Szkopuły programu reformy [2010]

Powiększa się rolę państwa kosztem akcjonariuszy, którzy wcześniej państwu zaufali, weszli z nim w spółkę, a teraz są spychani na margines.

W propozycjach Rady Gospodarczej w kwestii poprawy jakości nadzoru nad spółkami z udziałem Skarbu Państwa tkwi kilka istotnych szkopułów. Pierwszy polega na tym, że chociaż chodzi o spółki mające także innych udziałowców, w niektórych zaś Skarb Państwa jest w mniejszości, przecież we wspomnianych propozycjach powiększa się rolę państwa kosztem akcjonariuszy, którzy wcześniej państwu zaufali, weszli z nim w spółkę, a teraz są spychani na margines. Drugi szkopuł sprowadza się do tego, że sloganom dotyczącym wprowadzenia do tych spółek najwyższych światowych standardów corporate governance nie towarzyszą żadne współbrzmiące z tym konkrety. I wreszcie szkopuł trzeci: zakłada się mianowicie, że do rad nadzorczych notowanych na GPW najważniejszych spółek z udziałem Skarbu Państwa wejdą niebawem eksperci z uznanym doświadczeniem biznesowym, sprawni menedżerowie, starannie wyselekcjonowani przez niezależny Komitet Nominacyjny, lecz wynagrodzenia rad nadzorczych mają pozostać na niskim poziomie. Przemawiać ma za tym argument, że członkostwo w takich radach daje prestiż, a prestiż jest ważniejszy od pieniędzy.

Z najwyższymi światowymi standardami nie ma to nic wspólnego. Żaden z nich nie przewiduje zapłaty w prestiżu. Przeciwnie: uważa się powszechnie, że sprawującym nadzór należy się godziwe, wysokie wynagrodzenie, na tyle atrakcyjne, by skłonić ich do podjęcia pracy w radzie, zatrzymać ich na funkcjach przez jedną lub więcej kadencji, umotywować do skutecznego sprawowania stałego nadzoru nad działalnością spółki we wszystkich, powtarzam: wszystkich dziedzinach tej działalności. Wynagrodzenie za pracę w radzie nadzorczej powinno korespondować z kwalifikacjami, zakresem odpowiedzialności i niezbędnym, a stale rosnącym, zaangażowaniem czasowym. Światowe standardy przewidują, że spółka określa kandydatom do rady nadzorczej wymiar przewidywanego zaangażowania czasowego związanego z wykonywaniem przez nich funkcji. Za prestiż możemy najwyżej zafundować sobie synekury.

Owszem, menedżerowie czynni w działalności gospodarczej – a takich właśnie ma rekomendować Komitet Nominacyjny – reflektują na członkostwo w radach nadzorczych znaczących spółek z powodów innych niż pieniądze. Liczy się możliwość poszerzania przez nich stref ich wpływów. Udział w ważnej radzie jest okazją do nawiązania lub wykorzystania uzyskanych tą drogą kontaktów. Z nadzorowaną spółką wiąże ich więc nie tyle skromne wynagrodzenie, niewspółmierne do zakresu zadań, co wzgląd na inne korzyści. Mamy już w tej kwestii doświadczenie. U zarania polskiej transformacji gospodarczej szefowie korporacji rozsiadali się na krzyż w radach, pobłażliwie nadzorując się nawzajem. Przez siatkę wzajemnych powiązań przepłynie stokroć więcej, niż zaoszczędzi się na wynagrodzeniach członków rad.

Tekst został ogłoszony 8 lipca 2010 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także:
2014.03.08 Komitet z Loch Ness
2010.07.05 Biznes przed polityką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *