Opowieść o tytanie [2005]

Andrzej Żor, Figle historii. Wydawnictwo Adam Marszałek 2005. Stron 399.

Dobra książka o Janie Blochu, postaci nieprzeciętnej, tajemniczej. Oraz o Europie i Warszawie tamtych ciekawych czasów. Ale czy finansiści sięgną po książkę z figlami w tytule? Kto domyśli się, że dzieło Andrzeja Żora to rozprawa o Janie Gottliebie Blochu, człowieku o wielu wcieleniach: finansiście, przedsiębiorcy, wizjonerze? Jedynym finansiście w bogatych dziejach ojczystych, którego dokonania wyszły daleko poza ziemie polskie. Nigdy ani przedtem, ani potem, nie było w rodzimych dziejach postaci tak znaczącej na europejskiej scenie gospodarczej. Figiel historii polega więc na tym, że ten wybitny człowiek został wyrugowany z pamięci pokoleń, pokryty pyłem zapomnienia. Inny zaś figiel sprawił, że Blocha wciąż nie da się otrzepać z tego pyłu, bo nadal przesłania go ważny, nieprzenikniony, pasjonujący sekret. I kilka innych zagadek.

GDYBY ŻYŁ DZISIAJ …byłby najbogatszym z Polaków. Zawartość jego teczki w IPN budziłaby powszechną ciekawość, a niedyskrecje kustoszy pamięci narodowej szkalowałyby go pomówieniami. Służby specjalne miałyby go na oku jeszcze baczniej niż carska ochrana, inspirując dziennikarzy śledczych do grzebania w jego pochodzeniu i działalności. Popularne dzienniki wymyślałyby sensacje o przekonaniach i praktykach religijnych. Każdy reporter telewizyjny marzyłby o tym, by przed kamerą rzucić mu w twarz pytanie, jak zarobił swój pierwszy milion. A on pewnie prowadziłby interesy na europejską skalę. Może nie spotkałby się z Ałganowem, ale z Putinem już tak. Och, i to niejednokrotnie.

W tytułach kolejnych rozdziałów biografii Bloch pojawia się jako „dorobkiewicz, kolaborant, burżuj, Żyd, pacyfista”. To błyskotliwy zabieg redaktorski: Andrzej Żor zręcznie stawia pytania, podsyca napięcie, lecz nie zaspokoi ciekawości. Albowiem wielu faktów nie udało się przecież ustalić. Do dzisiaj wszak nie wiadomo, jak chłopiec–niedouk ze skromnej żydowskiej prowincjonalnej rodziny tak szybko sięgnął szczytów powodzenia w stolicy wielkiego cesarstwa? Jaki mgnieniu oka zbił imponujący majątek? Jak zdołał nakłonić koncert mocarstw do zebrania się na I Konferencji Haskiej i podjęcia usiłowań wokół kodyfikacji praw i zwyczajów wojennych?

POSĄG, KTÓREGO NIE MA. Ponieważ wiele faktów jest wciąż skrytych za kurtyną dziejów, biograf Blocha mógł ulec pokusie puszczenia wodzy fantazji. Lecz zachował ścisłą dyscyplinę. Andrzej Żor, od lat bankowiec (pełnił różnorodne funkcje w BRE), wcześniej urzędnik państwowy i dyplomata, pisze kompetentnie i ciekawie, a nade wszystko sprawnie posługuje się warsztatem historyka. Nie ukrywa ubóstwa danych źródłowych na temat Jana Blocha, wobec czego o niektórych ważnych okresach jego życia wiadomo niewiele lub nic. Autor cofa się przeto o krok, malując panoramę czasów Blocha, współczesną mu Warszawę (miasto Blochowi najbliższe, które poniekąd dało inspirację dziełu jego życia), cesarstwo rosyjskie, Europę. Wobec tego poznajemy Blocha czynu – budowniczego kolei, Blocha twórczej myśli – autora fundamentalnych prac na temat Rosji, wreszcie Blocha idei – racjonalnego pacyfistę, autora „Przyszłej wojny”, a to wszystko na barwnym tle epoki. To właśnie kombinacja działalności gospodarczej i pisarskiej czyni z Blocha postać nieprzeciętną, ów posąg, którego – jak pisał Aleksander Bocheński – w Polsce nie ma.

Żor wskazuje, że najważniejsze dzieło Blocha, monumentalny traktat „Przyszła wojna” zrodził się z troski o losy Warszawy na wypadek wojny. To właśnie finansista pierwszy zwrócił uwagę na takie aspekty problemu, jak zaopatrzenie miasta w żywność i wodę, opieka medyczna, ewakuacja ludności. Co nie znaczy, że we wszystkim Bloch miał rację. Sprzeciwiał się na przykład planom Starynkiewicza w kwestii budowy w Warszawie kanalizacji (ale miał własny projekt).

Jan Bloch, prekursor globalnego myślenia o sprawach świata, był bardzo poważnym kandydatem do pokojowej nagrody Nobla. Lecz zmarł przedwcześnie i rychło został zapomniany. Dobrze napisana, starannie wydana książka Żora powstała z inspiracji i przy wsparciu aż trzech fundacji: Fundacji BRE Banku, Fundacji im. Jana Blocha (nie mylić z zasłużonym Towarzystwem im. J. Blocha) i działającej przy BGK Fundacji im. Jana Kantego Steczkowskiego.

Notka ukazała się w tygodniku Gazeta Bankowa 10 października 2005 r.
Czytaj także:
2014.07.04 Prawdziwy twórca CSR

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *