OFE, dobry wspólnik

Rozpoczął się proces Otwartych Funduszy Emerytalnych. W trybie doraźnym. Zarzuca się im działanie na szkodę budżetu. I wiele nieprawości, prawdziwych i urojonych. Ponieważ w todze obrońcy występuje Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych, oskarżyciel jest zbędny. Już niewidzialna ręka kreśli na ścianie złowrogie proroctwo: Mane Tekel Fares (kto nie wie, o co chodzi, niech zajrzy do Słownika Wyrazów).

Rozlegają się na szczęście głosy, że Otwarte Fundusze Emerytalne sa filarami rynku. Że dzięki ich inwestycjom warszawska giełda liczy się w Europie. Że są odpowiedzialnymi inwestorami. Że pomnażają powierzone im środki w interesie przyszłych emerytów i swoim własnym. Że dzięki ich inwestycjom udało się korzystnie sprywatyzować sporą porcję państwowego mienia. Że to nie OFE winne są oczywistym niedoróbkom reformy emerytalnej. Że dzisiaj stają się kozłami ofiarnymi składanymi na ołtarzu polityki.

W ubiegłym roku uczestniczyłem w Cancun w konferencji Międzynarodowej Federacji Zarządzających Funduszami Emerytalnymi. Miałem wystąpienie na temat polskiego rynku: czy i jak fundusze emerytalne krzewią na nim corporate governance. Temat wdzięczny, ponieważ dokonania funduszy na tym polu sa bezsporne. Przynajmniej niektórych funduszy, tych największych, w szczególności ING, Aviva, PZU. Są one aktywnymi inwestorami, bardzo często uczestniczą w walnych zgromadzeniach spółek portfelowych, obsadzają rady nadzorcze swoimi kandydatami, podejmują świadome decyzje w sprawie absolutorium dla piastunów spółek, przeciwstawiają się nieprawidłowościom. Jest w Polsce kilka spółek – zaledwie kilka, niestety – w których inwestorzy instytucjonalni, fundusze emerytalne i inwestycyjne dysponują większością kapitału. Rzecz znamienna: są to dobre spółki, osiągające przyzwoite i przewidywalne wyniki, płacące dywidendy, sumiennie stosujące większość dobrych praktyk adresowanych do spółek giełdowych i odnoszące się z szacunkiem do drobnych akcjonariuszy.

Wspomniałem: takich spółek, laboratoriów corporate governance, jest na parkiecie niewiele. Wobec tego OFE inwestują także w spółki o jakości średniej, a nawet pospolitej. Może się przeto zdarzyć, że w jakiejś pośledniej spółce kilka lub kilkanaście funduszy emerytalnych, dzierżących po niewielkim pakiecie akcji, pospołu zgromadzi znaczącą część kapitału. Wiąże się z tym ryzyko, że kiedy spółka upadnie, pieniądze emerytów wyparują. Takie zastrzeżenia zgłasza obecnie Ministerstwo Finansów. Ma rację, lecz cóż z tego? Gdyby zastosować kryteria podwyższonej ostrożności inwestycyjnej, należałoby zakazać funduszom inwestowanie w 300, a może i 400 spośród 438 notowanych spółek. Odnoszę niekiedy wrażenie, że MinFin przestało pełnić rolę służebną w stosunku do państwa; że raczej Rzeczpospolita staje się, bądź już stała, poddaną ministra finansów.

Jako skromny inwestor giełdowy przyznaję się do swoich preferencji: nie inwestuję w spółki, w których wspólnikami nie są fundusze emerytalne. Nie ufam spółkom, którym nie ufają fundusze. Zakładam, że fundusze wiedzą lepiej. Oraz że, wykorzystując swoją wiedzę o rynku i spółkach, swoje bogate, wieloletnie doświadczenie, inwestują w spółki, które bardziej niż inne zasługują na zaufanie. W moim przekonaniu to OFE kreują zaufanie do „swoich” spółek, a co za tym idzie – do naszego rynku kapitałowego.

Jeżdżę po rynku na gapę, zawierzając swoje skromne środki polityce inwestycyjnej funduszy. Gdzie one, tam i ja. OFE, przynajmniej te największe, są dobrymi wspólnikami. Gdyby ich nie było, wycofałbym się z rynku. Rynek by tego nie odczuł. Lecz gdyby nie było OFE, na polskim rynku nie byłoby także większości inwestorów zagranicznych, przynajmniej tych największych, najbardziej liczących się w świecie. Przestalibyśmy rywalizować z Wiedniem, marzyć o dorównaniu Oslo. Przyszłoby polski rynek obmierzać skalą Tirany.

CZYTAJ TAKŻE:
2013.03.15 Sprzedawcy tęczy
2011.01.26 Fundusze dobrych praktyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *