Indeks Dobrej Reputacji [2001]

Im mniej porządku korporacyjnego, tym większe prawdopodobieństwo nagłego odpływu kapitału!

Z Polski może odpłynąć kapitał. Nie tylko zagraniczny. Także rodzimy. Świadczą o tym sukcesy funduszy inwestujących za granicą, rosnąca skłonność spółek i inwestorów do zagranicznych giełd, oferty zarządzających aktywami, zainteresowanie lokowaniem pieniędzy offshore. Odpływ może być gwałtowny. ‘Gdzie nie ma dobrego porządku korporacyjnego (good corporate governance), kapitał opuści rynek za jednym kliknięciem myszki’. Autorem tej sentencji jest Mervyn King, przewodniczący południowoafrykańskiej komisji do spraw corporate governance. Takie komisje działają w dziesiątkach państw świata. Ich zadaniem jest formułowanie kanonów postępowania na rynku kapitałowych, ujętych w formę zasad dobrej praktyki spółek. Zbiorów takich zasad dopracowały się nie tylko państwa najbardziej rozwinięte, zrzeszone w OECD – także liczne kraje latynoskie, azjatyckie, afrykańskie.

O politycznej wiarygodności państwa świadczy poszanowanie praw człowieka. O wiarygodności jego gospodarki świadczy przestrzeganie porządku korporacyjnego, utkanego z dobrej praktyki spółek. Nikt już nie lekceważy organizacji pozarządowych klasyfikujących państwa miarą ich stosunku do praw człowieka. Wkrótce będzie się oceniać rynki miarą ich stosunku do kanonów porządku korporacyjnego. Współcześnie zrównuje się znaczenie różnych form należytego władztwa (proper governance): nad spółkami, nad rynkami, na których działają owe spółki, jak wreszcie nad państwami, w których owe rynki funkcjonują. Już teraz na wielu rynkach podejmowane są próby tworzenia ratingu spółek pod kątem nasycenia ich praktyki porządkiem korporacyjnym. Najświeższe przykłady: Australia (gdzie powstał Indeks Dobrej Reputacji), Indie, Korea Południowa, Tajlandia, USA (gdzie teraz spółkom mierzy się iloraz porządku korporacyjnego, jak ludziom mierzy się iloraz inteligencji).

Opiniotwórczy, wpływowy tygodnik The Economist używa na określenie polskiego porządku korporacyjnego dosadnego słowa ‘shoddy’ – bubel, tandeta. Niestety, epitet jest trafny. Polska transformacja nadal omija ten coraz ważniejszy aspekt wiarygodności rynku. Nasz rynek kapitałowy jest dzisiaj znacznie bliżej Stadionu Dziesięciolecia niż Indeksu Dobrej Reputacji. Jeszcze nie zdajemy sobie sprawy, że dobra praktyka spółek wydanie pomnaża ich wartość, a wyższa kultura rynku zwielokrotnia jego atrakcyjność.

O tym, że dzisiaj kapitał potrafi opuszczać rynki za jednym kliknięciem myszki, świat przekonał się już wielokrotnie. Lecz kapitał nie ucieka z rynku, gdzie ukształtował się dobry porządek korporacyjny. Tam czuje się bezpiecznie. Brak porządku oczywiście nie oznacza, że kapitał nie przynosi zysku, ale że podział zysku często nie odpowiada udziałom kapitałowym. Mniejszość ponosi większe ryzyko inwestycyjne i czerpie mniejsze korzyści. Zamiast budować na rynku porządek korporacyjny, w Polsce usiłuje się zapobiec odpływowi rodzimego kapitału (skoro nad zagranicznym nie mamy jurysdykcji) rygorami administracyjnymi. Przeto rodzimy kapitał niby korzysta ze swobód, lecz tylko w ciasnych enklawach. Przykładem są fundusze emerytalne. Wolno im wyprowadzać na zagraniczne rynki tylko 5% środków. Resztę – muszą inwestować w Polsce. Rzecz w tym, że w Polsce nie przybywa spółek przyjaznych wobec mniejszościowych inwestorów finansowych. Fundusze emerytalne, fundusze inwestycyjne, towarzystwa ubezpieczeniowe dysponują sporymi środkami, ale rodzimy rynek nie ma dla nich ciekawej oferty. Jej jakość pogarsza się. Coraz więcej spółek publicznych dopuszcza lub wprowadza, wbrew stanowisku giełdy, trzyosobowe rady nadzorcze. W troje można skutecznie sprawować nadzór nad spółką, ale inwestorzy mniejszościowi nie zostaną dopuszczeni do nadzoru. Mogą wnosić do spółek pieniądze, ale nie będą mieli ich na oku. Inwestowanie w akcje takich spółek jest bardziej ryzykowne od gry w totka.

The Economist przypomina, że rząd (chodzi o UNFE) sprzeciwia się zwiększeniu zagranicznego zaangażowania funduszy emerytalnych, co może ma coś wspólnego z patriotyzmem, ale z ekonomią raczej nie. Żyję dość długo, by z goryczą stwierdzić, że w sferze ekonomii argument patriotyczny wytaczany bywa tylko wtedy, gdy ktoś próbuje kogoś oszukać na pieniądzach. W imię patriotyzmu dzisiaj usiłuje się tamować odpływ rodzimego kapitału za granicę, a jutro może wezwie się emerytów, by rezygnowali z emerytur.

Nie miałbym wiele przeciwko podniesieniu dopuszczalnego pułapu zaangażowania kapitału funduszy emerytalnych na zagranicznych rynkach, lecz chodzi mi głównie o to, by na rodzimym rynku nie brakowało spółek budzących zaufanie, a przy tym stwarzających inwestorom realne perspektywy zarobkowe. Ile spółek zasługuje na pozycję w polskim Indeksie Dobrej Reputacji?

Tekst ogłoszony 1 X 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Czytaj także:

2016.06.27 Rating, czyli dawkowanie zaufania
2015.02.17 Widzialna ręka rynku
2005.10.05 Więcej rynku!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *