OPOWIEŚĆ WIGILIJNA 2019

Jak co roku w noc wigilijną, zwierzęta zebrały się w stajence, by porozmawiać ludzkimi głosami. Szumidła nie zadziałały, więc udało się podsłuchać ich debatę.

Przybyli najważniejsi uczestnicy spotkania: BYK i NIEDŹWIEDŹ. Zmęczeni całorocznymi zmaganiami, ogłosili rozejm na ten wyjątkowy wieczór. Skoro żadnemu z nas nie udało się zdominować przeciwnika, damy sobie chwilę wytchnienia – oświadczyli zgodnie. LESZCZE i JELENIE nie kryły rozczarowania, że Byk nie szarżuje na Niedźwiedzia, nie bierze go na rogi, ale prędziutko spostrzegły, że zmęczona, osowiała bestia przecież ledwo trzyma się na nogach.

Zgromadzeni uczcili chwilą ciszy pamięć PSA POLICYJNEGO. Przed rokiem opowiadał, jak zatrudniono go w ważnej instytucji, by węszył nieprawidłowości na rynku, lecz okazało się, że są one na miejscu. Daremnie Pies podjął trop ( zresztą prowadzący naprzeciwko), gdyż utrudniano mu pracę: trzymano go na krótkiej smyczy, pryskano mu w nos trucizną, kazano mu wąchać chrzan. Niebawem dzielny nieborak został uśpiony, a skandal, jaki pragnął wyjaśnić, został zatuszowany.

Za nieprawidłowości na rynku energicznie zabiera się JASTRZĄB (Accipiter gentilis). Na spotkaniu odzywał się niewiele. Widać, że lepiej czuje się na wysokościach, na katedrze albo w locie, hen – na orbitach tak wysokich, że nawet Saturna zdołał strącić.  Spodziewano się, że do towarzystwa dołączy tego wieczoru także inny drapieżnik, wędrowny ptak KANIA (Milvus migrant). Jest on objęty ochroną, lecz nie przed wierzycielami, więc nie wziął udziału w spotkaniu i skrył się gdzieś za granicą. Przybył natomiast GŁUPTAK ZWYCZAJNY (Morus bassanus), objęty ochroną ścisłą, więc poruszający się zawsze w towarzystwie osobistych ochroniarzy. Jak zwykle, przemówił on chętnie opowiadając o tym, jak to się uczy, uczy i uczy. Obecność zapowiedziała także KACZKA (Anas platyrhynchos), ale liczono się z tym, że spóźni się, bo zaśpi.

Punktualnie przybył JENOT POLSKI, podający się za patriotę mały drapieżnik psowaty, który rozpanoszył się zuchwale. Już szepczą zwierzęta po kątach, że jenoty nie są pod ochroną, można polować na nie przez cały rok, więc z okazji należy skorzystać.

W stojącym na małym ogniu kociołku pluska się PASKUDNA ŻABA. Przechwala się wszem i wobec, że jest bardzo często całowana. Zwierzęta znają przyczynę: frajerzy całują Paskudną Żabę w nadziei, pocałunkiem wyzwolą skrytego pod jej postacią pięknego księcia, którego wszakże tam nie ma. Temperatura wody zwolna rośnie, zdaniem Żaby jest to świadectwem imponującego rozwoju, za który czuje się odpowiedzialna. Lecz wkrótce się ugotuje… Jej patron, ROPUCH, zapewne nie będzie się z tego cieszył.

Żali się MYSZKA ŚWIECKA na los marny. Mówi, że piszczy u niej straszna bieda. Nie ma gdzie mieszkać, liczyła że zadomowi się w wyniosłych wieżach, lecz z tego projektu nic nie wyszło. Narzeka, że MYSZY KOŚCIELNE mają doskonały PR i obfitują w dostatki, hojnie wspomagane z tacę i z budżetu. Ale oto nadszedł KOT PREZESA. Rozejrzał się, zamiauczał, więc Myszka Świecka czmychnęła do dziury. Kot Prezesa oświadczył, że żadne piski i krzyki nie przekonają go, iż Myszka Świecka ma rację. Jej pretensje to, jak się wyraził, austryjackie gadanie, natomiast on, Kot Prezesa, nauczył się od szefa, by austryjackie gadanie totalnie lekceważyć i nie wypłacać Myszce Świeckiej żądanych przez nią kwot. Przytaknęła mu KACZKA – spóźniona, bo oczywiście zaspała. Kwacząc „Ja cię nie mogę”, obrażała po kolei wszystkich.

Jednak najwięcej zainteresowania wzbudził KRÓLIK. Przed rokiem był nieobecny, ponieważ kilka dni wcześniej wpadł do dziury budżetowej. Opowiedział, że to była tajna dziura, starannie zamaskowana i tak głęboka, że Królik leciał w dół, leciał, aż doleciał do samej Japonii. Podobno teraz powstaje jeszcze głębsza dziura budżetowa prowadząca do Nowej Zelandii (nie należy mylić jej z Irlandią). Opowieść Królika sprawiła, że atmosfera stała się nerwowa.

Niemal w ostatniej chwili, niezapowiedziany, dołączył do zebranych ambitny KOZIOŁEK POZNAŃSKI. Zdradził, że ostrzy rogi i pragnie stanąć do walki, teraz zamierza się zmierzyć z sympatyczną, elegancką POPIELICĄ, a w maju ze wspomnianym już Głuptakiem. Na liczne wątpliwości zgromadzonych, że Koziołek nie jest przecież lotny, jakże więc miałby dać radę ptakowi – odparł, że na wieżyczce ratusza tryka on na poziomie wyższym niż jego rywal, więc go z pewnością pobodzie. Zobaczymy.

Na zakończenie spotkania, tuż przed świtem, tradycyjnie przemówiła HIENA. Nie jest ona lubiana na rynku, ponieważ pobiera podatki. Tym razem zapowiedziała, że żadnych podatków nie podniesie i kilkakroć powtórzyła to stanowczo. Lecz tak daleko zapędziła się w zachwytach nas samą sobą, że niechcący wygadała się: podatki nie będą podnoszone, ale wprowadzi się nowe, tylnymi drzwiami, a nawet przez komin. Goszczący wśród naszych zwierząt KANGUR stwierdził oburzony, że od samego słuchania rozbolała go kieszeń na brzuchu, więc chętnie umknie do siebie przez wspomnianą nową dziurę budżetową prowadzącą do Nowej Zelandii. Może nie jest ona już gotowa, lecz tempo wzrostu wydatków rokuje jej znakomicie.

Tekst ogłoszony 24 grudnia w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *