Nadzór bez pracowników? [2010]

U progu transformacji, w porywie solidaryzmu, wprowadzono do rad nadzorczych przedstawicieli załóg. Rzadko zostawali nimi eksperci: prawdziwi (znany bankowiec) lub urojeni (operetkowy generał). Z zasady wybiera się swoich, a skoro z miejscem w radzie wiążą się pieniądze i nadzieje na wpływy – najbardziej swoimi bywają liderzy związkowi. Trwają prace nad ustawą pozbawiającą załogi reprezentacji w radzie. Czy słusznie?

Sprawa nie jest prosta. Dzisiaj zatrudniony w przedsiębiorstwie oferuje mu nie tylko czas i mięśnie. Tradycyjny stosunek pracodawca – pracownik może przemienić się w twórcze partnerstwo, jeżeli ten ostatni wzbogaci przedsięwzięcie gospodarcze kapitałem intelektualnym, często ważącym na wynikach w stopniu większym niż kapitał finansowy. W takich sytuacjach członkostwo w radzie nadzorczej reprezentacji dawców kapitału intelektualnego może kreować wartość dla spółki.

Z drugiej strony skuteczne sprawowanie stałego nadzoru nad spółką we wszystkich dziedzinach jej działalności jest zadaniem dla profesjonalistów. Nie wystarczą wyrywkowe wiadomości z dwutygodniowego kursu, ołówek i kalkulator. Od członków rad oczekuje się wnikliwej znajomości mechanizmów rynku. Ponoszą oni odpowiedzialność za sprawozdawczość finansową. Związkowiec nie uniesie tej odpowiedzialności. Nie wzbogaci doświadczeniem specjalistycznych komitetów audytu lub compliance; nierzadko nie wie nawet, co te pojęcia znaczą.

Za to często łamie on zasadę, że rada obraduje w poufności. Z posiedzeń rady wyciekają do zakładowego radiowęzła projekty uchwał, wyrwane z kontekstu fragmenty wystąpień, poufne dane finansowe. Dyskusje dotyczące dywidendy, obsady stanowisk w zarządzie lub wynagradzania jego członków bywają przenoszone na wiece.

Przedstawiciele załogi dają prymat interesom pracowników nad dobrem akcjonariuszy, a nawet prawami rynku. Nadzór nad spółką staje się instrumentem walki klasowej lub sporów partyjnych. Nie kwestionuję potrzeby współdziałania i budowy zaufania w trójkącie: praca – kapitał – zarząd. Czas pomyśleć, gdzie rozwijać te procesy; akurat rada nadzorcza nie jest odpowiednim dla nich miejscem. Dość ma zadań, niech skupi się na nich.

 

2010.09.09 tekst ukazał się w Rzeczpospolitej

 

Czytaj także:

2011.06.03 Niebezpieczne związki

2012.11.29 Szlaban dla związkowych baronów

2013.06.20 Do rady bez automatu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *