Jak wspierać giełdę, by jej nie zaszkodzić?

Prezydent Rzeczypospolitej wziął udział w obchodach 25-lecia Giełdy Papierów Wartościowych i wygłosił okolicznościową mowę, z której wyłowiłem dwa motywy. Pierwszy to gratulacje dla giełdy za Dobre praktyki spółek notowanych na GPW 2016. Podzielam pogląd, że to osiągnięcie godne jest szacunku głowy państwa. Brawo giełda, brawo matkująca przedsięwzięciu dyr. Agnieszka Gontarek, brawo zespół redakcyjny! Gdyby tak jeszcze Dobre praktyki były stosowane w spółkach z udziałem Skarbu Państwa, gdyby politycy także przyjęli do stosowania zbiór swoich dobrych praktyk – skorzystalibyśmy na tym wszyscy.

B_REIT_bannerDrugi motyw pogadanki prezydenta: należy wspierać giełdę. Zastanawiam się, jak przybrać w konkrety tę całkiem słuszną myśl. Jak powinno postępować państwo, by nie zaszkodzić giełdzie, będącej jego tytułem do chluby? Warto pamiętać, że giełdzie lepiej wiodło się wtedy, kiedy pozostawała poza sferą wpływów polityków. Giełda potrzebuje zaufania, jest ono podstawą gospodarki, osnową tkanki społecznej, ale nasi politycy go nie krzewią. By wesprzeć giełdę, powinni zaniechać szkodzenia gospodarce, wzniecania nastrojów wrogości, judzenia, mącenia w głowach w nadziei, że ciemny lud wszystko kupi. Bieda w tym, że kupuje. Rządzący powinni poskromić zapędy ku demolce obłudnie nazywanej dobrą zmianą.

Po pierwsze, nie należy psuć rynku absurdalnymi interwencjami w działalność spółek giełdowych z udziałem Skarbu Państwa. Przykładem nakłanianie zdrowych spółek energetycznych do zakażenia się od wspieranego przez nie górnictwa węgla kamiennego wirusem destrukcji. Akcjonariusze nie po to inwestowali w Tauron, by spółka trwoniła ich pieniądze w deficytowej kopalni. Inwazja polityki do spółek oznacza gorsze wyniki, niższe dywidendy, odpływ inwestorów.

Po drugie, nie należy demoralizować społeczeństwa powszechną i szkodliwą czystką kadr. Następuje „wymiecenie na czysto” (termin ukuty przez Churchilla zapowiadającego wysiedlenie Niemców z Polski, Czechosłowacji i Węgier, nieprzypadkowo sięgam do wojennej terminologii) członków zarządów i rad nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa i zdominowanych przez PiS samorządów. Nawet jeżeli na miejsce wymiecionych przychodzą kompetentni – a przecież nie zawsze tak bywa! – noszą oni na sobie znamię owoców szkodliwej czystki i zatrutej nią na długo aury.

Po trzecie, nie należy dążyć do likwidacji OFE, dotkniętych już boleśnie poczynaniami Jana Rostowskiego. Fundusze miały swoje za uszami, ale służyły krzewieniu corporate governance w spółkach ze swoim udziałem. Ich likwidacja oznaczałaby faktyczną nacjonalizację licznych spółek ze znaczącym udziałem funduszy, co – biorąc pod uwagę realia – przyniosłoby dramatyczne straty akcjonariuszom tych spółek. Kiedyś pisałem, że nie inwestuję w spółki, w których nie ma funduszy emerytalnych. Dzisiaj z ostrożności nie inwestuję w spółki, w których udziały funduszy są znaczne, ponieważ obawiam się tego, o czym piszę w dwóch powyższych akapitach.

Po czwarte, należy unikać awantur politycznych, dynamizowania sporów, podsycania złych emocji. Napływ inwestycji na warszawską giełdę zależy od perspektyw polskiej gospodarki, a ich najbardziej miarodajnym dla światowych inwestorów wykładnikiem są ratingi nadawane Polsce. Agencje ratingowe biorą pod uwagę nie tylko reputację rynku kapitałowego i zakres stosowania wspomnianych Dobrych praktyk spółek notowanych na GPW, także klimat polityczny. Kto burzy trójpodział władz, szkodzi rynkowi kapitałowemu, dewastuje giełdę, ponieważ sądy są nie tylko ostoją Rzeczypospolitej, także gwarancją poszanowania praw inwestorów w ewentualnym sporze z administracją.

Kiedy powstawała warszawska giełda, zakładano jej rychłą prywatyzację, mówiono o dwóch latach, ale czas płynął, dwuletni horyzont przesuwał się, oddalał. GPW została upubliczniona, jest notowana na własnym parkiecie, ale nie przestała być spółką państwową, w której akcjonariusze inni niż Skarb Państwa mają niewiele do powiedzenia. Lecz kto wie, jaki obrót przybrałaby sytuacja, gdyby giełdę rzeczywiście sprywatyzowano. Czy dokonałaby ekspansji na ościenne rynki? Czy zostałaby już przejęta przez większą konkurentkę? Jedno jest pewne: przyszłość GPW zależy przede wszystkim od koniunktury na rynkach. Hossa potrafi zamroczyć najbardziej rozważnych inwestorów, bessa ma wielkie oczy, wszędzie dostrzeże zagrożenia. A tych wokół warszawskiej giełdy nie brakuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *