Profesja pierwszej potrzeby [2001]

Członkom rady nie wystarczy znajomość samego kodeksu spółek handlowych. Muszą znać prawo!
Z wejściem w życie kodeksu spółek handlowych (1 stycznia 2001 r.) wzrosła rola prawników w radach nadzorczych. Wcześniej przydatni, teraz są niezbędni. Kodeks handlowy był na tyle prosty, że doświadczona rada potrafiła się nim posługiwać nawet gdy zabrakło w niej prawnika. Nowy kodeks jest natomiast aktem o wiele bardziej dojrzałym, a jego stosowanie wymaga nieporównanie wyższych kwalifikacji. Stary kodeks sprzyjał samoukom, nowy obnaża ich braki.

Kodeks handlowy wywodził się z innej epoki, z 1934 roku. Z czasem został mocno okrojony. Stracił pierwotny kształt. Jego pozostałości trwały samotnym bytem na obrzeżach porządku prawnego. Nie były zintegrowane z kształtującym się systemem prawnym nowoczesnego państwa. Paradoksalnie, ułatwiało to stosowanie przepisów kodeksu tym członkom rad nadzorczych, którzy nie znali wielu innych ustaw, a niekiedy nawet nie wiedzieli, gdzie kończą się przepisy, a zaczyna się komentarz do nich.

Dla ilustracji przytoczę wypowiedź znanego praktyka nie będącego prawnikiem: „…uczyłem się tzw. Kodeksu Allerhanda, czyli kodeksu handlowego z komentarzami Allerhanda – dopiero po pewnym czasie stwierdziłem z pewnym zdumieniem, że większość tekstu stanowią komentarze, a nie przepisy prawa. To tylko pokazuje, jak ważny jest dobry komentarz – dobrze skonstruowane prawo powinno dać się interpretować w sposób nie budzący wątpliwości i zrozumiały dla tzw. ‘normalnego człowieka’. Coraz bardziej jednak odczuwalny stawał się fakt, że niektóre komentarze powinny być wpisane bezpośrednio do tekstu ustawy…”.

Szanuję wyrażoną w cytowanej wypowiedzi myśl, że prawo powinno być jasne i łatwe w stosowaniu. Jednak komentarze z pewnością nie będą wpisywane do tekstu ustawy. Nie będą uchwalane przez parlament. Prezydent nie będzie miał prawa zgłaszania weta do komentarzy. A wreszcie kodeks handlowy był zawsze tą samą ustawą, zawsze znaczącą to samo, chociaż komentarzami opatrywali go różni uczeni. Jest prawdą, że dobry komentarz znacznie ułatwia stosowanie prawa. Lecz stosowaniu przepisów kodeksu spółek handlowych posłuży nie tylko podpórka w postaci komentarzy, które zapewne z czasem, z uwzględnieniem orzecznictwa i praktyki, zostaną opracowane. Praktyk już obecnie jest zmuszony sięgać do instytucji umocowanych w innych ustawach, przede wszystkim w kodeksie cywilnym.

Odrzucono bowiem anachroniczny podział na prawo cywilne i handlowe. Kodeks spółek handlowych jest częścią systemu prawa cywilnego. Z systemu prawa cywilnego czerpie, do niego też odsyła, z poszanowaniem własnej tożsamości. Wyrósł z potrzeby dostosowania polskiego prawa i kształtowanej przez prawo praktyki gospodarczej do standardów Unii Europejskiej. Stąd potrzeba znajomości przez praktyków dyrektyw (oraz projektów dyrektyw) Unii. Wiele rozwiązań unijnych zostanie z czasem przejętych do naszego rodzimego prawa. Kodeks spółek handlowych obficie sięga także do rozwiązań przyjętych przez państwa obce. Warto śledzić ewolucję tych rozwiązań, więc znać nie tylko polski system prawny, lecz także zręby systemów, które wywarły nań wpływ, skoro prawdopodobnie ów wpływ nie straci wcale na znaczeniu, a raczej umocni się. W miarę, jak zmieniają się warunki prowadzenia działalności gospodarczej, kodeks będzie nowelizowany. To przecież nie jest martwy pomnik prawa, lecz elastyczny instrument służący potrzebom życia. Nie obawiajmy się zmian kodeksu spółek handlowych, gdyby okazały się celowe. Utrudnią one pracę samoukom, lecz przedsiębiorcom – ułatwią działalność.

Kodeks spółek handlowych wszedł w życie szybko po zakończeniu procesu legislacyjnego, zanim większość zainteresowanych zdążyła się z nim bliżej zaprzyjaźnić. Lecz ustawa, nowoczesna i przejrzysta, nie wywołała szoku, który spowodowałby przejściową koniunkturę dla prawników, objaśniających nowe rozwiązania. Wzrost wartości tej profesji wydaje się zjawiskiem trwałym. Nie ulega wątpliwości, że prawnicy okażą się pomocni w należytym stosowaniu norm kodeksu spółek handlowych. Liczyłem też na ich przydatność we wprowadzaniu do spółek, oraz w ich otoczenie, zasad porządku korporacyjnego.

Lecz z wejściem w życie nowego kodeksu, dającego nam przepustkę do Europy, zbiega się (zapewne przypadkowo) festiwal złych obyczajów. Przykładów dostarczają wydarzenia wokół spółek grupy PZU, a także wokół kilku narodowych funduszy inwestycyjnych, które Skarb Państwa próbuje „odzyskać” dla swoich sprzymierzeńców. Niektórzy przedstawiciele profesji pierwszej potrzeby dopuścili się brzydkich ekscesów, nie licujących z etyką swoich korporacji zawodowych. Tracą na tym spółki uwikłane w te nieeleganckie poczynania, traci ich akcjonariat, traci opinia zawodów prawniczych, traci także wizerunek Polski.

Tekst ogłoszony12 lutego 2001 w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka
Czytaj także: 2000.10.23 Nie deptać prawników

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *