Czuj się odwołany!

Nie znają dnia ni godziny. Codziennie czują się odwoływani. Powodem stresu nie jest dla nich praca, odpowiedzialna i trudna, ale ryzyko jej nagłej utraty. Nie jest to – jak się uważa – fatum ciążące wyłącznie na menedżerach spółek z udziałem Skarbu Państwa, prezesi innych spółek także tracą stanowiska nagle i z niewiadomych przyczyn – czasem równie niewiadomych, jak przyczyny powołania ich na funkcję. Jak mamy uwierzyć w rynek, w notowane na nim spółki, w sens powierzania im naszych pieniędzy, skoro nominacje menedżerów i ich denominacje spowite są mrocznymi sekretami?

Nastrój niepokoju jest podsycany przez media. Wiadomo: odwołanie menedżera lub jego rezygnacja to zawsze chwytliwy temat, można go pociągnąć nawet przez kilka dni. Menedżerowie długo trwający na posadzie budzą zniecierpliwienie. Po zmianie koalicji dysponującej większością parlamentarną często dzwonili do mnie dziennikarze z pytaniem, którzy prezesi zostaną „odstrzeleni” jako pierwsi. Menedżer budujący wartość spółki to temat mniej atrakcyjny niż menedżer do odstrzału. A właśnie zanosi się na wielkie polowanie, medialna nagonka już rusza.

Ostatnio nieoczekiwanie zdenominowano (czyli odwołano) prezesa jednego z banków. Do niedawna uważano banki za instytucje zaufania publicznego… Pechowy Bank Ochrony Środowiska często padał ofiarą niewłaściwych praktyk corporate governance. Tracił na inicjowanych przez jednego z menedżerów (później wpływowego polityka) niejasnych operacjach z wierzytelnościami. Niesławnej pamięci minister środowiska przepchnął do rady banku, a później do zarządu, swoją totumfacką z administracji domów mieszkalnych. Kredyt Bank próbował przejąć BOŚ nieeleganckimi metodami, ten zaś bronił się podobnie. Bank repolonizowano wyganiając zeń szwedzkiego inwestora; co na tym zyskaliśmy? Sergiusza Najara wyrzucono z fotela prezesa i – bez jasnych ku temu powodów – pozbawiono absolutorium, by utrudnić mu powrót do bankowości. Później o banku przycichło. Do teraz.

Przed kilkunastu laty ukazało się w Polsce tłumaczenie książki napisanej jeszcze dziesięć lat wcześniej, jednej z pierwszych na naszym rynku traktujących o corporate governance. Napisałem notkę recenzyjną, książkę umiarkowanie pochwaliłem, zganiłem tłumacza i wydawnictwo – za to, że odgrzało nieświeży już kotlet, bo książka była i z innej epoki, i z innego świata. Nie wspomniałem o drobiazgu, który mnie niezmiernie zirytował – cytowanej w książce wypowiedzi jednego z niezarządzających członków rady dyrektorów: „Kiedy wchodzisz do rady, wręczasz prezesowi niedatowany, podpisany wniosek o dymisję”.

Oczywiście członek rady dyrektorów (a także rady nadzorczej) nie składa „wniosku o dymisję”. Składa on rezygnację. Wniosek można przyjąć lub odrzucić, rezygnacja skutkuje tak samo jak odwołanie lub śmierć. Lecz to tylko nieporozumienie. Mnie zirytowało założenie, że o członkostwie dyrektora w radzie miałby decydować szef zarządu. To rozwiązanie niezgodne z prawem, przy tym niemoralne: nie po to akcjonariusze wybierają radę, by los jej członków zawisł na prezesie. Stabilizacja członkostwa jest szczególnie ważna w przypadku członków niezależnych. Byłby to także archaizm, takich rozwiązań zapewne już nikt nie stosuje. Wręczenie komukolwiek podpisanego, niedatowanego oświadczenia o rezygnacji spowoduje, że składający takie oświadczenie musiałby liczyć się z tym, iż w każdej chwili jego rezygnacja może wejść w życie, o czym nieszczęśnik zapewne dowie się po fakcie. Z gazet.

Przypominam tę niefortunną wypowiedź, ponieważ szykujący się do władzy (już jest w ogródku, już wita się z gąską) szef jednej z dużych partii politycznych złożył zaskakujące oświadczenie: „Premier powinien złożyć u prezydenta dymisję bez daty”. Propozycja jest niekonstytucyjna i również niemoralna. W tym przypadku nie chodzi o corporate governance, a o governance w państwie, o sposób sprawowania w nim władztwa. Od tego władztwa zależy też jakość rynku kapitałowego, a od rynku – pomyślność pokoleń. Przeto o tym prezesie także napiszę, że jest on przeżytkiem z innej epoki, z innego świata. Zasłużył już na status praprezesa, może czas by poczuł się odwołany?

Czytaj także:
2001.06.29 Zadania i wyzwania rad nadzorczych i ich członków w świecie i w Polsce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *