Dwie domeny [2005]

Współpraca zarządu i rady nadzorczej nie może skutkować wkraczaniem przez jeden organ w domenę drugiego. W jednym z paneli podczas konferencji Corporate Governance XIX (marzec 2005) Maria Wiśniewska przedstawiła kilka wymownych „scen z życia” rad nadzorczych. Oto jedna z nich. Zbiera się rada, wysłuchuje (lub nie) bieżącej informacji zarządu, po czym przewodniczący rady wygłasza zwyczajową formułę: „To my już zarządowi pięknie dziękujemy, chcemy pozostać sami…”. Kiedy zamkną się drzwi za zarządem, rada przystępuje do debaty na temat sytuacji spółki. A skąd rada zna ową sytuację? Z urzędu.

Tak bywa! Relacje pomiędzy nadzorem i zarządem pozostawiają wiele do życzenia. Rada nadzorcza i zarząd to odrębne organy; mają one odmienne zadania, inne kompetencje, specyficzne procedury, własne regulaminy, pracują w różnych rytmach, ale działają dla dobra tej samej spółki, tych samych akcjonariuszy. Stosunki między nimi wywierają wpływ na wartość spółki. Dlatego ważne, by rada współpracowała z zarządem, nie poprzestając na lekturze dokumentów dostarczanych jej przez zarząd, na zamówienie rady lub z własnej inicjatywy.

Sprawa ma trzy aspekty. Pierwszy dotyczy potrzeby krzewienia obyczaju zapraszania zarządu do systematycznego udziału w pracach rady nadzorczej. Drugi to potrzeba ochrony domeny rady nadzorczej przed ingerencją zarządu. Trzeci to potrzeba ochrony domeny zarządu przed ingerencją nadzoru. Tylko pierwszy z tych aspektów wynika z przyjętego w polskim prawie ustroju spółki akcyjnej, opartego na zasadzie odrębności zarządu i rady nadzorczej. Dwa pozostałe mają zastosowanie także, aczkolwiek w innym zakresie, do jednolitej rady dyrektorów, skupiającej funkcje zarządcze i nadzorcze.

W Polsce utarł się już pogląd, że rada nadzorcza powinna zapraszać zarząd do udziału w swoich posiedzeniach, to znaczy – do udziału w tych punktach porządku obrad, które nie dotyczą wewnętrznych spraw rady, oceny zarządu, ustalania jego wynagrodzeń, itp. Często zaprasza się zarząd w pełnym składzie, niekiedy także osoby spoza zarządu, ale pełniące ważne stanowiska.

Obecnie w radach nadzorczych kształtuje się praktyka korzystania z komisji problemowych, przeto wyłania się kwestia współpracy komisji z zarządem. Zapewne komisje audytu będą, w miarę potrzeby, dopraszać do swoich prac prezesa zarządu (CEO), i/lub członka zarządu odpowiadającego za finanse (CFO), pracowników pionów finansów, audytu wewnętrznego itd., a także – w miarę potrzeb – specjalistów spoza spółki. Z kolei komisje do spraw nominacji i wynagrodzeń zapewne będą na niektóre posiedzenia dopraszać prezesa spółki, szefa kadr, specjalistów z firmy doradczej. Im bardziej upowszechnią się komisje, im więcej zbiorą doświadczeń, tym lepiej ułoży się współpraca rad z zarządami.

Przed laty rada nadzorcza jednego z dużych banków uzasadniała nieoczekiwane odwołanie prezesa zarządu zarzutem, iż nie udostępniał on zarządowi opinii i zaleceń rady. Co stało na przeszkodzie, by rada sama czytelnie wyjaśniała swoje stanowisko zarządowi in pleno? Zresztą ów prezes miał ponoć znać stanowisko rady głównie dzięki zainstalowanemu w sali jej posiedzeń podsłuchowi.

Za mało mówi się w Polsce o potrzebie ochrony domeny rad nadzorczych przed ingerencją zarządów. Prawo poniekąd wynosi radę nadzorczą ponad zarząd, więc nie dostrzega niebezpieczeństwa uzależnienia rady od zarządu. W praktyce bywa różnie. Niekiedy zarząd miarkuje radzie nadzorczej dostęp do informacji o spółce. Jeżeli rada pogodzi się z tym, nie będzie ona w stanie wywiązać się ze swoich obowiązków (rady godzą się z taką praktyką, jeżeli nie są świadome, że zarząd selekcjonuje dostarczane im informacje).

W statutach niektórych spółek straszy nadto osobliwy przepis, iż członkowie zarządu mogą uczestniczyć, z głosem doradczym, w posiedzeniach rady nadzorczej. Owszem, mogą, acz tylko jeżeli zostaną zaproszeni; bez zaproszenia – wara im od rady! Pojęcie „głos doradczy” nie oznacza niczego mądrego. Zasady dobrej praktyki wymagają, by rada nadzorcza przedstawiała akcjonariatowi własną, niezależną od zarządu, ocenę sytuacji spółki. Aby ją wypracować, rada nadzorcza powinna przynajmniej co pewien czas spotkać się w swoim gronie, nawet poza siedzibą spółki.

Prawo dostrzega natomiast potrzebę ochrony domeny zarządu przed ingerencją rady. Stąd rada nie może wydawać zarządowi wiążących poleceń dotyczących prowadzenia spraw spółki. Stąd w posiedzeniach zarządu mogą bez zaproszenia stale uczestniczyć (też ze wspomnianym już „głosem doradczym”) tylko członkowie rady wybrani do niej w drodze głosowania oddzielnymi grupami i delegowani przez macierzyste grupy do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych. Innych członków rady zarząd może zapraszać na swoje posiedzenia tylko pod warunkiem, że zaprosi wszystkich. Rada może więc wybierać zapraszanych, zarząd – nie.
Tekst został ogłoszony 14 III 2005 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *