Kuchenne schody do rady [2002]

W wielu zachodnich spółkach nadzór pochodzi głównie z kooptacji. Polskie prawo także dopuszcza kooptację jako metodę kształtowania lub uzupełniania składu rady nadzorczej. Wystarczy, by spółka spełniła jedyny warunek, czyli przewidziała w statucie taki sposób powoływania członków rady. Dopuszczalne jest nawet wyłączenie wszystkich pozostałych trybów powoływania do rady nadzorczej (z wyjątkiem wyboru w drodze głosowania oddzielnymi grupami). Lecz kooptacja do rady wcale nie jest w Polsce popularna. Owszem, bywa ona dopuszczana w statutach wielu spółek, ale najczęściej w ograniczonym zakresie, jako metoda doraźnego wypełniania wakatów w radzie nadzorczej, obwarowana różnymi warunkami i obostrzeniami. Oto najważniejsze.

Po pierwsze, statuty wielu spółek wyznaczają limit dokooptowanych członków rady, liczbowy (np. w jednej kadencji rada może dokooptować nie więcej, niż trzech członków) lub procentowy (np. liczba dokooptowanych nie może przekroczyć połowy składu rady).

Po drugie, statuty wielu spółek zastrzegają, że kadencja dokooptowanego wygasa jednocześnie z kadencją pozostałych członków rady. Wchodzi on więc do rady na krócej, jak piłkarz wprowadzany na boisko z ławki rezerwowych w trakcie meczu, czasem nawet pod sam jego koniec. Kiedyś rozważałem podjęcie prywatnej krucjaty przeciwko utartej w Polsce, a przecież wątpliwej zasadzie, iż kadencja wszystkich członków rady wygasa równocześnie. Nietrudno byłoby wykazać, że takie rozwiązanie nie daje żadnych korzyści. Odłożyłem ów pomysł na półkę, kiedy stwierdziłem, że członkowie rad i tak rzadko dosługują w nich do końca swoich kadencji, albowiem polskie rady są jak drzwi obrotowe: ktoś do nich wchodzi, pokręci się i wychodzi (albo wylatuje).

Po trzecie, w niektórych spółkach nie każdy wakat w radzie można wypełnić przez kooptację, a tylko taki, który powstał w następstwie ustąpienia z rady (czyli rezygnacji), lub ‘zaprzestania przez członka rady nadzorczej działalności z przyczyn losowych przed upływem kadencji’. Polskie prawo zna tylko jedną losową przyczynę wygaśnięcia mandatu – śmierć osoby piastującej go, co rzeczywiście oznacza zaprzestanie przez nią działalności. Mandatów wygaszonych wskutek odwołania z rady nadzorczej nie można w takich przypadkach obsadzać przez kooptację.

Po czwarte, w skrajnych przypadkach rada nadzorcza może dokonać kooptacji jedynie kandydata wskazanego przez tego samego akcjonariusza, który wcześniej zgłosił kandydaturę jego poprzednika. Miejsce w radzie jest w takim przypadku przylepione do akcjonariusza, który mógłby obsadzać je sam, bez pośrednictwa rady, gdyby statut mu na to przyzwolił.

Po piąte, statuty wielu spółek obwarowują kooptację zastrzeżeniem, że członek rady nadzorczej dokooptowany przez nią podlega zatwierdzeniu przez najbliższe walne zgromadzenie. Czasem statut przewiduje, że w razie odmowy zatwierdzenia członka rady dokooptowanego przez nią, walne zgromadzenie samo dokona wyboru nowego członka rady nadzorczej w miejsce osoby, której powołania nie zatwierdzono.

Katalog tych ograniczeń świadczy, że w polskich warunkach kooptacja jest gorszym sposobem nabycia członkostwa w radzie nadzorczej i przypomina wślizgnięcie się do salonu przez kuchenne schody, te dla służby i dostawców. Stosunek do kooptacji członków przez radę nadzorczą jest miarą zaufania akcjonariuszy do nadzoru. Najwidoczniej walne zgromadzenia pragną same decydować o składzie rad nadzorczych. Akcjonariusze nie chcą w radach osób nie przez nich namaszczonych. Członek rady pochodzący z kooptacji może okazać się przecież niezależnym wobec inwestorów. Dla osób niezależnych, kierujących się nadrzędnym dobrem spółki, nie ma jeszcze w polskich radach miejsca. Albo wciąż jest go niewiele.

Wymóg zatwierdzania przez walne zgromadzenie kooptacji dokonanych przez radę nadzorczą jest przeto niebezpieczny. Przesłanką nabycia członkostwa w radzie nadzorczej, czyli prawa do uczestniczenia w jej pracach z głosem stanowiącym, oraz związanej z tym odpowiedzialności, jest bowiem akt kooptacji, a nie jej zatwierdzenie. Wpis członka rady nadzorczej do rejestru następuje na podstawie kooptacji, a nie dopiero po jej zatwierdzeniu. Odmowa zatwierdzenia kooptacji przez walne zgromadzenie jest bliższa odwołaniu z rady nadzorczej, niż unieważnieniu kooptacji i jej skutków prawnych. Uchwały powzięte przez radę z udziałem dokooptowanego nie będą więc dotknięte wadliwością, a jego odpowiedzialność nie będzie uchylona.

Nic złego się nie stanie, jeżeli statut spółki w ogóle nie dopuści kooptacji do rady nadzorczej, albo dopuści ją pod różnymi warunkami i ograniczeniami. Uważam jednak, że wymóg zatwierdzania dokooptowanych przez walne zgromadzenie zgoła niczemu nie służy i może tylko spowodować zamęt, gdyż podważa wiarygodność spółki i godzi w pewność obrotu.

Artykuł został ogłoszony 3 czerwca 2002 r. w Magazynie Finansowym, poniedziałkowym wydaniu dziennika Prawo i Gospodarka.

CZYTAJ TAKŻE:
2013.04.25 Pochwała kooptacji
2003.02.03 Kooptacja, umiar i ryzyko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *