Przyjaciele zarządu

W tych dniach zgodnie złożyli rezygnacje wszyscy członkowie rady nadzorczej IDM SA. Nic w tym dziwnego: notowania spółki zostały po raz kolejny zawieszone, kilka godzin po komunikacie o zbiorowej rezygnacji rady spółka ogłosiła o złożeniu wniosku o upadłość. Na razie układową, ale nie o tym piszę. Spotkałem kiedyś radę nadzorczą IDM, w jej składzie powtarzały się nazwiska członków zarządu, ojcowie mieli nadzorować synów, co nie jest zabronione, lecz zaufania nie wzmaga. W informacji o rezygnacji członków rady były już inne nazwiska, zdecydowanie bardziej akustyczne. Wygląda na to, że kiedy spółka znalazła się w kłopotach – do jej rady powołano osobistości znacznego kalibru, znane i szanowane.

Inne osobistości znacznego kalibru, znane i szanowane, zeznają właśnie w procesie liderów Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej. Szczegółowe relacje z procesu, jak to w Polsce ciągnącego się ponad oczekiwania poszkodowanych, ogłasza Puls Biznesu. Członkowie rad nadzorczych spółek grupy WGI zeznają zgodnie: nic nie wiedzieli, niczego nie widzieli, nie otrzymywali informacji, a szczegółów już nie pamiętają, przecież upłynęło tyle lat. Może i nie jest to taktyczne zasłanianie się przez świadków niepamięcią: wspomniani członkowie rad są osobistościami zajętymi, zapracowanymi, ich udział w radzie był dla nich niewiele znaczącym epizodem. Może poszli do rad dla pieniędzy, może zostali o to uproszeni przez kogoś, komu odmówić nie wypadało?

Działalność gospodarcza z natury obarczona jest ryzykiem. Zapamiętałem celne powiedzenie Wiesława Rozłuckiego: „Kapitalizm bez bankructw to jak katolicyzm bez piekła”. Lecz w sprawach FOZZ, WGI, Clean & Carbon Energy, IDM nie chodzi mi o bankructwa. Widzę tu inną cechę wspólną wspomnianym aferom: sycenie rad nadzorczych osobami o wyróżniającej się pozycji, znanym nazwisku i autorytecie. Mają oni odgrodzić nadzorowaną przez nich spółkę od podejrzeń o nieprawidłowości, osłonić ją swoją powagą, wzmocnić jej reputację w oczach rynku. Czemu jednak nie są w stanie sprostać, ponieważ nie mają czasu, posługa w radzie nadzorczej jest mało znaczącym dodatkiem do ich licznych i liczących się obowiązków zawodowych. Dokoła nich dzieje się wiele innych, ważniejszych spraw, przeto incydentalne spotkania i błaha na nich dyskusja niekoniecznie wyzwalają w członkach rady poczucie odpowiedzialności. Ornamentariusz w radzie sprawdza się może w czasach prosperity, kiedy zasiada, zaszczyca, uświetnia, natomiast w obliczu kryzysu okazuje się zupełnie nieprzydatny.

Pod hasłem „Facecje” ogłaszam tu tzw. powiedzonka z wdziękiem. W zbiorku poświęconym radzie nadzorczej pozwoliłem sobie przytoczyć moją parafrazę słynnego powiedzenia lorda Actona, iż władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie. Brzmi ona: „Władza korumpuje, władza pozbawiona skutecznego nadzoru korumpuje nadzór”. Rada nadzorcza skomponowana spośród przyjaciół zarządu, albo dobrana przez zarząd, często nie spełnia zadań, jakie powierza jej prawo.

Ilekroć widzę spółkę, której rada nadzorcza napakowana jest ponad potrzeby osobami o głośnych nazwiskach – czy będzie to były polityk, czy autorytet moralny, generał lub znany uczony – nabieram podejrzeń, że sprawa skończy się źle. Niekoniecznie dla ornamentariuszy, nikogo w Polsce jeszcze nie puszczono bez skarpetek, lecz dla akcjonariuszy i interesariuszy, którzy mogą ponieść znaczne straty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *