Magia nauki

Magia i nauka to pojęcia przeciwstawne, lecz czasem mylone. Ulegamy otóż magii badań naukowych – i chociaż nie potrafimy odczytać ich wyników, przywołujemy je po to, by podeprzeć nimi wygodą tezę. Takie wrażenie odniosłem na seminarium PID na temat kobiet w radach nadzorczych. Uczestnicy osiągnęli porozumienie w kilka kwestiach: za mało mamy kobiet w zarządach i radach nadzorczych – czyli nie wykorzystujemy należycie wielkiej puli talentów – zwłaszcza, że to kobiety są współcześnie lepiej wykształcone – unijne parytety (procentowe kwoty udziału kobiet w radach) nie rozwiążą tego problemu – ale całkiem nie mamy pomysłu, jak rozwiązać go innymi sposobami.

Do nieporozumień doszło na tle interpretacji wyników badań naukowych. Nie brakło głosów kategorycznych: badania wykazują niezbicie, ponad wszelkie wątpliwości, że spółki z większym udziałem kobiet w radzie dyrektorów osiągają lepsze wyniki, basta! Dr Leszek Bohdanowicz z Uniwersytetu Łódzkiego, który sam prowadził badania nad udziałem kobiet w radach (publikował m.in. w Przeglądzie Corporate Governance) łagodnie oponował: owszem, zna te badania, lecz ich wyniki nie są „konkluzywne”, czyli na ich podstawie nie można jeszcze snuć wniosków. Albowiem – dodam od siebie – nie wiemy, czy jajko było wcześniej, czy też kura, czy to udział kobiet w radzie tak napompował wyniki badanych spółek, czy też kobiety trafiły do rad akurat tych spółek, które osiągają najlepsze wyniki, a potrzebują tego, co udział kobiet w radzie im zapewni: różnorodności postaw, doświadczeń, poglądów.

Kłopot z wynikami badań empirycznych jest taki, że należy traktować je z rozwagą, natomiast często są one wykorzystywane jako fundamenty tez ideologicznych. Istnieją na przykład poglądy, że inwestorzy są skłonni płacić więcej, i to sporo, za akcje spółek reprezentujących corporate governance. Jako podpórka tej tezy powoływane są wyniki badań poważnych firm konsultingowych albo katedr uniwersyteckich. Nie mam nic przeciwko by inwestorzy płacili za akcje, ile tylko zapragną zapłacić, ale nie wierzę, by płacili więcej wtedy, gdy nie muszą.

W roku 2012 ukazał się podręcznik akademicki „Zarządzanie wartością spółki kapitałowej” pod redakcją Jana Krzysztofa Bieleckiego (tak, tego JKB) i prof. Leszka Pawłowicza. Zamieściłem tam rozdział „Corporate governance a zarządzanie wartością”, w którym obśmiałem badania mające dowieść, że w Polsce inwestorzy skłonni byli płacić o 23% [!!] więcej za akcje spółek spełniających proste warunki: większość członków rady dyrektorów pochodzi spoza spółki (my mamy rady nadzorcze, więc ogromna większość spółek z GPW spełnia ten warunek), członkowie rady są materialnie zaangażowani w akcje spółki, istotna część wynagrodzeń członków zarządu i rady związana jest z akcjami, spółka stosuje formalną ocenę członków organów. Wniosek: inwestorzy zaoszczędzili blisko jedną czwartą kapitału przeznaczonego na zakup polskich akcji, ponieważ w owym czasie żadna z notowanych w Polsce spółek nie spełniała ich oczekiwać, a przeważająca większość nie spełnia ich i dzisiaj.

Corporate governance to materia delikatna. Traktuje ona o najwyższej wartości na rynku, o zaufaniu. Nie da się go wyważyć, wyliczyć miarką, wyrazić liczbami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *