Przechrzty

Kiedyś Joanna Tauber, doświadczona specjalistka public relations, spuentowała w Gazecie Bankowej swój artykuł o wartości marki barwnym obrazkiem rodzajowym. Przechodzień pyta na ulicy innego przechodnia, gdzie jest pekao. A tutaj, odpowiada zagadnięty. Kiedy mnie nie chodzi o pekao, tylko o pekao, wyjaśnia pierwszy. Ach, to trzeba było od razu mówić, odpowiada drugi. Kiedy widzi pan – tłumaczy pierwszy – ja ze wschodu, my tam wszyscy zaciągamy.

Szczycę się, że nigdy – przenigdy! – nie pomyliłem PKO (dzisiaj to PKO Bank Polski) z Pekao (dzisiaj to Bank Pekao). Szczycę się tym, ponieważ w przeogromnej większości rodacy czasami, albo zazwyczaj, mylą te banki. Mylą je nawet poważne gazety. Często więc słyszę uwagi, że trzeba coś z tym zrobić. Zmienić nazwy, żeby je odróżnić, nie tylko w piśmie, także w mowie. Przecież to żaden problem, wszyscy dokoła zmieniają nazwy, banki także. Więc dlaczego akurat te dwa upierają się przy swoich markach?

Odpowiedź jest prosta: ponieważ marki obu wielkich banków nie tylko dumnie obwieszczają ich tradycje i reputację, także kreują wartość. Kiedy widzę, co dzieje się na warszawskim parkiecie, ogarnia mnie osobliwa mieszanina pożałowania i irytacji. Pożałowania nad spółkami, mającymi za nic swoją markę, tożsamość, renomę, zmieniającymi nazwy jak bolidy Formuły 1 zmieniają opony. Irytacji nad losem inwestorów, którzy miewają trudności z odnalezieniem w tabeli notowań giełdowych nowej nazwy spółki, do której świeżo wnieśli kapitał. Niby prawo inwestora do informacji ze spółek podlega ochronie, ale po obrzędzie zmiany nazwy, albo i profilu działalności, spółka czasem znika z radarów wraz z zainwestowanymi w nią środkami i trzeba jej poszukiwać. Nie jestem zwolennikiem ingerowania przez prawo w życie, lecz w takich przypadkach może jednak?

Inwestorzy wszystkich krajów, zapamiętajcie fundamentalna prawidłowość rynków: komu powodzi się dobrze, kto odnosi sukcesy, zarabia, nazwy nie zmienia, ceni ją, hołubi. Starą skórę zrzucają, przeszłość odcinają grubą kreską, nowej tożsamości poszukują głównie nieudacznicy. ViaGuara, której nie szło pędzenie wódki z guaraną, przeobraziła się w Polsko-Amerykański Dom Inwestycyjny. Czy to oznacza otrzeźwienie? Centrozap zmienił się w Ideon, co brzmi jak nazwa przedwojennego kina, ale film im się chyba niezadługo urwie. Energopol Południe to dzisiaj Centrum Nowoczesnych Technologii, CNT. Ładnie brzmi, lecz co się za tym kryje? Global Energy to przedtem Libra, a jeszcze przedtem Hardex. ADV to dzisiaj Grupa SMT. Czy komu coś mówi jedno albo drugie? Spółka CCC najpierw przemieniła się w NG2, co dla mnie brzmi jak wzór chemiczny, ale kiedy opary opadły, wróciła do nazwy CCC. Po co im było jeść te żaby? ATM Systemy Informatyczne to Atende. Warszawska giełda powinna uruchomić informację telefoniczną o aktualnych nazwach spółek – przechrzt.

Co nie znaczy, że przechrzty buszują tylko u nas. Po aferze Enronu firma doradcza Andersen Consulting spaliła się ze wstydu i przemieniła w Accenture. PricewaterhouseCoopers to już tylko PwC; podobno gdzieś działa towarzystwo miłośników pana Lybranda, którego przy poprzednim rebrandingu wykolegowano. America Online, dawniej Quarntum Computer Services, to już tylko AOL. Najpierw wydaje się fortuny na procesy zmiany nazw, potem zastępuje się je skrótami. Krzepi mnie myśl, że bywa też na odwrót, a w narodzie (przynajmniej jednym!) nie gaśnie poczucie humoru. Oto spółka KOV zmieniła się w Serinus Energy. Czytam, że serinus to po łacinie ptaszek z rodziny kulczyków. Ćwir, ćwir!

Czytaj także: 2013.01.21 A przedtem Radziwiłl!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *