Czy i jak Biden i Harris wpłyną na corporate governance w USA?

  • Nie jest pewne, czy Joe Biden i Kamela Harris zwyciężą w listopadowych wyborach prezydenckich w USA;
  • Joe Biden tylko w zarysie odsłonił swoje poglądy na temat corporate governance i pożądanego kształtu kapitalizmu;
  • Nie jest pewne, czy Kamela Harris sprecyzowała już swoje poglądy na temat corporate governance;
  • Niemniej można założyć, że – jeżeli Demokraci odniosą zwycięstwo – dadzą w swojej działalności wyraz hasłom głoszonym w kampanii.

Słowom polityków można wierzyć jedynie wtedy, kiedy działają oni w imię wartości. W naszych czasach takich polityków jest niewielu. Joe Biden bywa do nich zaliczany niekoniecznie z racji własnych dokonań, przede wszystkim w przeciwstawieniu do Donalda Trumpa. Kamela Harris jest do nich zaliczana co najmniej z racji poprawności politycznej: kobieta o tej barwie skóry i takim pochodzeniu etnicznym – po prostu nie może czynić zła…  Nie podlega kwestii przyzwoitość obojga kandydatów, ale ich zamierzania ku poprawie corporate governance jeszcze nie są należycie jasne.

Łatwiej mi snuć domysły na temat poglądów Bidena, mojego rówieśnika (jest starszy o sześć miesięcy), który wielokrotnie zdołał dowieść, że nadąża za współczesnym światem. Świadczą o tym jego wypowiedzi o schyłku mitu głoszącego, że spółki ponoszą odpowiedzialność przede wszystkim (lub nawet wyłącznie) wobec akcjonariuszy: „it’s an absolute farce”. Kandydat dostrzega (i zdaje się wspierać!) współczesne nurty głoszące zmierzch prymatu akcjonariuszy i potrzebę uznania interesów grup, na które spółki wywierają wpływ: pracowników, ich rodzin, klientów, społeczności, powszechnie zwanych interesariuszami (stakeholders). W tym kierunku zmierzają m.in. manifesty Business RoundTable (2019 r.) i tegorocznego Forum Ekonomicznego w Davos. Zyskały one ogromne poparcie liderów amerykańskiego biznesu. W kampanii Biden mówi na temat „stakeholder capitalism” i podkreśla, że to nie jest radykalizm.

Trump koncentruje się na interesach Wall Street, Bidenowi bliższy zdaje się interes pracowników i ich rodzin (czego wyrazem dokument programowy Joe Biden’s Jobs and Economic Recovery Plan for Working Families). Przy czym nie chodzi wyłącznie o płace pracowników, przede wszystkim o ich udział w zarządzaniu spółkami i wpływ na korporacyjną Amerykę. Trump ośmieszał idee ochrony klimatu, Biden jest taktowny i ostrożny: nie zaprzecza odpowiedzialności klimatycznej spółek, ale stara się uniknąć antagonizowania wpływowych koncernów wydobywczych. Więcej w jego postawie zręczności politycznej niż jasnych deklaracji na temat postulowanego przez liczne ruchy społeczne Nowego Zielonego Ładu (Green New Deal).

Z jednej strony, Biden czerpie z dorobku myśli społecznej Partii Demokratycznej, z drugiej – unika skrajnych środków, jakie postulował Bernie Sanders. W jego słowach można się doszukać elementów zbliżonych do projektu Accountable Capitalism Act Elizabeth Warren, niemniej jest on daleki od pomysłów rozpędzania wielkich korporacji. Lecz skoro mówi o odpowiedzialności kapitału i spółek wobec państwa – konsekwentnie proponuje podwyżkę CIT z obecnych 21 proc. do aż 28 proc., co daje amunicję Trumpowi.

Kamela Harris idzie dalej: podatek od zysków spółek pragnie ustanowić na pułapie poprzedzającym ich obniżkę z 2017 roku: 35 proc., ponieważ uważa, że spółki powinny bardziej dzielić się zyskami ze społeczeństwem, zwłaszcza z uwagi na ogromne potrzeby finansowe służby zdrowia. Wprawdzie wiceprezydenci nie odgrywają znaczącej roli politycznej (obecny piastun tej funkcji jest tego najlepszym przykładem), od prezydentury dzieli ich „jedno uderzenie serca szefa”, więc mają trwać w pogotowiu – lecz przypadek Kameli Harris może być szczególny. Kładzie ona w swoich wypowiedziach nacisk na potrzebę różnorodności w korporacjach i równej płacy kobiet i mężczyzn, a także wspierała postulat ujawniania przez spółki składu rad dyrektorów pod kątem udziału kobiet oraz kompozycji rasowej i etnicznej. Można oczekiwać, że – gdyby objęła urząd – pozostanie wierna tym dążeniom.

Lecz trzeba mieć na uwadze, że chociaż corporate governance to w Stanach Zjednoczonych temat tysiąckroć ważniejszy niż w Polsce, ale w obliczu wyborów, zwłaszcza tak znaczących politycznie – przecież nie najważniejszy. W przypadku zwycięstwa Demokratów, amerykański rynek czekają znaczące zmiany. Ich wyborcze szanse zwiększa fakt, że rynek od kilku lat dojrzewa do gotowości podjęcia wielkich wyzwań społecznych i klimatycznych. W listopadzie dowiemy się więcej.

Czytaj także:

2019.09.10 Światły manifest Business Roundtable 

2018.12.08 O wpływie doktryny Pence’a na corporate governance

2018.10.21 CALIFORNIA DREAMIN’ – czyli kobiety w radach

2018.09.15 Czy senator Elizabeth Warren naprawi kapitalizm

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *