Między celebrą a wartością [2010]

Propozycje Rady Gospodarczej zmierzają ku zwiększeniu roli rad nadzorczych w spółkach z udziałem Skarbu Państwa, a jednym ze środków służących temu celowi ma być umocnienie pozycji przewodniczącego rady. W rzeczy samej, jego uprawnienia są w świetle prawa skromniutkie: zwołuje on posiedzenia rady (ale jeżeli tego nie uczyni, radę może zwołać też ktoś inny) i przewodniczy im; statuty niektórych spółek przyznają mu także głos rozstrzygający w przypadku równości głosów. I to wszystko. Więcej celebry niż uprawnień – oraz związanej z nimi odpowiedzialności.

Lecz za kurtyną prawa bywa różnie. Przewodniczący nie zawsze sprawuje przywództwo w radzie, ale często okazuje się rozjemcą, arbitrem, sprawnym organizatorem pracy rady. To w znacznym stopniu od niego zależy, czy rada nadzorcza dokona okresowych samoocen swojej pracy, oraz czy będą to samooceny rzetelne i krytyczne, czy pobieżne lub zgoła fałszywe. To on koordynuje pracę i sprawozdawczość komitetów rady i jej członków delegowanych do indywidualnego pełnienia czynności nadzorczych. Tylko on może reprezentować radę wobec pracowników i inwestorów. Jeżeli radzie przysługuje prawo kooptowania członków, przewodniczący ma znaczny wpływ na to, kto zostanie dokooptowany.

Słuszne jest założenie, że reformę rad nadzorczych trzeba zacząć od powołania na ich przewodniczących osób dużego formatu i wysokich kompetencji. Do tej pory polityka Skarbu Państwa wobec przewodniczących rad nadzorczych spółek z jego domeny obarczona bywa trzema podstawowymi błędami. Pierwszy nazywam syndromem drzwi obrotowych. Przewodniczący wchodzi do rady, rozgląda się, dopiero poznaje swój warsztat pracy – i czasem zaraz wychodzi, bo właśnie go odwołują. Bo zmienił się minister. Bo kogoś innego poleca rządząca koalicja. Bo okazało się, wcale nierzadko, że w drzwi obrotowe wepchnięto kogoś bez kompetencji (chociaż dla Skarbu Państwa nie one są najważniejsze).

Drugi błąd to powierzanie przewodnictwa rad nadzorczych urzędnikom. Sam wspominam urzędników pozytywnie; ci, z którymi pracowałem w radach, byli kompetentni i sumienni. Lecz pracownicy resortu nie sprawdzają się w roli przewodniczących rad. To jest stanowisko biznesowe, polityka jedynie mu szkodzi. Urzędnik, nawet wybitny, zawsze będzie dla rynku kimś obcym. Inwestorzy potraktują go z rezerwą. Zresztą on sam dla spółki nie będzie miał dość czasu.

Trzecie przewinienie to niechęć resortu do lwów, sympatia dla zajęcy. Z silnych osobowości, ludzi z autorytetem, Skarb Państwa korzysta mniej chętnie. Lepsi są posłuszni wykonawcy planów zrodzonych za biurkiem. Przewodniczący rady nadzorczej może przysparzać spółce zaufania rynku, wartości w oczach inwestorów. W niektórych spółkach z udziałem Skarbu Państwa ta funkcja jest już obsadzona należycie. Warto utrzymać ten kurs.

Tekst został ogłoszony 24 VII 2010 r. w Gazecie Giełdy PARKIET

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *