Na rynku własność prywatna jest znacznie cenniejsza od państwowej

  • W umysłach wielu Polaków zdołano zakorzenić przekonanie, jakoby prywatyzacja była trawiącą gospodarkę plagą, złodziejstwem i nieszczęściem;
  • Prywatyzacji przeciwstawia się zalety własności państwowej – dziedzictwa zarządzanego uczciwie i kompetentnie we wspólnym interesie społeczeństwa;
  • Wszak państwo wie wszystko lepiej, jest sprawne i sprawiedliwe, o czym świadczy hojny rozdział wspólnych dóbr między potrzebujących;
  • Te brednie rozgłasza się w kraju, który jeszcze niedawno boleśnie doświadczał skutków rzekomo dobroczynnej wszechobecności państwa w gospodarce.

W procesie prywatyzacji nie uniknięto błędów. Zapewne największym z nich był program Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, tworzony na przekór wszelkim standardom corporate governance. Współczesna polityka gospodarcza, zmierzająca ku skupieniu w rękach państwa władzy nad licznymi podmiotami działającymi na rynku, także lekceważy podstawowe standardy corporate governance i niczego dobrego nie wróży. Oto kilka jej największych wad.

  1. Brak poszanowania akcjonariuszy innych niż Skarb Państwa w spółkach z jego udziałem. Pojęcie „spółek z udziałem Skarbu Państwa” zostało zastąpione, nie tylko przez polityków, także przez niekompetentne media, wymownym skrótem: „spółki Skarbu Państwa”. Nieważne, że w tych spółkach są, obok państwa, także inni akcjonariusze, zaproszeni do udziału w nich w procesie częściowej prywatyzacji (także pod fałszywym szyldem „Akcjonariatu Obywatelskiego”); nieważne, że w niektórych ważnych spółkach większość udziałów należy do inwestorów innych niż Skarb Państwa – reszta akcjonariatu nie liczy się w praktyce. Państwo nie konsultuje swoich zamierzeń z rynkiem, dla swoich pomazańców zagarnia stanowiska w zarządach i radach nadzorczych, zachęca obsadzone przezeń spółki do kierowania środków i zasobów na cele zgodne z jego polityką.
  2. Brak troski państwa o wycenę spółek z jego udziałem. W naturze akcjonariusza leży dążenie do wzrostu wartości posiadanych walorów. Państwo nie czuje się akcjonariuszem, raczej uważa się za właściciela, ale do tej roli nie dorasta. Państwo nie dba, jak wyceniane są przez rynek akcje spółek z jego udziałem: na X, czy X razy 10. Nie są one przeznaczone do sprzedaży, przeto im niżej spadną notowania, tym łatwiej będzie w przyszłości zniechęcić inwestorów, wykupić ich za bezcen i tryumfalnie ogłosić repolonizację. Za przykład braku dbałości państwa o interes spółki z jego udziałem świadczyć może przypadek PGE SA: przeniesiono część kapitału zapasowego na zakładowy (by pobrać od tego podatek), ale napompowanie wartości nominalnej akcji trwale odebrało spółce zdolność emisyjną. To może się srodze zemścić.
  3. Receptą państwa na kłopoty podmiotów gospodarczych jest ich łączenie. Kopalnie toną w długach, energetyka kuleje – przeto należy połączyć te branże. Powiązać Bank Pekao z PZU, niech z tego mixu powstanie narodowy czempion zdolny do ratowania dychawicznego Aliora (kiedyś dobrze prosperującego, lecz od czasu repolonizacji ledwie wiążącego koniec z końcem). Połączyć Orlen z Lotosem, oraz z upadłym Ruchem, może kiedyś jeszcze z PGNiG, by na tej podstawie tworzyć narodową sieć sklepów spożywczych (teraz wszystko ma być narodowe, by zatrzeć przykre wrażenie, że naród podzielił się trwale). Do czego to prowadzi, wyraźnie ukazuje przykład SKOKów: kasy walące się pod kłopotami przyłączano do radzących sobie lepiej, aż w końcu za tę zabawę podatnik zapłacił miliardy. Eksperymenty rządzących przyniosą taki sam efekt, zapłaci za to podatnik. Ogarnięty wisielczym humorem, niekiedy proponuję państwowym decydentom połączenia górnictwa z LOTEM i przerobienie samolotów na napęd węglowy. To idyotyzm, ale kiedyś dowcipkowano, że Iwan Miczurin połączył kota z węglem, uzyskując z tej syntezy miał węglowy.
  4. Wspomniana „repolonizacja”, czy zagarnianie przez państwo uczestników rynku, nie służy budowaniu ich wartości. Po nabyciu przez państwo znaczącego pakietu akcji Banku Pekao proponowałem zbycie przynajmniej części tych akcji przez giełdę. Takie rozwiązanie ożywiłoby warszawską giełdę, wówczas (2016) łaknącą impulsu wzrostowego, a budżet zarobiłby na tym sporo. Przyjęto inny plan: bank ma służyć polityce państwa, finansować księżycową gospodarkę. Proponuję sprawdzić, jak pod władaniem państwa obniżyła się jego kapitalizacja. Teraz czytam, że „państwowe banki i grupy ubezpieczeniowe” mają wykupywać media od zagranicznych koncernów. Owe „grupy ubezpieczeniowe” to zapewne PZU. Cieszyłem się z odzyskania pakietu akcji tej spółki z rąk międzynarodowego inwestora, który nie budził zaufania, nie dawał rękojmi bezpiecznego prowadzenia biznesu (wpuszczono go do spółki w porywie politycznie motywowanej głupoty). Lecz odzyskawszy kontrolę nad spółką, państwo dowiodło ponad wątpliwości, że nie potrafi sprawnie nią zarządzać.
  5. Spółki z udziałem Skarbu Państwa stają się przytułkami dla osób związanych z partią rządzącą. Kryteria mianowania zarządców są niejasne i budzą wątpliwości. Kryteria powoływania nadzorców są nieuczciwe i budzą oburzenie. Do nadzoru nad spółkami delegowani są działacze, albo członkowie ich rodzin, bez pojęcia o naturze swoich funkcji.  Na tym tle narodziło się hasło #RodzinaNaPaństwowym. Lubię parafrazować legendarne powiedzenie liberalnego para Anglii, lorda Actona: „Władza korumpuje, władza absolutna korumpuje absolutnie”. Wszechwładza państwa nad spółkami z jego udziałem jest tego najlepszym dowodem. Lecz dopowiadam: „Władza korumpuje, władza pozbawiona nadzoru korumpuje nadzór”. Zastęp powoływanych do rad nadzorczych prowincjonalnych radnych i ich pociotów to grupa zdemoralizowana i skorumpowana.
  6. Nieznośna lekkość, z jaką spółki trwonią pieniądze akcjonariuszy na cele bez sensu i związku z przedmiotem ich działalności, służy wspieraniu rządzących. Nie przynosi to korzyści biznesowych ani spółkom, ani inwestorom. Wydaje się miliony na reklamy w pisemkach o niskim nakładzie adresowanych do kręgów, które nie uczestniczą w obrocie gospodarczym. Z pieniędzy spółek utrzymuje się rozzuchwalone związki zawodowe. Funduje się gale, przyjęcia, nagrody, jacht narodowy, propagandę fikcyjnych osiągnięć, oprawę kampanii wyborczych. Spółki nie ujawniają wielkości i struktury tych wydatków, podwiązują je pod inne cele, nadzorcy albo nie wiedzą, którędy wypływają ze spółek strumienie pieniędzy, albo wiedzą i godzą się z tym.
  7. Lekarstwem na te przykre przypadłości spółek z domeny państwa byłaby prywatyzacja. Nie gwarantuje ona, że wszystkie problemy znikną jak od machnięcia czarodziejską różdżką, ale można byłoby uniknąć wielu wspomnianych nieprawidłowości. Państwo gwarantujące swoim obywatelom wolność od ingerencji oraz bezpieczeństwo egzystencji, skuteczny pobór podatków, niezależny wymiar sprawiedliwości, nienaruszalność granic, kompetentną dyplomację, samorząd terytorialny, niezawodną opiekę zdrowotną, powszechną edukację oraz stabilny pieniądz, jest silne zaufaniem, jakim obdarza je ogół. Państwo uwikłane w zarządzanie spółkami ze swoim udziałem, planujące sklepy narodowe, łączące na chybił-trafił branże i przedsiębiorstwa, rozprowadzające totumfackich po ministerstwach i radach nadzorczych bez baczenia na kwalifikacje – chce nadrobić brak autorytetu rozdawnictwem posad i pieniędzy. Posady można mnożyć, pieniędzy wnet zabraknie. Przeto trzeba będzie, pod presją pilnych potrzeb, prywatyzować państwowe aktywa. Tylko czy znajdą się jeszcze nabywcy?

Czytaj także:

2000.04.03 Oparcie fotela

2015.02.17 Widzialna ręka rynku

2016.12.10 A teraz sprzedajcie akcje Banku Pekao SA przez giełdę!

2019-04.07 Smutny powrót w Aleję Akcjonariuszy: rynku mamy dzisiaj w Polsce mniej niż przed laty!

2019.09.23 Cisza wyborcza na temat corporate governance trwa w Polsce przynajmniej cztery lata

2019.10.09 Dlaczego „Prawo i Sprawiedliwość” nie lubi rynku kapitałowego i co z tego wynika?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *