Przewodnik po tytułach na szczycie korporacji, czyli bałagan w C-suite

  • Głosowanie w spółce akcyjnej i sp. z o. o. | webinar personalities.plKażda organizacja posługuje się tytulaturą wyróżniającą osoby sprawujące funkcje kierownicze;
  • W anglosaskiej spółce kierownictwo posługuje się tytułami określającymi zakres kompetencji i odpowiedzialności menedżerów;
  • Ci, którym przypadły najwyższe stanowiska korzystają z tytułu Chief, jak Chief Executive Officer (CEO) lub Chief Financial Officer (CFO);
  • Zbiorcza nazwa grupy kierowniczej to C-suite lub C-level, lecz wobec inflacji tytułów coraz trudniej ustalić, kto naprawdę wchodzi w jej skład.

Przed współczesną korporacją piętrzy się coraz więcej zadań i wyzwań, co powoduje zmiany w zarządzaniu absorbującym coraz więcej specjalistów. Można odnieść wrażenie, że struktura zarządzania zwolna ulega spłaszczeniu. Dawniej na szczycie hierarchii królował President & Chairman; pierwszy tytuł oznaczał prymat w zarządzie, drugi w radzie dyrektorów. Obecnie w większości spółek stanowiska te zostały rozdzielone lub zostaną rozdzielone wkrótce. Formułę Chairman słusznie uznano za seksistowską (wszak kierownictwo w radzie nie zawsze przypada mężczyźnie), w to miejsce próbowano wprowadzić tytuł Chairperson, ostatecznie decydując się na Chair.

President (z czasem President & CEO) kierował pracami zarządu z udziałem zastępców rzeczywistych, Executive Vice Presidents. Menedżerów decyzyjnych nazywano executives. Na niższym szczeblu działali liczni menedżerowie obdarzeni czysto grzecznościowym tytułem Vice President. Współcześnie zarzuca się te pompatyczne nazwy. Spółką kieruje CEO – Chief Executive Officer. W skład C-suite obok niego wchodzą CFO – Chief Financial Officer, niekiedy COO – Chief Operational Officer. Spotykane są także tytuły CTO – Chief Technology Officer, CRO – Chief Risk Officer, CMO – Chief Marketing Officer, CIO – Chief Investment Officer, ale w niektórych spółkach to Information Officer, CPO – od Purchase, czyli po polsku zaopatrzeniowiec, CTO – od Talents, lub CHRO – Chief Human Resources Officer, obaj to po polsku kadrowi, CCO – Chief Compliance Officer, ale skrót CCO niekiedy oznacza Chief Country Officer – kierujący operacjami korporacji w danym kraju, CDO – czyli Digital, powoływany ostatnio w największych korporacjach, w innych pod tym skrótem kryje się Chief Data Officer, funkcja bardzo zyskująca na znaczeniu; CSO – od Security, czyli bezpieczeństwa biznesu (nie chodzi o szefa fizycznej ochrony obiektów), ostatnio również CAIO – Chief Artificial Intelligence Officer. Spotkałem także tytuły CAE – Chief Audit Executive i Chief Growth Officer – menedżer odpowiedzialny za wzrost. Wszystkich Chief Officerów, czyli pracowników C-level, Amerykanie określają zbiorczo mianem CXO.

W poszczególnych spółkach nie wszyscy z wymienionych bywają zaliczani do C-level. Daleko nie wszyscy wchodzą w skład rad dyrektorów, chociaż w literaturze mnożą się pomysły, żeby do rad wchodzili, prócz CEO i CFO, także CDO, CSO, CSO, a nawet CHRO, co uważam za przesadę. W agencjach reklamowych panoszy się CCO – Chief Creative Officer. Według Gartner’s 2019 Customer Experience Management Survey w spółkach przybywa specjalistów z tytułami Chief Experience Officer (w skrócie CXO, jak powyżej) lub Chief Customer Officer (w skrócie CCO, jak powyżej). Ostatnio David Allen z portalu Board Agenda domaga się, by w spółkach działał Chief Fun Officer (w skrócie CFO, także jak powyżej) odpowiedzialny za rozrywkę mającą przeciwdziałać odpływowi pracowników i zapewnić wyższą produktywność. Mieliśmy takich pod nazwą instruktorów kulturalno-oświatowych. Dublujące się skróty tych mnożących się funkcji potęgują bałagan w C-suite.

Pierwotnie terminem C-suite oznaczano szczebel decyzyjny. Wobec tego każdy dział korporacji, każda funkcja chciała mieć tam swojego przedstawiciela, zaś ów przedstawiciel dążył, by jego głos był słyszalny. Każdy ciągnie w stronę własnych interesów. Tłok w kierownictwie, jazgot, partykularyzm – sprawiają, że coraz trudniej ogarnąć całość spraw.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że wraz ze wzrostem zadań i wyzwań pęcznieje skład C-suite, ale też następuje galopująca inflacja tytułów, a najzabawniej ktoś przedstawia się na LinkedIn jako Chief Happiness Officer. Oczywiście kobieta, bo któż inny mógłby personifikować happiness? Niemniej nie chodzi o taki happiness, jaki wciąż lubię najbardziej, lecz o ciasto marchewkowe albo przytulanie przez kadrową. Kto nie wierzy, niech kupi kalendarz tych idiotycznych czynności za 60 PLN + VAT.
Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 21 marca 2020 r, napisany  przed wprowadzeniem żelaznej zasady social distancing, kiedy jeszcze istniały możliwości przytulania przez kadrową. Teraz, w czasach lockout, uświadomiłem sobie, że żadna kadrowa nigdy mnie nie przytulała. Może szkoda.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *