Panika szalonych pudli [2001]

Niektórym radom nadzorczym powinna przyjrzeć się inna rada: Rada Bezpieczeństwa Narodowego.

Gromadne rezygnowanie z członkostwa w radzie nadzorczej to zjawisko nowe, niepojęte, wybitnie niepokojące. Rada ulega zdekompletowaniu, wobec czego nie może skutecznie wykonywać nadzoru nad spółką. Pozostawienie spółki bez nadzoru godzi w spółkę i w jej akcjonariat; może też godzić we wszystkich, z którymi spółka wchodzi w interesy. Brak porządku korporacyjnego psuje reputację gospodarce i zagraża bezpieczeństwu państwa.

Prawo dopuszcza możliwość składania rezygnacji z członkostwa w radzie nadzorczej. W tej kwestii nie ma żadnych ograniczeń. Rezygnację można złożyć zawsze. Jest ona bezwzględnie skuteczna od chwili jej złożenia. Nie przyjmuje się więc rezygnacji, ani odrzuca jej, ponieważ nawet walne zgromadzenie nie może podjąć uchwały w sprawie ostatecznie przesądzonej, jak rezygnacja lub śmierć członka rady. Zachodzi tu jednak różnica. Śmierć nie rodzi odpowiedzialności z tytułu szkody wyrządzonej spółce, rodzi ją natomiast rezygnacja – jeżeli dwa warunki zostały łącznie spełnione. Po pierwsze, członkostwo w radzie dawało tytuł do wynagrodzenia. Po drugie, rezygnacja nie została umotywowana konkretnym, „ważnym” powodem.

Odnośnie pierwszego warunku warto dodać, że nie liczy się, czy osoba składająca rezygnację już pobrała od spółki wypłatę, bądź czy zdążyła zapracować na nią (obecnie modne bywa składanie rezygnacji jeszcze przed pierwszym posiedzeniem rady, lub na tym posiedzeniu). Nie warto też zasłaniać się twierdzeniem, jakoby ktoś nie wiedział, że za członkostwo w radzie przysługuje mu wynagrodzenie. Jestem za przyjęciem domniemania, że z pracą w radzie nadzorczej związane są pieniądze. Odnośnie drugiego warunku warto dodać, że ów „ważny” powód powinien być podany spółce do wiadomości i nie ma przeszkód, by spółka upowszechniła go. Kto nie ujawni powodu złożenia rezygnacji – poniesie odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną rezygnacją, jakby nie stał za nią żaden powód.

Łatwo o szkodę w sytuacji, kiedy aż kilkoro członków rady jednocześnie składa rezygnację, dekompletując radę. Jak w trójkącie bermudzkim znikają statki i samoloty, tak w Polsce tajemniczo znikają całymi czwórkami członkowie rad nadzorczych. Odbywa się to w trójkącie PZU – PZU Życie – Totalizator Sportowy. Kiedy trzeba wyrzucić prezesa, albo spojrzeć mu bacznie na ręce, rady nadzorcze rozsypują się. Jakie kryją się za tym powody, dowiemy się z reportaży, kiedy tylko dziennikarze zwęszą temat. Jakimi owocuje to skutkami, ustalić może bezstronnie tylko Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Albowiem wchodzą tu w grę najżywotniejsze interesy państwa. Z rad nadzorczych rezygnują na wyścigi i pracownicy ministerstw (finansów i Skarbu Państwa), i osoby powołane przez ministrów, by strzegły interesów Skarbu Państwa. Lecz zamiast występować w obronie tych interesów, mandatariusze Skarbu tchórzliwie umykają.

Kiedy rada Totalizatora na polecenie ministra zmieniła w spółce prezesa, nazwałem to „alotażem” (wzbogacając polszczyznę o wdzięczny rzeczownik odimienny), a członkom rady nadzorczej nadałem w felietonie status „halabardników”, którzy nie odgrywają żadnej poważnej roli, a tylko statystują w przedstawieniu. Ale przezwisko, jak się okazało, zostało użyte na wyrost, bo halabardnik nie pierzchnie ze sceny zanim zapadnie kurtyna. Za to z rady Totalizatora stale ktoś rezygnował, nawet parami i przed zakończeniem pierwszego posiedzenie, w którym nieszczęśnicy brali udział.

Wiadomo doskonale, że są to spółki trudne. Sprawowanie nadzoru nad nimi wymaga umiejętności i odwagi. Jakich przedstawicieli kierują do nich resorty? Jeden kandydat nie miał wyższego wykształcenia (acz był uczony na tyle, by kierować gabinetem politycznym ministra). Inny kandydat wykształcenie ma, jakkolwiek osobliwe. Jest on mianowicie kierownikiem katedry technologii surowców zwierzęcych w jednej z akademii rolniczych. Pytany przez dziennikarzy o kwalifikacje do kierowania pracami rady nadzorczej wielkiej instytucji finansowej – zapowiadał, że ujawni je niebawem. Zanim zdążył ujawnić, ustąpił. Prawdopodobnie słusznie.

Rada została zdekompletowana, ponieważ wraz z profesorem także trzej inni członkowie złożyli rezygnacje. Pewnie dotknęła ich jakaś tajemnicza epidemia. Ciekawe: czy to pryszczyca, czy choroba szalonych krów? Sytuacja byłaby komiczna, gdyby nie była tragiczna. Skarb Państwa nie potrafi panować nad spółkami, za które odpowiada, ani nad osobami, którym powierza zadanie nadzorowania tych spółek. Zamiast srogim, szkolonym brytanom, powierza zresztą nadzór rozkapryszonym pudlom, których nie da się uwiązać na łańcuchu, więc rozbiegają się, dobytku nie upilnują, złodzieja nie odstraszą. Za to roznoszą wirusa paniki szalonych pudli.

Tekst został ogłoszony 19 marca 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.

Czytaj także:
2000.04.25 Alotaż
2001.01.22 Mroczny powód rezygnacji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *