Saga Forsyte’ów trwa [2010]

Kolejny serial o rodzie Forsyte’ów, pokazywany przez TVN Style, skłonił mnie do ponownej, już nie wiedzieć której, lektury powieści. Akcja Sagi rozgrywa się w wiktoriańskiej i postwiktoriańskiej Anglii, bierze w niej udział zamożne mieszczaństwo, mówi się wiele o pieniądzach, przy okazji poznajemy tajemnice londyńskiej City. Autor, John Galsworthy, był prawnikiem i chociaż nigdy nie podjął praktyki w tym zawodzie, dobrze znał zasady rynku kapitałowego.

Przeto czytam, że 17 maja 1887 r. w siedzibie spółki przy Ironmonger Lane odbyło się walne zgromadzenie New Collier Company. Przewodniczącego nie obierano, funkcję tę pełnił z urzędu prezes Jolyon Forsyte; obecny był także jego bratanek Soames, doradca prawny spółki. Zarząd oszczędnie dawkował inwestorom informacje. Sekretarz spółki Higgins mawiał do Soamesa Forsyte’a, że czego akcjonariusze nie wiedzą o stanie spraw – nie ma znaczenia. Posłyszawszy to raz, stary Jolyon kategorycznie sprostował: nie ma znaczenia to, co o stanie spraw jest akcjonariuszom wiadome!

Ukrywał on pod maską jowiszowego spokoju stały, tkwiący w głębi duszy każdego członka zarządu antagonizm w stosunku do akcjonariuszy. Wiedział bowiem, że akcjonariusze lubią tracić czas. Gdyby było inaczej, zapewne nie uczęszczaliby oni na walne zgromadzenia. Lecz oto przybyli… Wśród nich były marynarz, który uczestniczył w zgromadzeniach, by zalewać wszystkim sadła za skórę; wielebny zgłaszający zawsze taki sam wniosek; major, który nie potrafił powstrzymać się od zabierania głosu; wreszcie – czterech czy pięciu poważnych udziałowców, ludzi interesu lubiących dopilnować osobiście swoich spraw, z którymi nie naprzykrzali się jednak nikomu.

Sprawozdanie finansowe spółki wywołało znaczne kontrowers