Pogoda dla krętaczy [2001]

Luki w statucie spółki i regulaminach jej organów są po to, by tamtędy mogły wyciekać pieniądze.

O wyniku spółki świadczą nie tylko jej sprawozdania, nie tylko opinia i raport biegłego rewidenta, także statut i regulaminy jej organów. Często są one fatalnej jakości. Dopóki spółka nie uporządkuje swoich dokumentów ustrojowych, dopóki nie wprowadzi przejrzystych mechanizmów podejmowania decyzji, dopóty jej wyniki nie będą wiarygodne, bowiem mogą być spreparowane.

Ustrój spółki nie kreuje jej wyniku, lecz go uwiarygodnia. Niestety, ramy ustrojowe spółek są powszechnie zainfekowane czterema zwyrodnieniami. Pierwsze to efekt dziurawej kieszeni. W Polsce jeszcze nie docenia się, że należycie sporządzony statut, starannie dostosowany do niepowtarzalnych cech spółki, poważnie wzbogaca jej wartość, a dobrze opracowane regulaminy wszystkich jej organów nie tylko usprawniają podejmowanie decyzji, lecz także służą interesom akcjonariatu. Dokumenty ustrojowe spółek są często uznawane za drugorzędne kwity bez praktycznego znaczenia, przeto dla oszczędności spółki nie tworzą ich same, lecz sięgają po gotowe rozwiązania. Chodzi już nawet nie o to, że zamiast skroić ubranie na miarę, spółka wybiera używane łachy, lecz o to, że w tych łachach kieszenie są dziurawe.

To wcale nie przypadek, że przez luki w statucie, a nawet w regulaminach, wyciekają ze spółki pieniądze! Zależność między jakością corporate governance, czyli porządku korporacyjnego, a corporate performance, czyli wynikami spółek, staje się coraz bardziej oczywista.

Drugie zwyrodnienie to efekt zatrutej studni. Ponieważ inwestorzy (przynajmniej do tej pory) nie oceniają spółek po statutach, a samym spółkom także nie zależy, by ich statuty były oryginalne i twórczo wzbogacały ich tożsamość – spółki zadowalają się bezkrytycznym korzystaniem z cudzych wzorów, niekoniecznie dobrych. Przy tym powszechnie nie dostrzega się, że statut służy spółce, jej akcjonariatowi, a nie pro forma sądowi rejestrowemu. Dlatego spółki (czyli ich prawnicy) powszechnie przepisują, w całości lub we fragmentach, dokumenty ustrojowe innych spółek. Rozumuje się następująco: jeżeli tamtą spółkę wpisano do rejestru, jej statut jest zapewne zgodny z prawem. Lecz sądy rejestrują wiele spółek z wadliwymi statutami, zawierającymi liczne uchybienia.

Trudno przekonać opinię publiczną, że statut spółki nie jest kartką papieru, a dziełem sztuki prawniczej, ponieważ twórcy statutów nie są wirtuozami. Wcale nie tworzą, ale kompilują, kopiują, kombinują, zaś ich wiedza prawnicza często pochodzi ze źródła zatrutego brakiem należytej staranności zawodowej. Trzecie zwyrodnienie to efekt wirusa. Polega ono na tym, że dokumenty ustrojowe spółek są powszechnie zainfekowane rozmaitymi błędami. Spółki nie dążą do opracowania specjalnie na swoje potrzeby oryginalnych statutów, a zwłaszcza regulaminów ich organów, ale bezmyślnie przejmują te akty jedna od drugiej. Co jedna spółka skopiuje, kolejna kopiuje od niej. Rzecz jasna, wraz z błędami.

Kserokopiarka nie jest wyposażona w filtr, który wychwyci prawnicze nonsensy i nie przepuści ich dalej; przecież nawet sądy rejestrowe nonsensów nie wychwytują! Wystarczy, że stażysta obsługujący sprawy spółki „A””””” czegoś nie doczyta, nie dorobi, a wkrótce jego pomyłka zostanie zwielokrotniona, rozpełznie po całym rynku.

Czwarte zwyrodnienie to efekt kaskady. Utarło się mianowicie, że akty wyższej rangi służą temu, by przepisywać z nich, ile się da, do aktów niższej rangi. W ten sposób przepisy ustawy spływają do statutów, a z nich kaskadą do regulaminów. Także przepisy statutu są przejmowane do regulaminów. Zapożyczenia z ustawy są całkiem zbędne, ale mniej szkodliwe, natomiast ze statutu bywają niebezpieczne. Za sprawą omówionych już zwyrodnień statut bywa przecież byle jaki. Przy tym im więcej do regulaminu spłynęło kaskadą cytatów z ustawy i statutu, tym mniej w nim jego własnej, oryginalnej treści; tym mniej uregulowań poświęconych tym akurat sprawom, które regulamin ma rozstrzygać.

Efekt kaskady sprawia, że większość regulaminów składa się w przede wszystkim z przepisów bezprzedmiotowych, które jeżeli nawet nie są nieścisłe lub błędne, to są przynajmniej najzupełniej zbędne, ponieważ omawiane nimi sprawy mogą zostać uregulowane wyłącznie aktami prawnymi wyższego rzędy, czyli ustawą lub statutem. Jak w prawie Kopernika i Greshama lepszy pieniądz bywa wypierany z obiegu przez gorszy pieniądz, tak w spółkach przepisy zbędne, lub nawet błędne, wypierają z regulaminów to, co powinno być nimi regulowane. Wynika to z powszechnej nieznajomości prawa, lekceważenia go, prób obchodzenia przepisów, cynicznego naginania ich do partykularnych interesów. Pokrętne, zwyrodniałe dokumenty ustrojowe spółek zdecydowanie nie służą rynkowi, za to z pewnością – krętaczom.

Tekst ogłoszony 29 X 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *