Im więcej kobieta ma zasad…

Tomasz Prusek: K.I.S.S. Zasady chodzą na wysokich obcasach. Biblioteka Gazety Wyborczej, Agora 2014. S. 319.

Sensacyjna powieść o giełdach, pieniądzu, intrygach, z wyraziście zarysowanym wątkiem corporate governance. Ludzie rynku kapitałowego znajdą w niej echa wydarzeń, w których uczestniczyli, kontury portretów znajomych, może i swoich. Czytelnik spoza kręgu specjalistów dostąpi pierwszego szczebla wtajemniczenia. Wystawiam tej pozycji rekomendację „czytaj!” z ostrzeżeniem: lektura pochłania.

Teksty Tomasza Pruska, publicysty Gazety Wyborczej, czytam chętnie, w skupieniu, z szacunkiem. Chętnie, ponieważ są pisane ciekawie i przystępnie, ze znawstwem tematu i rozwagą. W skupieniu, ponieważ z lektury można dowiedzieć się wiele. Z szacunkiem, ponieważ autor reprezentuje wysokie standardy dziennikarstwa ekonomicznego, hołduje przy tym zasadzie, że skoro pisze o giełdzie, sam na niej nie inwestuje. Ten stateczny, szanowany obserwator rynku kapitałowego napisał teraz fabułę obrazującą sekwencje wydarzeń, które są wprawdzie fikcyjne, niemniej prawdopodobne. Jak w życiu, giełdowy parkiet jest trzęsawiskiem ryzyka, chciwość zmaga się z etyką, ludzie rynku żyją szybko i niekoniecznie rozważnie, jazda po bandzie nie zawsze popłaca, pieniądz krąży z rąk do rąk, z rąk do rąk, aż przechodzi we właściwe ręce, za wahaniami kursów kryją się ludzkie dramaty.

Skoro prowadzę stronę poświęconą corporate governance, skupię się na wątkach związanych z tą materią. Jest ich sporo: walne zgromadzenia zaiste godne miana „walnych zwyrodnień”, podgrzewający temperaturę sporów sprzedajni dziennikarze, dyspozycyjni prawnicy na usługach inwestorów, próby wprowadzania przez instytucjonalnych swoich ludzi do rad nadzorczych, wybory rady nadzorczej w drodze głosowania oddzielnymi grupami i zawiązywane w ich trakcie doraźne sojusze, plany wykiwania akcjonariuszy mniejszościowych. Pasywni menedżerowie funduszy inwestycyjnych i emerytalnych, którym osobiste lenistwo lub polityczne uwikłania przesłoniły sens fiduciary duty. Oskarżenia o działanie w porozumieniu. Czytelne nawiązanie do afery (?) „Grupy Trzymającej Giełdę”.

Bohaterką powieści jest kompetentna i przyzwoita analityczka dużego funduszu, ta z zasadami na wysokich obcasach. Moja matka lubiła powiadać: „Z chemii znam tylko podstawowe prawo – im więcej kobieta ma zasad, tym więcej kwasów z tego wynika”. Także Prusek dobrze zna to prawo. I zna realia smutne realia naszego rynku. Podeprę się tu cytatem:

Olga stała z boku, wśród znajomych z funduszy emerytalnych. Kilku z nich było klasycznymi „ofermami”. Bo choć mieli zapewniony dopływ składek od milionów przyszłych emerytów, to inwestowali dość pasywnie. Nawet jeśli mieli pięć albo dziesięć procent akcji jakiejś firmy, niechętnie jeździli na walne zgromadzenia akcjonariuszy. Stronili od zajmowania miejsc w radach nadzorczych. Trzymali się zasady „kup i zapomnij”. Oldze trudno było pojąć, dlaczego oferm wcale nie obchodziło, co zarządy i właściciele robili w spółkach. Jeśli sprawy przybierały zły obrót, po prostu sprzedawali akcje.
A właściwie rozumiała aż za dobrze. Ofermom nie zależało na maksymalizacji zysków. Chcieli zarobić akurat tyle, by ich fundusz nie odstawał od innych. W przeciwnym razie właściciel musiałby dopłacić różnicę. Ich firmy i tak miały wysokie zyski: pasły się na wysokich prowizjach od składek płaconych przez przyszłych emerytów. Dlatego agresywne zarządzanie nie było dla oferm priorytetem. Zdarzało się, że fundusze emerytalne w mniejszych spółkach miały nawet po kilkadziesiąt procent akcji. Ale i tak pozwalały, żeby panoszyli się w nich cwani kolesie ze spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych. Akcji mieli niewiele, ale nikomu nie chciało się albo nie opłacało się im przeciwstawić. Jeżeli ofermy nie pojawiły się na walnym, rajskie cwaniaczki mogły bez przeszkód zawładnąć spółką, wydrenować ją z gotówki, sprzedać jej za ciężką kasę licencję albo usługi konsultingowe, a na koniec jeszcze zadłużyć. O ofermach cwaniacy przypominali sobie wtedy, gdy trzeba było wypuścić nowe akcje lub gdy główny właściciel chciał sprzedać część starych akcji, aby sfinansować nowe przedsięwzięcia. Ofermy wykładały wtedy świeżą gotówkę, nie żądając w zamian władzy ani nawet kontroli nad spółką.

Są w tej fabule młodzi finansiści („w Londynie czy we Frankfurcie nikt takim młokosom nie powierzyłby takiego majątku”), czyli „gówniarze zaraz po studiach, którzy w odróżnieniu od starszych o pokolenie kolegów potrafili odróżniać akcje od obligacji”. Są znacznie starsi od nich aferzyści, którzy uwłaszczyli się na transformacji. Jest ambitny wiceminister Skarbu Państwa, który potrafi odwojować władzę nad spółką sprywatyzowaną przez poprzednika. A w spółkach, w których państwo było jedynym właścicielem, mógł zrobić wszystko. Są głupi inwestorzy, którzy czują się bezpiecznie, gdy o spółce jest głośno. I analitycy, którzy obleją wydmuszki pozytywnymi rekomendacjami. Akcja rozwija się, przyśpiesza. Kiedy polski rząd odbija chemię, hen, na końcu świata, dojrzewa kryzys subprimes. W Hiszpanii przegrzewa się koniunktura w budownictwie, więc tamtejsi potentaci szukają zleceń na polskim rynku. Lecz pojawia się próba wrogiego przejęcia upatrzonej przez nich spółki. Tajemniczy fundusz z Jersey jest wspierany przez firmę piarowską. Tym razem Olga była górą. W kolejnej spółce usiłowała zagrać przeciwko lokalnemu potentatowi, który korzystał ze wsparcia polityków. Zagłosowała, wbrew instrukcji, przeciw. Dochowała zasad, złamała sobie karierę. Zachowała się niezgodnie z formułą K.I.S.S., czyli keep it simple, stupid – nie kombinuj, głupia, bierz, co dają. Rozpętano aferę. Napuszczono na nią służby. A na drugiej półkuli upadł bank Lehman Brothers. Z książki przejrzyście wynika, jak do tego doszło. Oraz jakie były tego skutki.

Kiedyś ukułem termin „formacja podwójnej głowy”. Chodziło o zagranicznych wiceprezesów rządzących polskimi spółkami spoza pleców prezesa – krajowca. Tomasz Prusek ukuł z kolei „formację odwróconej (kobiecej) głowy z szeroko rozrzuconymi ramionami”. Co oznacza, ze w powieści są także momenty. Ale tutaj rozważane są jedynie aspekty corporate governance. Przecież ciekawsze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *