądzach. Żadna z wielkich afer gospodarczych, jak FOZZ, Telegraf lub PZU Życie, nie została należycie wyjaśniona, pieniądze – odzyskane, a sprawcy ukarani. Za to Polska zyskała opinię kraju wysokiej korupcji i wyjątkowo niskiej kultury corporate governance. Taka opinia ciąży na budżecie, bowiem utrudnia napływ inwestycji.

Wybory samorządowe mogą otworzyć nowy, smutny rozdział alotażu. Stanie się tak, jeżeli zwycięzcy urządzą polowanie na stanowiska w zarządach i radach nadzorczych spółek komunalnych; jeżeli usuną stamtąd sprawnych, kompetentnych menedżerów (o ile tacy uchowali się), a na zwolnionych miejscach umocują swoich. Do tej pory często tak bywało. W radach nadzorczych spółek komunalnych bez żenady dawano dorobić asystentom znanych polityków lub członkom rodzin radnych. Wprawdzie często wymagano od nich ukończenia stosownego kursu, lecz kurs ukończyć nietrudno, zwłaszcza kiedy organizuje go ten sam podmiot, który decyduje o obsadzie miejsc w radach nadzorczych. W Krakowie prowadzeniem takich kursów zajmowała się małopolska ‘Solidarność’. Niewiele brakowało, by rada miasta zażądała od kandydatów do rad nadzorczych poddania się lustracji. Czy wobec tego dziwi upolitycznienie rad?

Tekst ogłoszony 29 października 2002 w tygodniku Gazeta Bankowa

Czytaj także: 2000.04.25 Alotaż

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *