Opowieść o Bogdance, ofierze polityki prowadzonej na przekór ekonomii

  • Bywały w historii okresy, kiedy polityka zyskiwała prymat nad ekonomią; w moich czasach wymownym przykładem była chińska rewolucja kulturalna;
  • Chodziło w niej o to, by obalić i zniszczyć ugruntowane wartości i stojące na ich straży instytucje, a wszystko urządzić na opak;
  • Niestety, podobne dążenia dostrzegam współcześnie w Polsce, bowiem odrzuca się zdrowy rozsądek i prawa ekonomii, zwycięża niewiedza i chciejstwo;
  • Do czego to prowadzi, świadczą losy Bogdanki SA, spółki niegdyś darzonej zasłużonym zaufaniem inwestorów.

Lubelski Węgiel Bogdanka SA była przez pewien czas modelową spółką prywatną. Jej pierwotna oferta publiczna wzbudziła zainteresowanie rynku. Cena emisyjna w IPO wyniosła 48 zł, co dało spore wpływy do budżetu. W gronie akcjonariuszy znaleźli się przewidywalni, stabilni, odpowiedzialni krajowi inwestorzy instytucjonalni, zwłaszcza Otwarte Fundusze Emerytalne. Dzięki temu notowania rosły, w porywie osiągając nawet (na zamknięciu 20 grudnia 2012 r.) 140,4 zł. Wtedy bajano jeszcze o Akcjonariacie Obywatelskim, wierzono w sens partnerstwa z państwem – wbrew wielu świadectwom, że kto wdaje się z nim w interesy, często traci. Chyba, że jest związkowcem – wtedy tracą wszyscy dokoła: państwo, podatnicy, inwestorzy.

Szczególnie trudny był dla spółki rok 2015. Wciąż była – i jest – rentowna, lecz warunki gospodarowania stale ulegały pogorszeniu. Państwo wspierało nierentowne śląskie kopalnie, wkładało je do portfeli spółkom energetycznym, powodując kryzys całej branży, przeto związkowcy z Bogdanki zatęsknili za jego opieką, by uniknąć konkurencji i praw rynku. Oświadczyli: „Chcemy wrócić do Skarbu Państwa, bo nie opłaca się być w Polsce spółką prywatną”. Niezaprzeczalnie byłoby im lepiej, gorzej byłoby za to podatnikom.

W 2015 r. Enea SA ogłosiła wezwanie na Bogdankę. Była to – udana – próba częściowej renacjonalizacji spółki w pełni prywatnej przez spółkę z dominującym udziałem Skarbu Państwa. Wezwanie zostało poprzedzone mocnym ciosem w notowania Bogdanki spowodowanej wypowiedzeniem przez Eneę umowy o dostawach węgla. Wbrew moim oczekiwaniom rynek ze spokojem przyjął odwrócenie prywatyzacji jednej z najlepszych notowanych spółek. Wcześniej fundusze odrzuciły korzystniejszą ofertę New World Resources – dlaczego więc przystały na mniej korzystną ofertę Enei? Odpowiedź: nasz rynek jest bardzo mały, inwestorzy Bogdanki okazali się zarazem inwestorami Enei, kombinowali więc, że na przejęciu tej pierwszej przez drugą jakoś nie stracą. Lecz spadki dotknęły obu spółek. Ekonomii nie udało się oszukać.

Kurs Bogdanki przybrał trwale kierunek zniżkowy, czasem falował już znacznie poniżej przywołanego maksimum, by w ostatnim roku – od 21 lutego 2019 do 20 lutego 2020 spadać systematycznie, w sumie o 58,74 proc., osiągając dziejowe minimum 21,0 zł. Bezpośredni impuls do ostatniej zniżki dała informacja o przejściowym ograniczeniu wydobycia o 25 proc. Słowo „przejściowe” przypomina mi „przejściowe braki w zaopatrzeniu” w epoce PRL.   Prezes spółki wyjawił powody tej decyzji: zbytowi węgla szkodzi lekka zima, a ponadto wiatry napędzające energię z wiatraków. Nie wspomniano, że spółce – najbardziej rentownej w polskim górnictwie węglowym – szkodzi przede wszystkim postawiona na głowie polityka państwa.

Świat wokół nas zmienia się. Społeczeństwa i rządy uświadomiły sobie niebezpieczeństwa powodowane kryzysem klimatycznym. Rynki żądają od spółek odpowiedzialności klimatycznej, podejmowania intensywnych działań na rzecz zmniejszenia negatywnego oddziaływania spółek na środowisko. Inwestorzy odwracają się od brudnych spółek. Polska podąża na przekór tym prądom, trwa przy węglu ryzykując izolację, z czasem zacznie dotykać nas bojkot. Klimat i prawa ekonomii są dla rządu mniej istotne niż chwiejny spokój społeczny. Rząd znowu przekupił górników obietnicą podwyżek w feralnej Polskiej Grupie Górniczej, by uniknąć zapowiedzianego najazdu górników na stolicę. Mówiono, że zabrakło autobusów dla chętnych do udziału w manifestacji 28 lutego. Zakontraktowane na tę okoliczność autobusy nie należą do górniczych związków, ale do pracodawców, którzy nie mają odwagi odmówić ich udostępnienia.

W Polsce odwrócono system wartości. Prawdę zastępuje kłamstwo, praworządność gnie się pod naciskiem prawniczych hunwejbinów, prawa ekonomii są w pogardzie, spalanie węgla stało się ważniejsze od walki ze smogiem i ochrony klimatu. Ale nie winię Bogdanki, jej zarządu, pracowników i związkowców. Wszyscy są ofiarami polityki: katastrofalnej, nieodpowiedzialnej.

Zastrzeżenie: notowania spółek wahają się, przywołany kurs minimalny 21,0 zł zapewne nie będzie aktualny w czasie lektury tego tekstu…

Czytaj także:

http://2015.07.25 Powrót do macierzy

http://2015.09.18 Bogdanko, trzymaj się!

http://2015.10.23 Milczące trąbki pocztowe

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *