Sami swoi

Czytam, że KGHM jest najbardziej stabilną i perspektywiczną firmą regionu. Tak wynika z ogłoszonej dzisiaj przez jeden z dzienników listy EUROPA 500. Do regionalnej perspektywy kombinat przylega średnio, jest przecież firmą globalną, jedyną w portfelu narodowym, działa na trzech kontynentach, próbował działać na czwartym, lecz o tym przypominać nie wypada. Czy jest też firmą najbardziej stabilną? Jej byt wprawdzie nie jest zagrożony, ale dopiero co czytałem o niespodziewanym odwołaniu z zarządu trojga wiceprezesów, w tym wiceprezesa do spraw finansowych. Na ogół odwołanie CFO w trybie tak niezwyczajnym zwiastuje katastrofę. Ufam, że tym razem nie chodziło o finanse koncernu, tylko o jeszcze jeden kaprys wszechwładnych wobec spółki urzędników Ministerstwa Skarbu Państwa.

Tsunami w KGHM zostało w mediach zaprezentowane jako wydarzenie drugorzędne: Polacy, nic się nie stało! Zebrała się rada nadzorcza, dokonała ważnych zmian w zarządzie, ale – co dziennikarze prezentują jako ewenement – prezes ocalał, prezes „umocnił swoją pozycję”. W komunikacie spółki czytam osobliwe sformułowanie: „Konieczność wzmocnienia spójności działań i konsolidacji Grupy Kapitałowej KGHM to główne powody zmian w zarządzie spółki. W jego skład weszli ludzie z doskonałą znajomością branży oraz udokumentowanymi osiągnięciami”. Wynika z tego, że grupa działała niespójnie, a odwołani wiceprezesi nie znali się na branży i nie mieli udokumentowanych osiągnięć. Zatem przypomnę, że Włodzimierz Kiciński i Adam Sawicki trafili do zarządu KGHM z konkursu, że mają za sobą liczące się sukcesy menedżerskie, że zdobyli uznanie w środowisku międzynarodowego biznesu, że przez wiele lat poznawali i z powodzeniem stosowali najlepsze skandynawskie standardy zarządzania i corporate governance.

Ich miejsce zajęli menedżerowie z kombinatu. Nie kwestionuję ich kompetencji. Nie podoba mi się jednak klimat kultywowanej w KGHM swojskości. Lepsi swojacy od warszawistów? Lepsi lokalni liderzy od międzynarodowych weteranów? Firmie z takim podejściem do biznesu trudno wróżyć powodzenie w światowych przedsięwzięciach.

Nie wiem, czy rada nadzorcza dokonała oceny pracy zarządu i jego członków. Czy podeszła do sprawy krytycznie, merytorycznie? Są w niej poważni ludzie, z dorobkiem i autorytetem; nie przystoi nawet myśleć, że są tylko ornamentariuszami. O składzie rady decyduje resort skarbu, który nie dysponuje nawet jedną trzecią kapitału, lecz w spółkach ze swoim udziałem miewa nawyki udzielnego władcy. Nie wiem, jakie argumenty przesądziły o odwołaniu wiceprezesów. Martwi mnie, że nikt o te argumenty nie pyta. Że nie próbuje się wyjaśnić sprawy, która tego bezwzględnie wymaga. Martwi mnie, że milczy rynek kapitałowy. Widocznie panuje przekonanie, że nie zaszło nic nadzwyczajnego, że sprawy toczą się utartym torem. Czy jesteśmy tak zobojętniali wobec poważnych nieprawidłowości, czy może tak zalęknieni przed obliczami urzędników ministerstwa?

Prof. Herbert Wirth opowiadał kapitalną anegdotę: kiedy kupował Quadrę, pytali go Kanadyjczycy, czy KGHM ma coś wspólnego z KGB. Panie prezesie, może im pan teraz powiedzieć, że G w nazwie kombinatu oznacza wiceministra skarbu Zdzisława Gawlika, który wrócił do resortu i teraz – czytam w gazetach – rządzi po swojemu, usuwając menedżerów z poręczenia poprzednika. W takie plotki nie wypada wierzyć, ale już to, że powstają, kursują, a przy tym wcale nie śmieszą, budzi niesmak. Przynajmniej w miejscu poświęconym promowaniu corporate governance.

Czytaj także:
2013.11.07 Kto pamięta Orlenino?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *