“…iż Polacy nie martwy, iż swój język mają”

Spółki z indeksu WIG20 bywają często określane mianem blue chips. Dla tych z udziałem państwa wolałbym nazwę blue cheats, tkwią przecież na rozdrożu między rynkiem a polityką.

  • Od trzydziestu lat Polska wytrwale, wbrew licznym przeciwnościom, rozwija rynek kapitałowy;
  • Mamy już dojrzałą giełdę, emitentów, inwestorów, domy maklerskie, analityków, nadzór, kancelarie prawne;
  • Oraz media wyspecjalizowane w tematyce giełdowej: prasę, telewizję, portale internetowe, blogi;
  • Jednak czasem brakuje nam słów, by opisać zjawiska rynkowe – sięgamy wtedy po obcą terminologię, która nie przystaje do lokalnych realiów.

Jedna z firm zajmujących się w internecie edukacją rynkową ogłosiła materiał poświęcony ewolucji pracy rad dyrektorów w pandemii. Przeczytałem, by dowiedzieć się, czy w świecie obraduje się inaczej niż w Polsce: otóż raczej nie. Zaskoczyła mnie natomiast przywołana tam na marginesie kalibracja spółek giełdowych. Za małe (Small cap, mały kapturek) uznano spółki o kapitalizacji mniejszej od 1 miliarda USD (!). Do średnich (Mid cap) zaliczono spółki o kapitalizacji od 1 do 5 mld USD, za duże (Large cap) uznano te o kapitalizacji od 5 do 30 mld USD, a największe (Mega-cap) mają kapitalizację przekraczającą 30 miliardów. Polskiemu inwestorowi może zakręcić się w głowie!

Do tej pory spotykałem się najczęściej ze skromniejszą klasyfikacją. Za najmniejsze spółki, Micro-cap, uznawano te o kapitalizacji od 50 do 300 milionów USD. Small cap obejmował przedział od 300 milionów do 2 miliardów USD. Mid cap to rząd wielkości od 2 do 10 miliardów, wszystkie spółki o kapitalizacji powyżej 10 miliardów zaliczano do Large cap, już bez ich rozwarstwiania.

Tu czas na dwie refleksje. Pierwsza dotyczy polskiego rynku, na którym notowane są spółki o znacznie niższej kapitalizacji. Dzieląc je na kategorie według terminologii anglosaskiej popełnia się nadużycie. Wiele spółek z naszej giełdy nie mieści się w tych przedziałach. Część z nich byłaby uznana za penny stocks. Penny to potoczna nazwa monety o niskim nominale, niekoniecznie angielskiego pensa, także amerykańskiego centa. Często przywołuję wspomnienie ze sklepiku w Baltimore: obok talerzyka kopiato wypełnionego monetami jednocentowymi stał kartonik z napisem: If you need a penny, take one; if you need two, take a job (Jeżeli potrzebujesz grosik, weź sobie; jeżeli potrzebujesz dwa, weź się do pracy). Mądre przesłanie! Termin penny stock wskazuje na niską kapitalizację spółki, nie na niską cenę jednostkową akcji: na anglosaskich giełdach wiele walorów wycenianych jest w pensach lub centach z dokładnością do jednej ósmej najniższej jednostki.

Druga refleksja dotyczy zmian zaszłych w ostatnim czasie: kapitalizacja spółki notowanej na giełdach jest zmienna, nawet jedna transakcja, zwłaszcza duża, może ja wzruszyć. Lecz teraz, w roku 2021, zmiany bywają ogromne i nieprzewidywalne. Spółka zaliczana do danego kapturka może w niedługim czasie przebić sufit swojego przedziału, powędrować wyżej, bądź zapaść się pod podłogę i stracić połowę wartości. Ktoś określi wahania kursów pędzących to w górę, to w dół,  mianem porywającego piękna giełdy, lecz ja już zatęskniłem za małą stabilizacją notowań.

Spółki z indeksu WIG20 bywają często określane mianem blue chips. Dla tych z udziałem państwa wolałbym nazwę blue cheats, tkwią przecież na rozdrożu między rynkiem a polityką. Niestety, nawet giełda jest spółką w pewnym stopniu sterowaną przez państwo, niektórzy zaliczają ją (niesłusznie!) do „instytucji państwowych”. Rodzimy rynek jest wciąż tak odmienny od wielkich rynków współczesnego świata, że opisywanie go przy pomocy terminologii użytej do opisu tamtych rynków prowadzi na manowce poznawcze.

Zresztą tradycyjne znaczenia wielu terminów tracą sens w okresie giełdowej burzy i naporu. W konfrontacji z żywiołem giełd, każdy język okazuje się martwy, niezdolny do wyrażenia istoty rzeczywistości. W teorii termin blue chips (dosłownie: błękitne żetony) odnosi się do największych spółek giełdowych wyróżniających się stabilnością notowań, przeto ich kurs ulega nieznacznym zmianom. Lecz na koniec sesji w dniu, w którym zabrałem się do pisania tego tekstu (w nawale innych zajęć zajęło mi to dni kilka!), notowania dwóch spółek z indeksu WIG20 wzrosły o ponad 10 proc., siedmiu następnych zmieniły się powyżej 2 proc., czterech kolejnych o ponad 1,5 proc. Ani te spółki takie duże, ani stabilne. Zgadzam się jednak na wyróżnik blue: to barwa najdroższego żetonu w kasynie w Monte Carlo. Nigdy tam nie byłem. Bliżej mi na Książęcą.

W oryginale myśl imć Mikołaj Rej brzmi: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Słowo „gęsi” jest tu przymiotnikiem; językiem gęsim, lub gęsiną, określono naonczas łacinę. Zastąpiłem je słowem „martwy”, skoro chodzi o język, który także nie nadąża. 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *