Między przepisem a praktyką

Często spotykam się z poglądem, że władztwo w spółce akcyjnej jest prostym odzwierciedleniem układu właścicielskiego: masz tyle do powiedzenia, ile masz akcji w portfelu. Otóż sprawa nie jest taka prosta, o czym najlepiej świadczy instytucja uprawnień osobistych. Może się bowiem zdarzyć, że spółka wyróżni jednego lub kilku akcjonariuszy przyznając im uprawnienia, jakie nie przysługują innym akcjonariuszom, nawet dysponującym większą ilością akcji. Przytoczę tu odpowiedni przepis Ksh:

„Art. 354. § 1. Statut może przyznać indywidualnie oznaczonemu akcjonariuszowi osobiste uprawnienia. W szczególności mogą one dotyczyć prawa powoływania lub odwoływania członków zarządu, rady nadzorczej lub prawa do otrzymywania oznaczonych świadczeń od spółki”.

Na papierze wszystko jest klarowne. Osobiste uprawnienia mogą płynąć tylko ze statutu, nie z umów inwestycyjnych, uchwał rady walnego zgromadzenia, rady nadzorczej, zarządu, względnie innego źródła. Mogą one zostać przypisane wyłącznie akcjonariuszom. Są to uprawnienia osobiste, czyli nie mają one charakteru zbywalnego, nie przechodzą także na następców prawnych uposażonego. Akcjonariusz, któremu statut spółki przyznaje osobiste uprawnienia, powinien być przez ten statut oznaczony indywidualnie, imieniem i nazwiskiem albo firmą, czyli w sposób wykluczający pomyłkę lub wątpliwości co do osoby (fizycznej lub prawnej), której uprawnienie przysługuje. Wspomniane uprawnienia nie są bowiem przywiązane do akcji, a do akcjonariusza, który utraci je z chwilą utraty statusu akcjonariusza. Inna sprawa, że uposażony akcjonariusz może nie korzystać z przysługujących mu uprawnień, bądź nieodwracalnie zrzec się ich.

Ustawa nie zawiera zamkniętego katalogu uprawnień osobistych, wymienia jedynie prawo powoływania lub odwoływania członka (członków) organu (organów: zarządu, rady nadzorczej) spółki i prawo otrzymywania od spółki oznaczonych świadczeń (pieniężnych lub w naturze). Najczęściej statuty dają uposażonym akcjonariuszom prawo powoływania i odwoływania członka /członków zarządu i/lub rady nadzorczej, bądź przewodniczącego rady. Niekiedy uposażony powołuje sam siebie. Tytułem przykładu można przytoczyć postanowienie statutu Prokom Software: „Przewodniczącego rady nadzorczej wyznacza Ryszard Krauze”. Nic nie stało na przeszkodzie, by uprawniony podmiot Ryszard Krauze wyznaczył na przewodniczącego rady nadzorczej tegoż Ryszarda Krauze, co też miało miejsce.

Przepis jest przeto jasny, ale praktyka bywa rozmaita. Niekiedy osobiście uprawniony nie jest indywidualnie oznaczony. Już przed kilkunastu laty oponowałem przeciwko postanowieniom statutów wyposażających w uprawnienia osobiste „akcjonariuszy posiadających akcje serii A”. To nie jest indywidualne oznaczenie osobiście uprawnionego akcjonariusza. Do tego przypadku powrócę zresztą poniżej. Podobny przykład znajduję w statucie innej spółki: „Dwóch członków rady nadzorczej, w tym przewodniczącego, powołują i odwołują w głosowaniu na walnym zgromadzeniu akcjonariusze posiadający w spółce akcje imienne. Powoływanie i odwoływanie następuje bezwzględną większością głosów wynikających z akcji imiennych”. Posiadanie akcji imiennych nie jest moim zdaniem indywidualnym wyróżnikiem.

Zdarza się, że statut spółki przyznaje akcjonariuszowi (inna sprawa, że niewłaściwie oznaczonemu) osobiste uprawnienie niezgodne z prawem i naturą spółki akcyjnej. Z owej natury wynika, że środkami spółki dysponować może wyłącznie ona sama działając przez uprawnione do tego organy, a nie poszczególni akcjonariusze. Otóż wspomniani powyżej akcjonariusze posiadający akcje serii A nie tylko są uprawnieni do wskazywania przewodniczącego rady nadzorczej (spośród osób wybranych do niej przez walne zgromadzenie), lecz także do określania jego wynagrodzenia. Gdyby ustalali oni owo wynagrodzenie ze środków wypłacanych z własnej szkatuły, nie protestowałbym. Każdemu wolno dysponować swoimi pieniędzmi na rzecz innych. Lecz tu chodzi o bezprawne dysponowanie przez wadliwie oznaczonego akcjonariusza środkami spółki.

Ciekawostka: już w roku 2000 wskazywałem, że takie same wadliwe przepisy znalazły się w statutach konkurujących spółek, widać obsługiwanych przez te samą kancelarię. Tylko jedna z tych spółek przetrwała na giełdzie do dzisiaj, ze wspomnianymi błędami w statucie. Lecz statutów nie czytają inwestorzy, nawet instytucjonalni; nie czytają banki kredytujące, ani giełda, ani KNF. Ale dopóki pióro mi nie uschnie, będę piętnował błędy statutowe, a także ich autorów. Może powinienem ich indywidualnie oznaczać, by wreszcie zrozumieli, o co chodzi w omawianym przepisie?

Czytaj także:
2002.07.15 Wynagrodzenie rady
2002.07.22 Z własnej szkatuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *