Hrabia słup

Kazimierz Chłędowski (1843 – 1920), pisarz, publicysta, urzędnik, nawet epizodyczny minister ds. Galicji, autor ciekawych pamiętników z czasów lwowskich i wiedeńskich, opisywał obyczaj obsadzania w Galicji naczelnych stanowisk w przeróżnych instytucjach:
„Prezesem zawsze musiał być jakiś hrabia […], bo dotąd utrzymuje się w Polsce i w Austrii tradycja, że naczelnikiem każdej większej instytucji, każdego większego finansowego towarzystwa musi być hrabia lub książe, choćby ten hrabia i książe przez większą część swego życia tylko tańcował, tylko długi robił i myśl rozumna rzadko zabłądziła do jego głowy. ‘Publiczność potrzebuje nazwiska, potrzebuje firmy’ – tak zwykle mówią; ale publiczności na tej często bardzo sponiewieranej firmie daleko mniej zależy, aniżeli tym osobistościom, które kryjąc się za jakiegoś hrabiego i wodząc go za nos mogą swoją wolę przeprowadzić w danej instytucji, nie narażając swego nazwiska. I tak by tylko kilka wyliczyć przykładów: miał Kierzkowski swojego Wodzickiego albo Potockiego przez długie lata w instytucjach krakowskich, miał Marchwicki swojego Sapiehę, dyrektor Simon swego ks. Ponińskiego w filii Anglobanku we Lwowie, miał wreszcie słynny dziś jeszcze Rappaport swojego pana Ludwika Wodzickiego w Laenderbanku wiedeńskim. Każdy z tych panów robił, co mu się żywnie podobało, za swoim herbowym parawanem, a im większy bywał parawan, tym więcej musiał zasłaniać nadużyć”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *