Fantazje statutowe [2002]

W statutach spółek publicznych tkwią niezgodności z prawem, nieporozumienia i cudactwa.                                     

Z końcem przyszłego (2003) roku upływie termin, w którym spółki akcyjne istniejące w dniu 1 stycznia 2000 r. powinny dostosować postanowienia swoich statutów do przepisów Kodeksu spółek handlowych. Niektóre spółki czynią to na raty, wprawdzie wprowadzając różne zmiany, lecz mocno niekompletne, więc mimo nowelizacji statut wciąż nie jest zharmonizowany z Ksh.

Niedawno wspominałem o MCI Management. Przy okazji przeczytałem statut spółki. Ma on zalety: jest oryginalny, zawiera kilka ciekawych rozwiązań, wyraża tożsamość spółki i odzwierciedla szczególną pozycję, jaką zajmuje w spółce jeden z akcjonariuszy. Ma też wady, gdyż odbiega od przepisów Ksh i kreuje osobliwe formy, które niczemu nie służą. W statutach spółek publicznych bywa wiele błędów o tak znacznym ciężarze gatunkowym, że w porównaniu z innymi można zaliczyć statut MCI nawet do górnej warstwy stanów średnich. O spółce dobrze świadczy, że po nowelizacji ogłosiła jednolity tekst statutu. Wciąż jeszcze nie wszystkie spółki publiczne ogłaszają na użytek inwestorów, prócz samych zmian w statucie, jego tekst jednolity. Trzeba stanowczo domagać się tego.

Przykładem niezgodności z prawem jest przewidziany w statucie MCI wymóg dołączania do protokołu posiedzenia rady ‘sprzeciwów’ nieobecnych na posiedzeniu członków rady. Prawo nie przewiduje takiego cudactwa. Sprzeciw jest bez znaczenia. Członek rady nadzorczej nieobecny na jej posiedzeniu nie jest wyzuty z praw, ponieważ statut może dopuścić oddanie przez nieobecnego głosu na piśmie za pośrednictwem innego członka rady. Statut MCI dopuszcza zresztą taką procedurę; wprawdzie nie wspomniano, że chodzi o ‘głos na piśmie’ ale wynika to wprost z ustawy.

Nieobecny na posiedzeniu nie ma natomiast prawa zgłaszania sprzeciwów wobec uchwał podjętych pod jego nieobecność. Z równym skutkiem mógłby słać sprzeciwy w sprawie Księcia Walii i Kamilli lub względem plam na słońcu. Natomiast zdania odrębne nie mogą być (jak chce statut) ‘dołączone’ do protokołów, tylko (jak chce kodeks) uwzględniane w samych protokołach. Wiadomo bowiem, że wszelkie załączniki do protokołu mają złośliwy nawyk znikania, kiedy tylko są potrzebne. Dlatego kodeks wymaga, by w protokole, a nie w załącznikach, znalazły się uchwały podejmowane przez radę, a także porządek obrad, imiona i nazwiska obecnych członków rady, liczba głosów oddanych na poszczególne uchwały oraz właśnie zdania odrębne.

Inna niezgodność z prawem dotyczy głosu rozstrzygającego w radzie nadzorczej. Statut przyznaje głos rozstrzygający przewodniczącemu rady, co jest dopuszczalne. Zarazem statut stanowi, że uchwały zapadają bezwzględną większością głosów. Brak tu logiki. Wszak z głosu rozstrzygającego można korzystać tylko w przypadku równości głosów, a skoro obowiązuje wymóg większości bezwzględnej, rzecz jest bezprzedmiotowa. Gdyby statut dopuścił względną większość głosów, to co innego: taką większość można wykreować głosem rozstrzygającym. Ponadto statut przewiduje, że pod nieobecność przewodniczącego głos rozstrzygający przysługuje wiceprzewodniczącemu. Jest to niedopuszczalne. Wiele spółek powiela ten błąd, o czym wspominałem kilkakrotnie.

W statucie MCI poplątano dwie sprawy: delegowanie przez radę jej członka do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych i delegowanie członka rady wybranego w drodze głosowania oddzielnymi grupami (nie rada dokonuje delegowania, a macierzysta grupa) do stałego indywidualnego wykonywania nadzoru. Wbrew temu, co twierdzi statut MCI Management, tego pierwszego nie obowiązuje zakaz konkurencji, jakiemu podlegają członkowie zarządu spółki. Przemawia za tym argument, że ten pierwszy, w odróżnieniu od drugiego, nie uczestniczy w posiedzeniach zarządu.

Nieporozumieniem jest podział posiedzeń rady nadzorczej na zwyczajne i nadzwyczajne, ponieważ nie ma tu żadnej różnicy. Zbędną fantazją jest przepis ustalający miejsce odbycia posiedzenia odbywanego nie w konkretnym miejscu, a za pośrednictwem telefonu. Nie ma przecież żadnego znaczenia, w jakim miejscu powzięto uchwałę, w lokalu spółki, czy w cyberprzestrzeni.

Statut głosi, że uchwały walnego zgromadzenia wymaga ‘określenie zakresu zwykłych czynności zarządu spółki’. Statut głosi także, że sprawy przekraczające zwykły zarząd spółką wymagają uchwały zarządu. Lecz sprawy wymagające uchwały zarządu najlepiej zdefiniować w regulaminie zarządu, uchwalanym przez zarząd i zatwierdzanym przez radę nadzorczą, zamiast poświęcać im uchwałę walnego zgromadzenia. Zapewne chodzi o to, że walne zgromadzenie określa pułap wysokości zobowiązań, jakie zarządowi wolno zaciągać samodzielnie. Widziałem już statuty jaśniej kształtujące ustrój spółki.

Tekst ogłoszony 28 stycznia 2002 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *