O “szlachetnym marnotrawstwie”

Co kieruje polityką inwestycyjną: interesy rynku, czy motywacje ideologiczne? Zdarza się nierzadko, że te drugie. Uwaga: nie chodzi o kaprysy „grupy trzymającej władzę z mandatu suwerena”, lecz o ekscesy funduszy uważanych na wcielony kanon corporate governance. Rzecz wcale nie dzieje się w Polsce, która sponiewierała obiecujące Otwarte Fundusze Emerytalne, lecz w Stanach Zjednoczonych, które też nie są wolne od zwyrodnień. I także cierpią na przerost polityki i ideologii względem prawideł rynku.

CalSTRS, czyli California State Teachers’ Retirement System, fundusz emerytalny o aktywach szacowanych na 179 miliardów dolarów, w lutym postanowił o wyjściu z inwestycji w amerykańskie kopalnie węgla. Nie dlatego, że na nich nie zarabiał, ale z powodu wstrętu do węgla i jego wpływu na środowisko. Natomiast Uniwersytet Kalifornijski ugiął się przed postulatami studentów zbywając warte ok. 30 milionów USD udziały w prywatnych spółkach zarządzających więzieniami. CalPERS, czyli California Public Employees’ Retirement System, fundusz o aktywach szacowanych na 279 miliardów USD, uważany za światowego czempiona corporate governance, wyrzekł się inwestowania w walory producentów broni, wytwórców wyrobów tytoniowych oraz wszelkich spółek konkurujących (lub mogących konkurować) o zamówienia z podmiotami lokalnymi lub stanowymi. W latach 2007-2013 CalPERS stracił 9,7 procent wartości swojego portfela inwestycji wspierających ochronę środowiska, zieloną energię i czyste technologie. Zarządzający portfelem uznał, że był to „szlachetny sposób marnotrawienia pieniędzy”. Lokalny „Orange County Register”, skąd zaczerpnąłem te dane, złośliwie podsumował: „Cóż, nie były to jego pieniądze”.

W toku ubiegłorocznej dyskusji nad zbyciem aktywów węglowych CalSTRS zarządzający inwestycjami funduszu Chris Ailman poinformował radę dyrektorów, że pięciokrotnie brał udział w procesach dezinwestycyjnych, pięciokrotnie w ich następstwie fundusz tracił pieniądze, a w żadnym z tych przypadków nie osiągnięto zamierzonych celów społecznych. Los Angeles Times cytuje pogląd Ivo Welcha, profesora Anderson School of Management Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, że gdyby z odpowiednim nastawieniem przejrzeć słynną listę 500 spółek magazynu Fortune, można byłoby sugerować dezinwestycję z wszystkich. Decyzję swojej uczelni w sprawie prywatnego więziennictwa profesor nazwał dopieszczaniem studenckich zachcianek. Amerykańskie uczelnie są świątyniami poprawności politycznej, niewielu uczonych zdobywa się na odwagę kwestionowania obowiązujących dogmatów tej wiary.

Napędzane dobrymi chęciami programy inwestowania społecznie odpowiedzialnego (socially responsible investment, SRI) często nie okazują się skuteczne pod względem pożądanych przeobrażeń społecznych, ani korzystne dla inwestorów i uczestników funduszy emerytalnych lub inwestycyjnych. Filozofia SRI zakłada harmonię celów biznesowych i społecznych. W praktyce często sprowadza się ona do unikania finansowania dziedzin uznanych za niewłaściwe, jak produkcja lub dystrybucja alkoholi, wyrobów tytoniowych, pornografii; jak przemysł zbrojeniowy, wydobycie niektórych kopalin, hazard. Popiera się natomiast inwestycje w odnawialne lub alternatywne źródła energii, czyste technologie, ochronę środowiska. Rachunek ekonomiczny często daje przewagę branżom krytykowanym przez purystów. Wartość whisky leżakującej w szkockich destylarniach przekracza wartość złota Banku Anglii; byłobyż złoto etycznie czyste, a rafinowana szkocka – brudna?

Wypracowanie równowagi celów uzasadnionych społecznie i racji ekonomicznych nie jest łatwe. Jak wskazują przytoczone przykłady, nie opłaca się chodzić na skróty pod wpływem moralizatorów. Od inwestorów instytucjonalnych zależy dobrobyt pokoleń, więc oczekujemy od nich zysków; nie spodziewajmy się nadto, że owe zyski będą ładnie perfumowane. Istnieją wprawdzie szlachetne sposoby marnotrawienia pieniędzy, lecz zarabianie ich dla wspierania pomyślności emerytów (do których się zaliczam), bądź innych inwestorów, jest bardziej szlachetnym posłannictwem. Jeden etyk ujrzy samo zło w gnębiącym dłużników komorniku, inny zobaczy w nim posłańca sprawiedliwości. Bezskutecznie usiłuję dociec, jakież zło dostrzegli kalifornijscy studenci w prywatnym więziennictwie? Dlaczego miałoby ono być gorsze od finansowanego z budżetu państwa?

Tekst ogłoszony 14 marca 2016 r. w dzienniku PARKIET

Czytaj także:
2000.07.24 Zysk z plusem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *