Polisa albo majątek [2000]

O ubezpieczeniu odpowiedzialności cywilnej myślą ci członkowie zarządów i rad, którzy są jej świadomi.

Gdyby spróbować ująć jednym zdaniem materię tak rozległą, jak kodeks spółek handlowych, który już niebawem wchodzi w życie, mogłoby ono brzmieć: wolno więcej, nawet znacznie więcej, a w spółce akcyjnej najwięcej. Ta ociężała dotąd postać spółki zyskuje teraz sporą elastyczność. Nowy kodeks ułatwia jej rozwój, przeobrażenia kapitałowe, rozwiązanie, łączenie, podział, przekształcenia. W związku z tym kodeks wyposaża zarząd w nowe, nieznane dotąd uprawnienia. Poszerza się też wydatnie domena rady nadzorczej.

Im większe uprawnienia tych organów, im więcej ciąży na nich obowiązków, tym większą odpowiedzialność ponoszą ich członkowie, oraz tym większe ryzyko, że będą oni do niej pociągnięci. Niby to oczywiste, lecz piastuni odpowiedzialności nie zawsze są świadomi, że w praktyce nie ma ona granic. Nie wiedzą, że za swoje radosne poczynania mogą kiedyś otrzymać rachunek. Zwłaszcza wielu członków rad nadzorczych nie zdaje sobie sprawy, że ryzykują majątkiem. Jeszcze do dzisiaj niektórzy wyznają naiwny pogląd, że odpowiadają tylko przed tym, kto zapewnił im wybór do rady i czyich interesów w radzie strzegą.

Nowy kodeks podnosi wymogi: zamiast rozpaczliwie staroświeckiej „staranności sumiennego kupca”, teraz od członków zarządów i rad (a także likwidatorów) oczekuje się „staranności wynikającej z zawodowego charakteru ich działalności”. Miernik to jeszcze nieostry, ale opinia publiczna wyostrzy go niebawem. Jak gilotynę.

Im większa odpowiedzialność, im wyższe wymogi płynące z miernika staranności, tym więcej argumentów za ubezpieczeniem odpowiedzialności cywilnej członków zarządów i rad nadzorczych spółek kapitałowych. Przed niejednym z nich życie postawi brutalną alternatywę: polisa albo majątek. Lecz sprawa nie jest prosta. Nie tylko sami piastuni odpowiedzialności, lecz i zakłady ubezpieczeń nie doceniają potrzeby ubezpieczania oc członków zarządów i rad nadzorczych. Wiele skądinąd poważnych towarzystw ubezpieczeń majątkowych nie oferuje w Polsce takich polis. W innych krajach owszem, w Polsce – nie. Oficjalnie nikt nie poda przyczyn takiego stanu rzeczy, ale prywatnie słyszę, że skoro w Polsce nie przestrzega się zasad porządku korporacyjnego (ang. corporate governance), ryzyko jest zbyt wysokie. A przecież owych zasad nie przestrzega się nawet, bądź zwłaszcza, w niektórych znanych polskich zakładach ubezpieczeń.

Więc chociaż ubezpieczanie oc członków zarządów i rad nadzorczych jest dla towarzystw ubezpieczeniowych prawdziwą żyłą złota, niektóre z nich wolą odczekać, aż w Polsce zapanuje porządek korporacyjny. Inne szykują się do oferowania takich polis, ale wyłącznie w pakiecie, razem z ubezpieczeniem całego majątku spółki, co jest rozwiązaniem bardzo chytrym, niekoniecznie korzystnym dla spółki i samych ubezpieczonych. Zaś nawet towarzystwa, które już oferują polisy, o jakich mowa, nie zdołały jeszcze dostosować ogólnych warunków ubezpieczeń do potrzeb wynikających z kodeksu spółek handlowych.

Jest jeszcze jeden szkopuł: ubezpieczenia oc członków zarządów i rad są wyjątkowo drogie. Z jednej strony suma gwarancyjna ubezpieczenia powinna być wysoka, odpowiednio do skali ryzyka. Z drugiej – towarzystwo odpowiada za skutki działalności osób o zróżnicowanych kwalifikacjach. Zarządy spółek bywają profesjonalne, za to umiejętności członków organów nadzoru są mocno zróżnicowane. Dotyczy to na przykład wielu osób wybranych do rad przez pracowników. Stąd najczęściej sama spółka pokrywa koszty ubezpieczenia oc swojego zarządu. Praktykę tę wspiera argument, że w przeciwnym razie zarząd poprosi o podwyżki, by zarobić na swoje polisy. Natomiast pokrywanie przez spółkę kosztów ubezpieczenia oc członków rady nadzorczej budziłoby zasadnicze wątpliwości. Nowy kodeks nareszcie rozstrzyga, że członkom rady nadzorczej przysługuje zwrot kosztów związanych z udziałem w pracach rady, ale nie ma podstaw do zaliczania do nich wydatków na ubezpieczenia oc. Odrębnym zagadnieniem jest podatkowy aspekt takiego ubezpieczenia.

Niedawno weszły w życie przepisy regulujące ubezpieczenie oc radców prawnych, notariuszy i adwokatów. Nie szukajmy w nich analogii. Tam ubezpieczenie oc jest obowiązkowe, tutaj nie jest. Tam chodzi o zorganizowane korporacje zawodowe, tutaj o rzesze osób niekiedy przypadkowych. Tam ubezpieczony najczęściej wykonuje zawód aż do emerytury, tutaj składy organów spółek, zwłaszcza rad, zmieniają się bardzo często. Tam ubezpieczają się wybitnie wykwalifikowani specjaliści, śmietanka zawodów prawniczych, tutaj społeczność jest zróżnicowana. Tam w każdej korporacji obowiązują ścisłe kanony deontologii, tutaj ryzyko jest wyższe, ponieważ żadnych kanonów do tej pory nie wypracowano. A szkoda!

Tekst ogłoszony 11 grudnia 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Czytaj także, m.in.:
2014.11.04 Paradoks D&O
2003.05.12 Na krawędzi ryzyka
2003.02.24 O dobrą praktykę D&O
2002.06.30 Kilka uwag w kwestii ubezpieczenie D&O w polskich realiach
2002.04.15 Syndrom głębokiej kieszeni

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *