Kryterium prawdy [2002]

Brak przejrzystości w spółkach sprzyja wyciekaniu z nich pieniędzy. Często bywają to pieniądze banku!

Polski system bankowy stoi przed wielkim wyzwaniem. Banki powinny wypracować narzędzia badania corporate governance (czyli porządku korporacyjnego) swoich kredytobiorców. Im lepszy ów porządek, tym niższe ryzyko banku. I odwrotnie: spółki nieprzejrzyste, gdzie kompetencje organów bywają zagmatwane, gdzie rozmywa się odpowiedzialność, gdzie polityka ma prymat nad ekonomią i prawem, rodzą szczególnie wysokie ryzyko kredytowe. Jeżeli kredytobiorca nie spełnia podstawowych rygorów corporate governance, lepiej nie pożyczać mu pieniędzy.

Kiedy wybuchła afera związana ze stocznią szczecińską, rzecznik jednego z banków rozpraszał wątpliwości argumentem, że przecież siedem banków nie mogło się pomylić (podobnie twierdził trener reprezentacji piłkarskiej: wszak aż jedenastu zawodników nie mogło zagrać źle). Lecz wiara w zbiorową mądrość systemu bankowego nie znajduje pokrycia w bilansach. Straty są rezultatem kredytowania na ślepo, bez prześwietlenia dłużnika przez pryzmat corporate governance. Zdumiewa, jak wnikliwie potrafią banki prześwietlać klientów indywidualnych – i jak nonszalancko pożyczają klientom korporacyjnym.

Banki pożyczały podmiotowi mającemu niejasną strukturę, zresztą zapewne gmatwaną celowo; nieprzejrzystemu, bo brak przejrzystości ułatwia wyciek strumieni pieniężnych. Nie miały rozeznania w stanie spraw holdingu stoczniowego, ale kierowały się opinią biegłego rewidenta, który nie widział problemu. Rzecz w tym, że łatwiej podgotować księgi, niż wyczarować z niczego standardy corporate governance. Rewident oczywiście zagląda tylko do ksiąg. Czy teraz banki zdecydują się zaskarżyć rewidenta? Jaki byłby wynik takiej sprawy?

Corporate governance to czytelne, spolegliwe stosunki i wewnątrz spółki, czyli między jej organami, i między spółką a jej otoczeniem rynkowym i społecznym. Brak przejrzystości i spolegliwości tak w spółkach, jak w stosunkach między spółkami a ich otoczeniem tamuje rozwój rynku (ponieważ spółki nie są dłużej w stanie pozyskiwać na nim kapitału) i rujnuje atrakcyjność kraju w oczach zagranicznych inwestorów. Współcześnie kapitał najwyżej ceni corporate governance, nierzadko dając mu prymat nawet nad wynikiem finansowym. Wynik jest bowiem zjawiskiem przejściowym, podatnym na kaprysy koniunktury. Porządek korporacyjny bywa zjawiskiem trwalszym. Zresztą wynik nie zakorzeniony w porządku korporacyjnym nie budzi zaufania.

Im więcej banki poświęcą uwagi zbadaniu corporate governance swoich klientów instytucjonalnych, tym większe będą korzyści banków i gospodarki. Banków, ponieważ trafniej szacując wiarygodność potencjalnego klienta, pomnożą swoje zyski i zwiększą konkurencyjność. Gospodarki, bowiem kiedy banki wreszcie zaczną badać stan porządku korporacyjnego wśród swojej klienteli – wymuszą jego poprawę.

Zapewne inwestorzy finansowi: fundusze inwestycyjne i emerytalne, także z czasem będą uzależniać inwestowanie w spółkę od spełnienia coraz wyższych wymagań. Gdyby już wcześniej zdecydowały się wiązać swoje inwestycje ze stanem corporate governance, uniknęłyby dotkliwych strat. Wystarczy wyliczyć efekty, jakie przyniosły funduszom inwestycje w modne kiedyś akcje Netii lub Elektrimu. Sytuacja inwestorów finansowych jest z pozoru trudniejsza, niż banków, ponieważ banki mogą odmawiać kredytowania podmiotów o wątpliwej reputacji. Fundusze inwestujące w akcje lokalnych spółek nie mogą wiele grymasić, bo spółek na parkiecie jest niewiele, a tych z reputacją tylko kilka. Fundusze emerytalne są skazane na lokalny rynek, gdzie mogą głównie stracić. Gdyby bowiem kiedyś chciały zbyć nagromadzone już akcje – okaże się, że całkiem nie ma komu.

Ale, po prawdzie, ani fundusze inwestycyjne, ani emerytalne, nie przykładają się wiele do poprawy stanu corporate governance na polskim rynku. Zamiast zawiązać trwałą konfederację w tym celu, co najwyżej skrzykują watahy, ruszające na doraźne ekspedycje w obronie praw mniejszości (Stomil Olsztyn, ING BSK, Mostostal Export, &c.), lecz chodzi im wtedy o prawo do wyjścia z inwestycji na korzystniejszych warunkach, a nie o trwałą poprawę stanu porządku korporacyjnego. Stawką takiej rozgrywki bywają raczej dwa złote dzisiaj, niż dziesięć złotych pojutrze. Nikt już nie kwestionuje, że corporate governance kreuje wartość spółki, ale nie wszyscy wiedzą, na czym tak naprawdę to polega. Corporate governance nie jest pozycją bilansu, lecz w dłuższym czasie waży na bilansie. Banki powinny przeto wypracować kryterium oceny corporate governance swoich partnerów i kredytobiorców. Kryterium prawdy. Najlepiej, jeżeli pierwsze ćwiczenia z corporate governance przeprowadzą na sobie samych. Otóż polskie banki wcale nie są ostojami najlepszej praktyki. Jest to temat na odrębny tekst. Napiszę go z przykrością.

Tekst ogłoszony 20 sierpnia 2002 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *