Duma i uprzedzenie

Funkcjonariusze międzynarodowi nie są korpoludkami, gotowymi do zmian miejsca pracy w poszukiwaniu lepszego wynagrodzenia i ciekawszego zajęcia. Zatrudnieni w organizacji międzynarodowej, są z nią związani na długo, nieraz do końca zawodowego życia. Liczą się dla nich nie tylko przyzwoite warunki wynagradzania, niski wiek emerytalny i wysokie świadczenia – także świadomość, że ich doświadczenia i kwalifikacje są najbardziej przydatne w obecnym miejscu pracy, zaś poza nim nie będą równie efektywnie wykorzystane.
Organizacja międzynarodowa oglądana z wewnątrz prezentuje się całkiem inaczej niż w oczach postronnych. Personel dobrze wie, ile pracy kosztowały osiągnięcia, których zewnętrzny obserwator często nie docenia, ile goryczy przyniosły porażki angażujące wysiłek i ambicje pracowników. Czy chodzi o ONZ, Unesco lub Komisję Europejską, funkcjonariusze każdej instytucji międzynarodowej reprezentują dumę z jej dorobku, lojalność wobec jej misji i celów, szacunek dla dokonań państw członkowskich osiąganych wespół z ich organizacją.

Wprawdzie politykę każdej instytucji międzynarodowej kształtuje społeczność państw członkowskich, lecz nie należy pomijać podejścia jej personelu do powierzanych mu zadań. Uważam, że należy uderzyć na alarm: Polska czyni wiele, by zrazić sobie niezmiernie jej życzliwych pracowników Komisji Europejskiej. Zaczęło się od niepotrzebnej, nieprzemyślanej, manifestacyjnej obrazy flagi Unii Europejskiej przez szefową rządu, uwydatnionej komentarzem jednej posłanek, równie prostackim, jak ona. Niedługo później zabrzmiało wiele nieprzyjemnych akordów: że Unia nie powinna nas pouczać, bo Polska jest ostoją demokracji, że im w Brukseli chodzi o pieniądze, jakie ponoć na nas zarabiają (?), że z niskich pobudek politycznych utrącili naszego kandydata, że przewodniczący Komisji Europejskiej zasłużył na surową karę, może nawet zasadniczą. Polscy politycy i europosłowie, bez doświadczenia dyplomatycznego i obycia w świecie, protekcjonalnie krytykują politykę Unii Europejskiej, na domiar złego któryś z profesorów zaczął snuć rozważania o Polexicie.

Budowanie wrażenia, że Polska winna jest Unii nic albo niewiele, a Unia to intruz, moralny agresor – jest krytycznie odbierane przez polityków czynnych na scenie europejskiej, ale szczególnie obraźliwe jest dla unijnych funkcjonariuszy, reprezentujących uzasadnioną dumę ze swojej organizacji i jej oczywistego wkładu na rzecz pomyślności Polski. Zrażamy do Polski jej oddanych sprzymierzeńców, tracimy sympatyków, budzimy rozczarowanie naszą polityką i uprzedzenie do naszego kraju. Funkcjonariusze międzynarodowi nie działają na pierwszym planie, poruszają się dyskretnie w tle, lecz od ich nastawienia, sympatii bądź antypatii, działań lub zaniechań, zależy bardzo wiele. Ważne wydarzenia nierzadko nie budzą emocji, pamięć o nich z czasem wyblaknie; symboliczne zachowania, jak to z usunięciem unijnej flagi z gabinetu szefa rządu, budzą poruszenie i negatywne emocje u tych, od których tak wiele zależy. Parafrazując historyczne powiedzenie: nigdy tak wielu nie poczuło się tak dotkniętych przez tak nielicznych. Szkoda.

Tekst, napisany w połowie kwietnia b.r., został przesłany do redakcji jednego z poważnych dzienników, niezwłocznie przyjęty do druku i… chyba zapomniany, więc ogłaszam go tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *