KNF, czyli Hitchcock po polsku

Nieopodal polskiego rynku kapitałowego usiłują przywołać ducha niezapomnianego Pana Alfreda, ale zapomnieli, że nie kręcił on komedii!

Wszyscy znamy receptę Mistrza na sukces: utrzymać zainteresowanych w potęgującym się napięciu. Żartowano, że Hitchcock otwiera intrygę kataklizmem, a później stopniuje grozę. Jego śladami podąża Komisja Nadzoru Finansowego pisząc swoje zajmujące scenariusze. Przeto najpierw wzbraniano się mocno przed zatwierdzeniem Sławomira Lachowskiego na prezesurze FM Banku. Rodziło to emocje, szalone domysły, maleńki bank rozkołysał wyobraźnię rynku: jakież to mroczne sekrety skrywa za pazuchą pan Sławomir, jakież ryzyko czai się i kłębi w jego uskrzydlonej wyobraźni, że organ administracji w pełnym majestacie państwa prawa tak długo dawał mu odpór? Aż tu zwrot akcji, całkiem niespodziany: KNF złagodniała, zatwierdziła pana Sławomira. Lecz cóż to? – widać decyzję powzięto w rozkroku, skoro przewodniczący i jeden z jego zastępców nieustępliwie głosowali przeciw. Na darmo kładli się pod drzwi Rejtanem, drugi z zastępców głosował z większością, w zespole nastąpił rozłam. Kamera pokazuje tajemniczą grę cieni na ścianie. Cięcie.

Retrospekcja: Komisja nie zawsze głosuje jednomyślnie. Różnice zdań nie są rzadkie. To dodaje akcji niezbędnej dramaturgii. Oto dowódca i jego przyboczny już osiodłali konie, już wyruszali na bój, na bój, gnać precz Małego Rycerza, gdy niepokorni towarzysze broni odtrąbili odwrót. Takiej sekwencji zdarzeń nikt się nie spodziewał. Publiczność przygryza palce.

Napięcie stale narasta. Trwa przecież kolejna przerwa w obradach walnego zgromadzenia warszawskiej GPW. Pod koniec czerwca wybrano nowego prezesa i ogłoszono przerwę w oczekiwaniu na udzielenie mu przez Komisję przyzwolenia na objęcie stanowiska. Publiczność przypuszczała, że to formalność, wszak elekt nie jest osobą nieznaną, dał się poznać z różnych stron, i jako urzędnik państwowy, i jako człowiek rynku. I tu znienacka nastąpił zwrot akcji: zgody nie udzielono w oczekiwanym terminie, trzeba było walne zgromadzenie odroczyć po raz wtóry, lecz nie można go odraczać w nieskończoność. Spoza kadru głos lektora informuje struchlałą publiczność, że przerwy w zgromadzeniu nie mogą łącznie trwać dłużej niż trzydzieści dni. Czyli Komisja ma czas tylko do 24 lipca! Wiatr obraca kartki kalendarza. Cięcie.

Po klapsie chwila oddechu: Komisja zbierze się już 22 lipca, zapewne wtedy wyda oczekiwaną zgodę. Jak grom spada na nas wieść, że zajęto się czymś zgoła innym. Komisja okazała jednomyślność i urodziła instrukcję służbową dla podmiotów nadzorowanych, jak mają postępować, by zadowolić nadzorcę. Ów kwit powstawał długo, podobno był gotowy miesiąc wcześniej, lecz Hitchcock czarował tym właśnie, że nigdy widz nie wiedział, co nastąpi w kolejnym ujęciu. A skoro chwalono (bo uchwalono) instrukcję, nie było czasu, by zająć się nieszczęsnym elektem giełdy. Niech poczeka w niepewności, a nuż lustratorzy znajdą coś na niego w pożółkłej ze starości dokumentacji nieistniejącego już domu maklerskiego. Należał on – uwaga! – do Banku Staropolskiego, jest to nazwa niepomiernie akustyczna, kiedy ten bank upadał, nie było jeszcze Komisji ani jej poprzedniczki, i nie byłoby ich może, gdyby bank właśnie nie upadł. A upadł z hukiem, bęc! Lecz co ma piernik do wiatraka? To mianowicie ma, że piernikiem był na starość Alfred Hitchcock, a Komisja jest wiatrakiem zwolna mielącym regulacje rynku. Wiatrakiem osobliwym, który kręci się pod wiatr. Cięcie!

Zaś aspekt komediowy omawianej sekwencji wydarzeń polega na tym, że objaśnienia znaczeń terminologii, z jakiej sklecono wspomnianą instrukcję urzędową dla podmiotów nadzorowanych, nazwaną dla niepoznaki zbiorem zasad ładu korporacyjnego, mógłby najlepiej dokonać Humpty Dumpty z „Alicji po drugiej stronie lustra”. Twierdził on otóż, że słowa mają dokładnie takie znaczenie, jakie on pragnie im nadać. Po tamtej stronie lustra było to możliwe. Po tej stronie unikajmy dwuznaczności, wszak gramy o pieniądze.

Przypisek autora: proszę zwrócić uwagę, że nie zakwalifikowałem tego tekstu do działu FACECJE, ponieważ sprawa jest poważna. Chodzi o GOVERNANCE. O jakość władztwa. Tym razem nie w spółce, a w państwie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *