Czwarty Stan rynku [2005]

Dziennikarze biorą udział w walnych zgromadzeniach nie dla własnych korzyści, a dla dobra rynku.

W polityce zwykło się uważać media za Czwarty Stan, Fourth Estate, co bywa mylnie tłumaczone jako „czwarta władza”, chociaż porównanie nie odnosi się do monteskiuszowskiego trójpodziału władzy, a do trzech stanów dzierżących wpływy u schyłku feudalizmu. Mniejsza o to: media potęgą są, i basta! Trudno również nie docenić ich znaczenia na niwie corporate governance. Nie tylko bowiem wykazują one coraz większe zainteresowanie porządkiem w spółkach publicznych (i w spółkach skarbu państwa), lecz także czynią to z rosnącym znawstwem. Nierzadko akcjonariusze więcej dowiedzą się o spółce z mediów, niż bezpośrednio ze spółki.

W spółkach publicznych media korzystają z dostępu do informacji na takich samych zasadach jak pozostali uczestnicy rynku. Z jednym wyjątkiem: jedna z zasad rodzimej dobrej praktyki [2002] przewiduje dopuszczanie dziennikarzy do obrad walnego zgromadzenia. Jak wiele innych, i ta zasada została zredagowana rozwlekle i niefortunnie. Przewiduje ona mianowicie: „Spółka powinna dysponować odpowiednimi procedurami i zasadami dotyczącymi kontaktów z mediami i prowadzenia polityki informacyjnej, zapewniającymi spójne i rzetelne informacje o spółce. Spółka powinna, w zakresie zgodnym z przepisami i uwzględniającym jej interesy, udostępniać przedstawicielom mediów informacje na temat swojej bieżącej działalności, sytuacji gospodarczej przedsiębiorstwa, jak również umożliwić im obecność na walnych zgromadzeniach”.

Z pierwszego zdania nie wynika, czy kontaktami z mediami powinny zajmować się działy investor relations, w polskiej praktyce najczęściej dobrze służące przejrzystości spółek, czy działy public relations, zajmujące się mydleniem oczu. Z drugiego zdania nie wynika, czy spółka może powołać się na swoje „interesy”, by uniemożliwić dziennikarzom obecność na walnym zgromadzeniu. Moim zdaniem, przyzwoitość wyklucza taką interpretację wspomnianej zasady, lecz użyte w niej sformułowanie można odczytywać wieloznacznie.

W pierwszym polskim projekcie zasad dobrej praktyki, traktującym naonczas wyłącznie o walnym zgromadzeniu, ujęto problem inaczej: „Dziennikarze mają prawo uczestniczenia w walnym zgromadzeniu spółki publicznej. Spółka może wprowadzić wymóg wcześniejszej akredytacji dziennikarzy, ale nie odmawia akredytacji i nie pobiera za nią opłat. Dziennikarze uczestniczący w walnych zgromadzeniach otrzymują komplet materiałów udostępnianych akcjonariuszom”. W tym przypadku nacisk położono na prawo do informacji służące dziennikarzom, a za ich pośrednictwem – akcjonariuszom spółki i rynkowi, a nie na ograniczenia w dostępie do informacji, dyktowane niedookreślonymi interesami spółki.

W dyskusjach nad pierwotną wersją dobrej praktyki zarysowały się dwa stanowiska. Wśród uczestników prac redakcyjnych byli i zwolennicy dostępu dziennikarzy na walne zgromadzenia, i zwolennicy poglądu, że „pismaków” nie należy wpuszczać. Sam nieraz rejestrowałem w spółce jedną akcję, by wziąć udział w walnym zgromadzeniu bez konieczności podpierania się statusem dziennikarza. Otrzymywałem bowiem zaproszenie nie na samo walne zgromadzenie, ale na zwoływaną po jego zakończeniu konferencję prasową. Rzecz w tym jednak, że na konferencji media nie mają już kontaktu z akcjonariatem, tylko z zarządem spółki.

Pamiętny jest przypadek walnego zgromadzenia jednej z wielkich spółek niepublicznych, w którym uczestniczyła gromadka dziennikarzy zaopatrzonych w nabyte specjalnie w tym celu akcje; kiedy pod koniec obrad zarządzono wybory rady nadzorczej, a frekwencja była już znikoma – niewiele brakowało, by właśnie redaktorów powybierano do rady. Szkoda, że przecież do tego nie doszło, bo wybrani profesjonaliści nie popisali się.

Im ważniejsza spółka, im ważniejsze sprawy w porządku obrad, tym więcej dziennikarzy bierze udział w walnym zgromadzeniu. Im więcej dziennikarzy zjawia się w walnym zgromadzeniu, tym trudniej ich wyrzucić. Kiedyś znany bank organizował dla prasy transmisję obrad w obwodzie zamkniętym. Dzisiaj coraz częściej przebieg walnego zgromadzenia bywa transmitowany w internecie. Niemniej uważam, że media powinny być dopuszczane do sali obrad, pomiędzy akcjonariuszy. Co wcale nie oznacza przyzwolenia na zakłócanie porządku. Jest zrozumiałe, że przewodniczący walnego zgromadzenia może nie zezwolić na nagrywanie lub filmowanie obrad, lecz jest nie przyjęcia, by poddawał pod głosowanie, czy wpuścić dziennikarzy. Są oni, obok akcjonariuszy, spółek i instytucji rynku kapitałowego Czwartym Stanem tego rynku.

O rynku świadczy nie tylko sprawność techniczna giełdy, jej kapitalizacja, przejrzystość regulacji, poziom corporate governance. Świadczy o nim także jakość jego obsługi prasowej. Im ona lepsza, tym mniej konfliktów interesów ujdzie powszechnej uwadze. A o to właśnie chodzi.

Tekst ogłoszony 17 października 2005 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *