Nie deptać prawników [2000]

Powołaniem naszych czasów jest krzewienie porządku korporacyjnego. Ułatwi to kodeks spółek handlowych.

Niebawem wejdzie w życie nowy kodeks spółek handlowych. Kreuje on nowe typy spółek, wprowadza także zmiany zarówno do organizmów spółek już działających, jak do ich stosunków z otoczeniem. Czeka nas wiele zmian w dokumentach ustrojowych spółek. Obecnie niejedna spółka działa na cudzych papierach. Założyciele często korzystają z dokumentów innej spółki. Kopiują je bezmyślnie. Spółek nie wolno klonować jak owce. Każda powinna mieć własną tożsamość. Usprawni to jej działalność, ułatwi osiągnięcie celu gospodarczego, często przysporzy zysku.

Wejście w życie nowego kodeksu to dla wielu spółek znaczny kłopot. To ingerencja w ich spokojny byt. To przebudzenie ze snu zimowego. Teraz trzeba wziąć się do roboty, przejrzeć umowę spółki, rozpocząć podwyższanie kapitału, poprawić regulaminy walnego zgromadzenia, zarządu i rady nadzorczej. Jest to zarazem wyjątkowa szansa, by dokumenty ustrojowe spółki nareszcie oczyścić z nonsensów, zwłaszcza z postanowień sprzecznych z prawem. Spotykam je nawet w statutach niektórych spółek publicznych! Zgrozę budzą też regulaminy. Nie zapewniają one współdziałania spółki ze wspólnikami, ani między organami spółki.

Nowy kodeks jest wyzwaniem dla prawników. Rodzi się jednak pytanie, co robili oni do tej pory, skoro w spółkach gołym okiem widać fundamentalne nieprawidłowości? Powołaniem naszych czasów jest krzewienie zasad porządku korporacyjnego (ang. corporate governance), czego nie można dokonać bez współdziałania prawników. Natomiast polskie spółki prawników nie doceniają. Nie docenia ich także społeczność akcjonariuszy tych spółek. Owocuje to niedostatecznym udziałem środowiska prawniczego w radach nadzorczych.

Pisałem tu, jak wybitny polski ekonomista zestawiał swój dream team – idealny skład rady nadzorczej. Jego zdaniem, rada powinna być skomponowana z ekspertów finansów, przemysłu, zarządzania zasobami ludzkimi, informatyki i organizacji. Autor domaga się przy tym ochrony inwestora. Kto miałby ją zapewnić, kadrowiec czy przemysłowiec? Nie mam także nic przeciwko informatykom, ale uważam, że w radzie nadzorczej prawnik byłby bardziej pożyteczny. Kiedy z początkiem lat dziewięćdziesiątych rozpoczęto przekształcanie przedsiębiorstw w spółki handlowe, Skarb Państwa (reprezentowany przez ministra przekształceń własnościowych) skrupulatnie przestrzegał zasady, że w każdej radzie nadzorczej jest miejsce dla fachowców: prawnika i finansisty.

Resort odstąpił od tej zasady dopiero w trakcie konstrukcji programu NFI. Przesądziły o tym dwie przyczyny. Programem zawiadywał inny departament ministerstwa, w którym każda komórka prowadzi odmienną politykę. Ponadto na NFI baczenie miał sam premier, inż. Waldemar Pawlak. To on zabiegał wytrwale, by do rad nadzorczych NFI wprowadzać osoby „z wykształceniem inżynierskim”, cokolwiek ten termin oznacza. Konsekwencje widać gołym okiem. Przeprowadzono konkurs do rad nadzorczych NFI, ale z grona jego laureatów eliminowano prawników. Skomponowano rady złożone w dużej mierze z kapitanów wielkiego przemysłu, które pod okiem ministra negocjowały fatalne umowy o zarządzanie majątkiem funduszy. Zapewne sprawa odżyje przed wyborami parlamentarnymi. Kto będzie miał odwagę przeprosić za NFI?

Po akcji „Czyste Ręce” jej inicjator, ówczesny minister sprawiedliwości Włodzimierz Cimoszewicz proponował, by zrezygnować z reprezentowania Skarbu Państwa w radach nadzorczych przez urzędników i polityków, a w zamian odwołać się do korpusu profesjonalistów, na przykład radców prawnych, działających w granicach pełnomocnictw. Postulat poszedł w niepamięć. Przyjęto założenie, że wystarczy egzamin kończący kurs dla kandydatów na członków rad nadzorczych. Rzecz w tym, że egzamin bywa lipą.

Zasada TKM (ostatnio nazywana „marianizmem”) sprawia, że w radach nadzorczych zasiadają protegowani. Kolejni ministrowie mają swoich. Obecnie dobrze pochodzić z Nowego Sącza. Jest to zresztą piękne miasto. Sam jestem w nim urodzony. Perspektywa rychłego wejścia w życie kodeksu spółek handlowych winna skłonić środowiska gospodarcze i prawnicze do zacieśnienia współpracy. Bez współdziałania prawników, spółki nie podołają stojącym przed nimi zadaniom. Ale prawnik zatrudniony w spółce pracuje dla zarządu, chodzi koło jego interesów. Interesy zarządu i rady niekoniecznie pokrywają się. Dlatego rada nadzorcza jedynie w skromnym zakresie może korzystać z prawnika zarządu. Prawnicy w radach nadzorczych są dzisiaj bardzo potrzebni. Obecnie stoi przed nimi niepowtarzalna szansa wykreowania wartości dodanej spółek pod ich nadzorem. Przy ich udziale nowy kodeks pomoże przydać spółkom wyższą jakość. Z tego względu – postuluję, jak w tytule.

Tekst został ogłoszony 23 X 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka
Czytaj także: 2000.07.31 Dream team
Czytaj także: 2004.02.23 Przepraszam za NFI

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *