Spocony czerwiec [2011]

Na walnym zgromadzeniu inwestor indywidualny bywa intruzem, niepożądanym dodatkiem do swoich pieniędzy.

Czerwiec, wiadomo: czas walnych zgromadzeń. Im bliżej końca miesiąca, tym bardziej licznych. Spółki są zobowiązane do odbycia zwyczajnych walnych zgromadzeń do 30 czerwca, ale zwlekają z nimi, jak długo można. Ostatnie robocze dni czerwca to istny festiwal: codziennie odbywa się po kilka, nawet kilkanaście walnych zgromadzeń spółek publicznych. Jest to zjawisko niekorzystne dla uczestników rynku: indywidualnych akcjonariuszy, zniechęcanych do udziału w walnych zgromadzeniach, inwestorów instytucjonalnych zmuszonych jednocześnie obsługiwać wiele walnych, analityków, mediów. Inwestorzy jeszcze nie dostrzegli, że spółki odbywające walne zgromadzenia w pierwszym możliwym, a nie w ostatnim dopuszczalnym terminie, zyskują przewagę konkurencyjną dzięki temu, że są „skomunikowane” z rynkiem.

Zbieg terminów walnych zgromadzeń wielu spółek nie jest jedyną przeszkodą do udziału akcjonariuszy, zwłaszcza indywidualnych, w walnych zgromadzeniach. Albowiem na torze przeszkód najbardziej dokuczliwe bywają przerwy w obradach. Oto hipotetyczny inwestor indywidualny przemierza pół Polski, by wziąć udział w walnym zgromadzeniu, lecz niebawem po otwarciu obrad i wyborze nikomu niepotrzebnej komisji skrutacyjnej (głosowanie odbywa się elektronicznie, rzekomi skrutatorzy będą tylko żałosnymi figurantami) zostaje ogłoszona przerwa. Czy przerwa potrwa dzień, czy dni trzydzieści, dla przyjezdnego będzie bez znaczenia: on dowie się, i zapamięta fundamentalną prawdę: na walnym zgromadzeniu inwestor indywidualny bywa intruzem, niepożądanym dodatkiem do swoich pieniędzy.

Przerwy są najczęściej wnioskowane przez pełnomocników inwestorów instytucjonalnych. Wpadają oni na zgromadzenie w ostatniej chwili, zziajani, spoceni, zabiegani; mężczyźni w wymiętych garniturach, kobiety w przyciasnych kostiumach. Opóźniają proces rejestracji uczestników, ciągle gdzieś telefonują, a kiedy stracą kontakt z przebiegiem zgromadzenia – zawnioskują o przerwę z jakiegoś błahego powodu. Wniosek zyska poparcie innych pełnomocników, bardziej zajętych telefonowaniem, niż obserwacją obrad. Pamiętam wnioski o przerwę w obradach motywowane tym, że pełnomocnik nie otrzymał instrukcji, albo nie zdążył przygotować się do obrad, bo został przysłany w zastępstwie kolegi.

Inną plagą polskiego rynku jest praktyka nękania akcjonariatu nadzwyczajnymi walnymi zgromadzeniami. Niektóre spółki odbywają corocznie po kilka nadzwyczajnych, zwoływanych bez rzeczywistej potrzeby, często jedynie dlatego, że zapomniano należycie sporządzić porządek obrad zwyczajnego walnego zgromadzenia, albo niestarannie zredagowano statut i po śmierci lub rezygnacji członka rady nadzorczej należy pilnie uzupełnić jej zdekompletowany skład. Nadzwyczajne walne to dla spółki dodatkowe koszty, ale inwestorów mitręga, dla indywidualnych akcjonariuszy kolejny sygnał, że ich udział w obradach nie jest oczekiwany. Zdaniem wielu spółek, drobnica powinna zachowywać się jak pacjent z audycji „Będąc młodą lekarką”: kopertę z pieniędzmi położyć na parapecie i iść w diabły. Z tą różnicą, że chodzi o parapet w biurze maklerskim.

Lecz nawet gdyby walne odbyło się należycie, inwestor indywidualny niewiele z tego odniesie pożytku. Albowiem napuszona obrzędowość polskich walnych zgromadzeń nie daje uczestnikom wielu szans bliższego poznania spółki i losu włożonych w nią pieniędzy. Walne ma procedować, wartko podejmować uchwały, nie dyskutować, nie zajmować się sprawami spoza porządku obrad. Lecz zapomina się przy tym, że jest ono najlepszą okazją do odsłonięcia przed akcjonariatem obrazu spraw spółki.

Tekst ogłoszony 21 czerwca 2011 r. w Gazecie Giełdy Parkiet.
Czytaj także: 2011.06.03 Walne zwyrodnienie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *