Między wynikiem a reputacją [2001]

Spółka powinna odsłonić nie tylko wynik, czyli przeszłość – także strategię, czyli przyszłość.

W raporcie rocznym spółki liczy się zwłaszcza jej wynik i jego wiarygodność, stąd zasłużona Fundacja Rozwoju Rachunkowości nagradza spółki publiczne za jakość sprawozdań finansowych. Niedawno ogłoszono trzecią edycję nagród. Prasa w większości przemilczała temat, a przecież werdykt jury jest ważną informacją, skoro z jakości sprawozdań można wnioskować o jakości rynku. Wśród banków nagrodzono (po raz drugi z rzędu) Bank Pekao, przed BRE i Bankiem Śląskim. Wśród spółek produkcyjnych, handlowych i usługowych nagrodzono PKN Orlen, KGHM i Impexmetal. Laureatom szczerze gratuluję. Animatorom nagród zazdroszczę świetnego pomysłu. Na marginesie poruszę trzy sprawy: dostępność raportów spółek, zawartość tych raportów i wiarygodność opinii biegłego rewidenta.

Otóż raporty roczne polskich spółek nie są powszechnie dostępne. Nie mamy jeszcze klubów inwestora, rozsyłających raporty (w postaci broszur lub dysków) zainteresowanym. Dzięki takim klubom otrzymuję raporty kilkuset spółek z pierwszej światowej ligi. Raporty polskich spółek można zdobyć uczestnicząc w walnych zgromadzeniach lub wymiatając kąty u maklera: w stosach makulatury w punktach obsługi klienta czasem wygrzebie się raport nawet sprzed kilku lat. Niestety, nie wszystkie spółki publiczne wydają raporty roczne. Te, które żałują pieniędzy na publikację raportu, zostaną zapomniane i mogą wypaść z rynku. Nie utarł się też jeszcze w Polsce zwyczaj ogłaszania przez spółki raportów na witrynie www. O tym, jak można wykorzystać witrynę internetową zarówno w interesie klientów, jak inwestorów, dobrze świadczy przykład PZU. Klient zyskuje przez witrynę dostęp nawet do tekstów ogólnych warunków ubezpieczeń; inwestor może korzystać z raportów za lata 1997 – 2000. Brawo!

Rdzeniem raportu rocznego jest sprawozdanie finansowe spółki. Raport niesie także inne treści. Nierzadko są one miałkie. List prezesa zarządu do akcjonariuszy z zasady nie zawiera niczego konkretnego. Rady nadzorcze w raportach najczęściej nie występują. Nawet z raportu giełdy nie wynika, co rada myśli, jeżeli w ogóle. Jest to zły przykład dla rynku. Na wielu rynkach ocenia się spółki m.in. po klasie posłania, z jakim przewodniczący rady występuje do akcjonariatu. Wszędzie liczą się przejrzyste informacje na temat strategii spółki.

Na rynkach, które przyjęły zasady dobrej praktyki, spółka spowiada się w raporcie rocznym, jakie zasady zaakceptowała i czy kieruje się nimi, bądź czy – w niektórych dziedzinach – odstąpiła od dobrej praktyki, a jeżeli odstąpiła, to dlaczego. Spółki wolą postępować należycie, niż stracić reputację, ponieważ od reputacji w oczach opinii publicznej zależy wartość spółki. Na rozwiniętych rynkach reputacja liczy się nie mniej, niż wynik. Wynik jest tylko przeszłością, a reputacja – projekcją przyszłych wyników spółki.

Jesteśmy zapóźnieni. Polskie spółki jeszcze nie potrafią komunikować się ze swoim otoczeniem. Zamiast informować – mydlą oczy. Nie ułatwiamy im zresztą zadania, bo prace nad zasadami dobrej praktyki spółek ślimaczą się niesłychanie. Ujawnię, że powszechną aprobatę zyskały projekty zasad, iż każda spółka publiczna ogłasza raport roczny, a raport zawiera zwięzłą, firmowaną przez radę nadzorczą, przeto niezależną od zarządu, ocenę sytuacji spółki. Liczby nie pokażą całej prawdy o położeniu spółki. Ważniejsze jest odsłonięcie założeń jej strategii.

Dobra praktyka powinna objąć nie tylko spółki, także ich rewidentów. Tym więcej od nich zależy, im bardziej nalegamy na przejrzystość spółek, czystość rynku. Czy są oni rzetelni, bezstronni? Standardy rzetelności rewidenta są niemniej ważne od stosowanych przez spółkę standardów rachunkowości. Przeciwko domniemaniu bezstronności biegłych rewidentów przemawiają awantury dotyczące wyboru rewidenta do spraw szczególnych. Jeżeli między zarządem a grupą inwestorów dochodzi do sporu w kwestii, kto ma dokonać rewizji – rodzi się supozycja, że od tego, kto ją przeprowadzi, zależy wynik rewizji. Kiedy strona w konflikcie zabiega o powierzenie rewizji swojemu kandydatowi, naznacza kandydata niezmywalnym piętnem stronniczości.

Biegły rewident porusza się między wynikiem a reputacją badanej przezeń spółki. Ręcząc przed rynkiem za wynik, za jego prawidłowe wyliczenie, współtworzy jej reputację. Wcześniej powinien zarobić na swoją. Jeżeli biegły rewident zostanie naznaczony piętnem stronniczości w jednej sprawie, czy w innej sprawie może uchodzić za bezstronnego? Szef takiej firmy audytorskiej żąda w tytule artykułu na temat raportów rocznych: „Raport musi być użyteczny dla audytora”. Myślałem, że raport ma być użyteczny dla rynku, zaś audytor i dla rynku, i dla spółki. Tabakiera jest przecież dla nosa, nie na odwrót.

Tekst ogłoszony 22 X 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Czytaj także:
2013.09.15 Mniejszość w spółce, czyli kłopot
2003.07.21 Kultura raportu rocznego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *