Déjà vu

Czytam ciekawy tekst Witolda Gadomskiego „Prokurator naprawia gospodarkę” (Gazeta Wyborcza 12 marca 2014 r.). Teza, pod którą podpisuję się z głębokim przekonaniem: niektórzy prokuratorzy „wiedzą lepiej, jak należy prowadzić biznes, i żądają, by przedsiębiorców podejmujących ryzyko dodatkowo karać więzieniem”. Ilustruje to przypadek przedsiębiorców, którzy wykupili z programu NFI białostockie Fasty, dokupili łódzki Uniontex – i wpadli w kłopoty. Nie bez związku z łódzkimi intrygami politycznymi. Doniesienie o popełnieniu przestępstwa złożyła w prokuraturze Zdzisława Janowska, wówczas senator z Łodzi. Składała załodze Uniontexu nierealne obietnice, poszły za nimi spore pieniądze podatników, lecz koniec był żałosny, zarówno dla menedżerów oskarżonych przez prokuraturę i ostatnio skazanych przez sąd, jak dla zbałamuconych pracowników.

Tekst Gadomskiego czytałem z uczuciem déjà vu. Jakbym sam uczestniczył w opisywanych zdarzeniach! Jakby to mnie dotykały działania pani senator! Otóż przeżyłem w Łodzi bardzo podobną historię, nie bez udziału senator Janowskiej. Oto garść wspomnień:

W 1992 roku zostałem powołany do rady nadzorczej łódzkich zakładów mięsnych, w owym czasie jednoosobowej spółki Skarbu Państwa. Jej sytuacja stawała się trudna: wyroby spółki reprezentowały bardzo wysoką jakość, w przygasłej wówczas Łodzi i jej zubożałej okolicy nie było na nie popytu, firma wiązała koniec z końcem wyprzedając majątek. Załoga orędowała za wprowadzeniem spółki do programu NFI, do czego doszło w 1995 r. Wkrótce zostałem przewodniczącym rady nadzorczej. Funkcję dyrektora inwestycyjnego z ramienia funduszu sprawował energiczny cudzoziemiec mówiący już dobrze po polsku, ale niezbyt jeszcze obeznany z polskimi realiami. Miewał pomysły budzące trwogę: raz rozważał odtworzenie zakładów w szczerym polu za miastem, innym razem łączył je z podobną firmą z Bydgoszczy. Rosły straty, narastała niepewność o przyszłość nierentownej spółki. Pracownicy, zatroskani o swoje miejsc pracy, wezwali na pomoc senator Janowską. Spotykała się ona z aktywem związkowym, natomiast unikała kontaktów z zarządem i radą nadzorczą.

Zbliżały się wybory. Pracownicy domagali się podwyżek. Zarząd ogłosił je, chociaż nie było środków, a przybywało kłopotów. Odwołaliśmy zarząd. Zostałem delegowany przez radę nadzorczą do czasowego sprawowania funkcji prezesa zarządu. Z tej pozycji szybko wyrobiłem sobie ocenę sytuacji: spółka jest strukturalnie deficytowa, przejada majątek, jest ekologiczną zakałą, najlepiej rozwiązać ją po przeprowadzeniu likwidacji. Mówiłem o tym pracownikom, rozżalonym brakiem obiecanych podwyżek, a przez związkowych liderów podburzanych do strajków. Nie tylko zresztą przez związkowych liderów.

Wtedy poznałem panią senator. Przyjeżdżała do spółki na wiece. Żarliwie przemawiała: Jesteście wspaniałą załogą, zasłużyliście na podwyżki, spółka pilnie potrzebuje inwestycji, także na to potrzebne są środki. Pieniądze muszą się znaleźć! Po prostu – muszą! Panie prezesie (to do mnie), pan tylko mówi o stratach, pan jest nudny. Niech pan sobie wraca do Krakowa. Co to za prezes, który nie zna się na mięsie i jeszcze jest z Krakowa? Czy u nas, w Łodzi, nie ma menedżerów? Ja podeślę panu moich asystentów, oni pana czegoś nauczą.

Asystentów? Okazało się, w co trudno mi było uwierzyć, że pani senator jest profesorem ekonomii – słynnej w świecie łódzkiej ekonomii! – a na ekonomiczne kłopoty ma prostą i niezawodną receptę: pieniądze muszą się znaleźć i basta. Podesłany asystent, sympatyczny i mądry, wypił ze mną kawę, przedyskutował sytuację spółki, pokiwał głową i poszedł. Strajkom zapobiegłem. Walne zgromadzenie jednogłośnie – przy udziale Skarbu Państwa, pracowników oraz NFI – powzięło uchwałę o rozwiązaniu spółki po przeprowadzeniu likwidacji. Nie doszło do upadłości, trafił się rozsądny likwidator, rozsupłał dziesiątki problemów, dobrze spieniężył majątek, akcjonariusze otrzymali spore środki. Trwało to kilka lat, ale skończyło się dobrze.

Uświadamiam sobie, jakież miałem szczęście. Przecież pani senator mogła i na mnie nasłać prokuratora, jak nasłała go na menedżerów Fastów i Uniontexu. Prokurator mógłby mnie zamknąć, przy aplauzie łódzkiej prasy, cały czas bolejącej, że rzeźnią dowodzi menedżer, który na mięsie się nie zna (zna się na pieniądzach, lecz przecież ich tam nie ma) i jest – o zgrozo! – z Krakowa. Sąd gotów byłby mnie skazać, bo skoro dążę do rozwiązania spółki, ewidentnie działam na jej szkodę. Menedżerowie, którzy zajmowali się zakładami mięsnymi w Krakowie, zostali przecież potraktowani przez dzielnego prokuratora upodlającym aresztem wydobywczym. Klimat tamtych wydarzeń przedstawił film „Układ zamknięty”.

Straciłem wtedy w Łodzi dużo zdrowia. Ale uratował mnie łodzianin, genialny kardiochirurg, wówczas już chluba krakowskiej medycyny, prof. Jerzy Sadowski. Minęło wiele lat. Żyję.

Czytaj także: 2000.06.12 Pochwała likwidacji

1 myśl w temacie “Déjà vu

  1. Waldemar Walczak

    Trzeba przyznać, że opublikowany tekst porusza wiele wątków, odnoszących się do niezwykle istotnych kwestii, które mają ścisły związek z potrzebą dostrzegania szerokiego spektrum uwarunkowań rzutujących na standardy i mechanizmy corporate governance w praktyce zarządzania.
    Dopełniając należytej staranności pozwoliłem sobie w pierwszej kolejności przeczytać artykuł Witolda Gadomskiego (drobna uwaga- pochodzi on z 2014r.), aby móc lepiej zrozumieć refleksje i przemyślenia Pana Prezesa Andrzeja Nartowskiego. Bez wątpienia Autorzy obu tekstów słusznie zauważają, iż pomiędzy światem prokuratury, polityki i biznesu zachodzi szereg powiązań oraz wielowymiarowych relacji, które dla wielu niezorientowanych osób są trudne do identyfikacji. Te zagadnienia są niesłusznie pomijane milczeniem w literaturze przedmiotu, gdyż dla większości pracowników naukowych stanowią tzw. temat tabu. Zasadniczym celem nauki powinno być jednak dążenie do poznania prawdy przybliżającej do lepszego zrozumienia analizowanych zjawisk. Z tej racji na kanwie lektury obu tekstów należy zadać kilka istotnych pytań, które mogą być przyczynkiem do kolejnych dyskusji:
    – jakie są stosowane w praktyce metody i kryteria doboru członków rad nadzorczych i menedżerów spółek z udziałem Skarbu Państwa?
    – czy menedżerowie spółek SP rzeczywiście zachowują samodzielność (niezależność) myślową i decyzyjną, czy też podejmowane przez nich niektóre działania i decyzje pozostają pod wpływem sugestywnego oddziaływania osób trzecich?
    – jakie rozmiary przybiera zjawisko zawłaszczania spółek Skarbu Państwa przez wąskie grono beneficjentów powiązanych różnymi więziami funkcjonalnymi z prominentnymi działaczami partyjnymi?
    – czy menedżerowie w swojej pracy przede wszystkim koncentrują się na działaniach, którym przyświeca idea “dbania o dobro spółki”, czy też pod pozorem tej szczytnej misji tak naprawdę dążą do wykreowania i rozbudowywania sieci powiązań i układów, służących realizacji partykularnych celów wąskiego grona benficjentów oraz zabezpieczenia swoich własnych interesów?
    – jakie znaczenie w dzisiejszym świecie mają takie wartości jak: prawda, uczciwość, praworządność, kompetencje, poczucie odpowiedzialności, honor?
    – czy wszystkie działania prokuratorów można postrzegać wyłącznie w takim kontekście jak przedstawił to w swoim artykule red. Witold Gadomski z Gazety Wyborczej, a nie zdarzają się odmienne przypadki, iż to właśnie prokuratura zapewnia niektórym osobom z “układu zamkniętego” tzw. parasol ochronny?
    – jaką odpowiedzialność za swoje czyny i decyzje ponosi funkcjonariusz publiczny zajmujący stanowisko prokuratora?
    – jakie są stosowane metody wyniszczania niewygodnych ludzi, kto bierze w tym udział, i co jest rzeczywistym źródłem oraz powodem tych procesów?
    – jak należy prawidłowo rozumieć zwrot “działania na szkodę spółki”, i jakie konkretne czynności prawne i decyzje mogą nosić znamiona czynów podlegających odpowiedzialności karnej?
    – jaką odpowiedzialność ponieśli menedżerowie (zastrzegam, że to pytanie nie jest adresowane do Pana Prezesa A. Nartowskiego), którzy doprowadzili wiele państwowych przedsiębiorstw, spółek Skarbu Państwa na skraj bankructwa, czy znane są przypadki pociągnięcia członków rady nadzorczej do odpowiedzialności karnej na nienależyte wywiązywanie się z obowiązków kontrolnych nad działalnością spółki (poczynaniami zarządu)?
    – czy prywatyzacja spółek Skarbu Państwa jest właściwym rozwiązaniem, które według przedstawicieli tzw. nurtu liberalnego i wolności gospodarczej jest “lekarstwem na wszystkie problemy”?

    W tym miejscu pozwolę sobie na zaprezentowanie własnych przemyśleń, które z pewnością nie są wyróżnikiem “słynnej łódzkiej szkoły ekonomicznej”, że powinno dominować myślenie w dłuższej perspektywie czasowej oraz dobra wspólnego jakim jest Rzeczypospolita Polska, dlatego też PRYWATYZACJA, która de facto stanowi WYZBYWANIE SIĘ SIĘ MAJĄTKU PAŃSTWOWEGO celem uzyskania doraźnych korzyści finansowych i wyniszczanie naszej rodzimej gospodarki, jest wyjątkowo SZKODLIWE. Potencjalnym oponentom dla mojego sposobu rozumowania i argumentacji, polecam przemyślenie takiej kwestii: czy będąc właścicielem np. okazałego domu (metafora strategicznych, cennych zasobów, dorobku pokoleń), nagle wyzbyliby się jego części np. kuchni i łazienki, wyprzedając te pomieszczenia osobom trzecim?
    Uważam, że zasygnalizowane przeze mnie problemy mogą zainspirować Czytelników oraz wytyczyć płaszczyznę do dalszych dyskusji i wymiany poglądów.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *