Archiwa tagu: akcjonariusze

Poszanowanie praw akcjonariuszy warunkiem przetrwania polskiego rynku kapitałowego

  • Źle rządzona, Polska zeszła na ubocze świata, izoluje się od jego wpływów, więc omijają nas współczesne prądy zmierzające do reformy rynków;
  • Szerokim frontem przechodzi przez rynki postulat, by z dobrodziejstw spółki korzystali nie tylko akcjonariusze, także wszelcy interesariusze;
  • Niestety, w Polsce niewiele jest spółek świadczących dobrodziejstwa inne niż dywidenda, należna wyłącznie akcjonariuszom;
  • Nie oczekujmy od akcjonariuszy, by posunęli się i dopuścili do dobrodziejstw spółki interesariuszy, dopóki prawa tych pierwszych nie będą respektowane.

Reformę polskiego rynku kapitałowego należy zacząć od bezwzględnego poszanowania praw akcjonariuszy. Nie lekceważę interesariuszy: pracowników, dostawców (i innych uczestników łańcucha dostaw), konsumentów, lokalnych społeczności, niekiedy ogółu społeczeństwa. Lecz bez akcjonariatu nie będzie rynku, przeto nie będzie komu wspierać interesariatu spółek kapitałowych. Prawa akcjonariuszy są często naruszane, a w spółkach z udziałem Skarbu Państwa można dostrzec symptomy ich lekceważenia i oszukiwania. Świadczą o tym przynajmniej trzy zjawiska:

  1. Fatalne zarządzanie majątkiem państwa, w tym udziałami w spółkach notowanych na GPW, wobec czego ich kapitalizacja zmniejszyła się w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości nawet o kilkadziesiąt procent, co dla akcjonariuszy innych niż Skarb Państwa, w kilku wypadkach większościowych, oznacza stratę rzędu kilkudziesięciu miliardów złotych.
  2. Ograniczanie wpływu akcjonariuszy innych niż Skarb Państwa na spółki z jego udziałem, niekiedy mniejszościowym, co szkodzi rynkowi, spółkom i ich akcjonariatom.
  3. Beztroskie wydawanie przez notowane spółki z udziałem Skarbu Państwa – bez uzgodnienia tego z akcjonariatem – znacznych sum na cele nie mające nic wspólnego z interesami tych spółek.

Przykładów rozpasanego marnotrawstwa pieniędzy spółek przez ich zarządy można wskazywać wiele. Należy do nich lokowanie reklam – pozbawionych merytorycznego uzasadnienia i ekonomicznego znaczenia – w mediach ulubionych przez rządzących, niekoniecznie reprezentujących należyty poziom i znaczący zasięg. Oraz kierowanie pieniędzy spółek na patronaty i sponsoringi przedsięwzięć i wydarzeń, które grabionym w ten sposób spółkom i ich akcjonariuszom nie przynoszą żadnych korzyści, a politykom honorowanym za te pieniądze prestiżowymi wyróżnieniami – najwyżej ulotną chwałę. Czy akcjonariaty spółek z udziałem Skarbu Państwa były konsultowane w sprawie dotacji na kontrowersyjną „Polską Fundację Narodową”, która przynosi Polsce głównie wstyd, a kierowane do niej fundusze znikają w czarnej dziurze, co rodzi podejrzenia znacznych nadużyć?

Lech Kaczyński zasłynął kiedyś powiedzeniem „Jak ktoś posiada pieniądze, to skądś je ma”. Można te słowa interpretować dwojako. Albo jako wskazówkę „Follow the money”, co pomoże ukazać źródła finansowania rozmaitych przedsięwzięć, albo jako charakterystyczną dla braci Kaczyńskich insynuację, że czyjeś pieniądze nie mają należytej proweniencji. W przypadku Fundacji Narodowej znamy źródła pochodzenia kapitału,  natomiast nie wiemy dokładnie jak i na co jest on obracany. Nie kwestionuję poszczególnych pozycji sprawozdania fundacji, odrzucam całe sprawozdanie jako nieścisłe, mętne – i domagam się od fundatorów, oraz patronującego tej hucpie rządu, postępowania wyjaśniającego, gdzie są pieniądze polskich podatników i akcjonariuszy kilkunastu spółek.

Cała ta granda budzi oburzenie także z punktu widzenia corporate governance. Przypuszczam, że premierzy wydają spółkom polecenia, że fundacji te pieniądze „po prostu się należą”. Otóż członkowie zarządów wykonujący takie dyspozycje powinni zostać przez akcjonariuszy pociągnięci do odpowiedzialności korporacyjnej, finansowej, nie pomijając karnej. Nie potrafię zrozumieć bezczynności rad nadzorczych spółek obrabowanych datkami na Fundację. Statuty wielu z nich przyznają radzie nadzorczej ogromne uprawnienia: czemuż rady nie sięgają po nie? Fundatorzy (darczyńcy) nie mają wpływu na działalność wspomnianej fundacji i nie zabiegają o niego. Muszą mieć świadomość, że działalność finansowana ze szkatuły spółki nie służy spółce, jej akcjonariuszom, interesariuszom, ani dobrej sprawie.

Spędziłem kilkadziesiąt lat we władzach organizacji pozarządowych: Studenckiego  Stowarzyszenia Przyjaciół ONZ, Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Polskiego Towarzystwa Przyjaciół ONZ, Fundacji Polski Instytut Dyrektorów. Wiem, jak trudno prowadzić działalność w oparciu o skromne środki; wiem także, że nawet skromne środki nie uniemożliwiają przyzwoitych osiągnięć. W kategorii value for money Polska Fundacja Narodowa bije rekordy lekceważenia zasad gospodarności. Powinniśmy reagować.

 

 

 

 

Czym corporate governance zdołało wzbogacić świat w 2019 roku?

  • Rok 2019 dobiega końca. Oceniany przez pryzmat corporate governance uświadomił on światu potrzebę nowego spojrzenia na miejsce spółki w społeczeństwie;
  • Za najpilniejsze warto uznać sprawy związane w działaniem spółek na rzecz ochrony klimatu i powstrzymania degradacji środowiska;
  • Natomiast niczego nowego nie wniosły głośne kampanie o różnorodność w radach dyrektorów i zwiększenie liczby kobiet na stanowiskach w spółkach;
  • Przewodząca do tej pory światu na niwie corporate governance Wielka Brytania zapewne wkrótce opuści Unię Europejską, lecz w jakim kierunku pójdzie?

Pod względem corporate governance rok 2019 jest dla Polski stracony. Zamiast zbliżać się ku światu, zatrzaskujemy się przed nim. Dlatego coraz rzadziej poruszam tu polskie sprawy. Polski rynek kapitałowy więdnie, giełdzie ubywa spółek, inwestorom ubywa zapału, a kapitał zagraniczny traci wiarę w inicjatywę i przedsiębiorczość kraju, który własność państwową przedkłada nad prywatną. Świat zmierza w innym kierunku – jakim?

NOWY DOGMAT SPÓŁKI W SPOŁECZEŃSTWIE. Współczesnej rewolucji nie zapoczątkowano strzałem krążownika. Sygnał dla niej dała wpływowa organizacja amerykańskich top-menedżerów, Business Roundtable. Jej manifest stawia priorytety rynków kapitałowych w pozycji odwrotnej do wcześniejszej. Zakwestionowano w nim dogmat spółki akcyjnej jako organizmu służącego przede wszystkim – w praktyce wyłącznie! – dostawcom kapitału. Odrzucono prymat interesów akcjonariuszy nad interesami społeczeństwa i pozostałych uczestników rynku. Zaproponowano nowy dogmat: spółka, dążąc do spełnienia swoich celów gospodarczych, powinna służyć dobru jej interesariuszy: inwestować w pracowników, dbać o środowisko, przeciwdziałać niekorzystnym zmianom klimatu, przyzwoicie traktować dostawców i klientów, być dobrym obywatelem.

Manifest Business Roundtable nie wziął się z niczego, jego założenia dojrzewały od lat w programach wielkich inwestorów instytucjonalnych, jak Black Rock, Vanguard, CalPERS. Reakcje na manifest były różne. Jedni twierdzili, że oto amerykańskie spółki wypowiadają wojnę swoim akcjonariuszom. Inni dostrzegli potrzebę podnoszenia standardów etycznych rynku, bardziej umiarkowanych relacji wynagrodzeń personelu i kierownictwa, ograniczania nierówności, przeciwdziałania katastrofie klimatycznej. Przed półwieczem Milton Friedman głosił hasło, że społeczna odpowiedzialność biznesu polega na zwiększaniu zysków. Dzisiaj wymaga się więcej: misją biznesu jest wspieranie dobrobytu, wspomaganie zdrowia publicznego i sprawiedliwości społecznej. Wyzwanie nowych czasów zmieścił w kilku mądrych zdaniach Klaus Schwab, autor projektu Davos 2020 Manifesto.

Lubię do takich dyskusji wtrącić grosik, może nawet trzy: czas spojrzeć na odwrotną stronę materii. Powinnościom biznesu wobec społeczeństwa powinny towarzyszyć powinności społeczeństwa na rzecz biznesu. Oczekując wiele od rynku kapitałowego powinniśmy  wspierać akcjonariuszy, którzy na indywidualne ryzyko inwestują pieniądze dla dobra publicznego. Szczególnie w Polsce dotkliwie brakuje sympatii dla inwestorów indywidualnych, bez których nie ma i nie będzie rynku.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ KLIMATYCZNA. Nareszcie dojrzewa świadomość, że za stan naszej planety, Statku Kosmicznego Ziemia, odpowiadają nie tylko rządy i społeczeństwa, także wszyscy uczestnicy procesów gospodarczych, a na ich czele – wielkie korporacje. Rynki zaczynają domagać się od spółek wydobywczych, energetycznych, produkcyjnych, szczegółowych sprawozdań o wpływie ich działalności na środowisko i klimat. Pojawiają się głosy nawołujące do usuwania trucicieli z giełd, do wstrzymania finansowania brudnych dziedzin gospodarki, do rozwijania energii czystej i odnawialnej. Nietrudni zauważyć, że gdyby przystąpić do urzeczywistnienia tych założeń, indeks WIG20 zostałby mocno przetrzebiony (już lata temu głosiłem hasło indeksu Osiem i Pół), a nasza giełda miałaby nikłe szanse podniesienia się po takim ciosie. Byłoby to dla Polski bolesne, dla świata w gruncie rzeczy – obojętne.

Znam argumenty głoszące, że polskie spółki ponoszą znaczne ciężary, więc nie należy od nich oczekiwać rozliczania się przed społeczeństwem z odpowiedzialności klimatycznej. Tkwi w tym przecież nieporozumienie: to społeczeństwo ponosi ciężary spółek, których działalność negatywnie wpływa na środowisko i klimat, więc mamy prawo rozliczania ich ze skutków tej działalności.  Czas uświadomić sobie, że jak spółki prowadzące działalność szkodliwą dla klimatu mogą zostać usunięte z giełd, tak państwa, tolerujące działalność szkodliwą dla klimatu mogą zostać wyeliminowane ze społeczności międzynarodowej.

RÓŻNORODNOŚĆ, ALE JEDNORODNA. Najwięcej ogłoszonych w mijającym roku raportów, ekspertyz, analiz, dotyczyło kwestii różnorodności w radach dyrektorów, acz różnorodności pojmowanej jednorodnie: dążymy do zwiększenia udziału kobiet w radach i jesteśmy gotowi wzmacniać te dążenia wszelkimi argumentami, jakie przychodzą do głowy. Zajmuję się tym tematem od blisko dwudziestu lat i niezmiennie rozumuję tak: kandydatów do rad należy starannie dobierać, biorąc pod uwagę kompetencje i bogactwo doświadczeń, spośród możliwie najszerszej puli talentów, bez dyskryminacji z uwagi na płeć. Ale zwycięża już pogląd, że wcale nie chodzi o talenty, kompetencje albo doświadczenia, lecz przede wszystkim o płeć. Kobiet ma być w składzie rady ileś procent, może połowa albo nawet więcej, gdyż skorzystają na tym i spółki, i cały rynek. Ponadto pojawiają się pomysły ustanawiania kwot dla udziału kobiet kolorowych, kwot dla mniejszości etnicznych, lub preferencji dla weteranów i weteranek. by rady w swoim składzie nareszcie odzwierciedliły strukturę społeczeństwa. Towarzyszą temu badania o wpływie obecności kobiet w radzie na wyniki spółki, na wypłacane przez nią dywidendy, na wynagrodzenie CEO. Niestety, na dalszy plan schodzą niezaprzeczalne korzyści płynące z udziału kobiet w radzie, jak preferencje dla rzeczywiście najlepszych; jak twórcze bogactwo różnic poglądów, doświadczeń, postaw; jak unikanie zjawiska myślenia grupowego.

HMS BRITANNIA ODPŁYWA W NIEZNANE. W toku ostatnich dekad to Wielka Brytania inspirowała postęp na niwie corporate governance, począwszy od Cadbury Report po świeże Corporate Governance Code i Stewardship Code. Orędując za wyjściem z Unii, zwycięzcy w ostatnich wyborach Konserwatyści zapowiadali, że pragną wzmocnić konkurencyjność brytyjskiej gospodarki rozwijając i doskonaląc instytucje corporate governance. Członkostwo w Unii nie było przeszkodą w realizacji tych planów. Ciekawe, jak rozwinie się projekt, któremu w ostatnich latach poświęcono tyle zapowiedzi: upodmiotowienia pracowników jako szczególnie ważnych interesariuszy spółek i wprowadzenie ich reprezentacji do rad dyrektorów.

 

 

 

 

 

 

 

Światły manifest Business Roundtable

  • Wpływowa amerykańska organizacja Business Roundtable (RBT) zrzeszająca prezesów największych spółek, zakwestionowała dogmat spółki akcyjnej;
  • BRT odrzuca prymat interesów akcjonariuszy nad interesami społeczeństwa oraz innych uczestników rynku;
  • Każda spółka, dążąc do spełnienia własnych celów biznesowych, powinna wznieść się ponad partykularyzm i służyć dobru interesariuszy;
  • Spółka powinna inwestować w pracowników, dbać o środowisko i przeciwdziałać zmianom klimatu, przyzwoicie traktować dostawców, być dobrym obywatelem.

Amerykańskie spółki wypowiedziały służbę swoim akcjonariuszom. Tak odebrano oświadczenie sierpniowego spotkania Business Roundtable z udziałem 181 liderów rynku kapitałowego, w tym prezesów Apple, JPMorgan Chase, Pepsi lub Walmart. Manifest o celach korporacji został ogłoszony nie bez związku z narastającymi napięciami w kwestiach nierówności społecznych, pogarszających się warunków pracy, nadmiernych wynagrodzeń menedżerów, niedostatku odpowiedzialności klimatycznej spółek.

Toczy się przecież kampania wyborcza, senatorowie Bernie Sanders i Elizabeth Warren wnoszą do niej krytyczne oceny działalności wielkich korporacji, a prawnicy biorą na warsztat dominację spółek technologicznych, jak Amazon i Facebook – pisze New York Times. „Gdy konsumenci i pracownicy domagają się wyższych standardów etycznych, wielkie firmy coraz silniej muszą bronić swoich stanowisk w kwestiach wynagrodzeń pracowników, (dostępu do) broni palnej, imigracji, prezydenta Trumpa – i innych.”

Właśnie na łamach NYT Milton Friedman, ekonomista uniwersytetu w Chicago, główny ideolog doktryny o służebnej woli spółki wobec akcjonariuszy, formułował przed półwieczem słynną formułę, iż społeczną odpowiedzialnością biznesu jest zwiększanie zysków. Dzisiaj przeważa pogląd, że szkoła chicagowska przyczyniła się do wzrostu nierówności, że to ona wykreowała hasło: Chciwość jest dobra. Także Business Roundtable przez lata zakładała, że menedżerowie i dyrektorzy służą akcjonariuszom. Niedawno doszli do głosu liderzy nowej generacji, jak Larry Fink z Black Rock, kładąc nacisk na odpowiedzialność klimatyczną spółek, przeciwdziałanie nierównościom, wspomaganie zdrowia publicznego.

W ub.r. przewodniczący BRT Jamie Dimon z JPMorgan Chase zapoczątkował redefinicję misji spółki. Komitetowi redakcyjnemu przewodniczył Alex Gorsky z Johnson & Johnson; wspomina on, że pisząc manifest czuł się chwilami jak Thomas Jefferson… Wcześniej, na fali sprzeciwu przeciwko polityce prezydenta, liderzy świata biznesu zerwali współpracę z Białym Domem. Wkrótce okaże się, czy skrzydlate słowa manifestu zostaną przekute w czyny, na wzrost płacy minimalnej, na rzetelne płacenie podatków, wspieranie różnorodności, ograniczenie pay ratio – rozpiętości między wynagrodzeniem CEO a przeciętną płacą w korporacji.

Lecz wystarczy wczytać się uważnie w manifest BRT, by dostrzec, że nie jest to akt błagający społeczeństwo o wybaczenie grzechów nieludzkiego kapitalizmu, lecz racjonalny katalog działań mających zmierzać do lepszego niż dotychczas zaspokojenia oczekiwań akcjonariatu w harmonii z poszczególnymi grupami interesariuszy. Temu przecież mają służyć „nowe” elementy misji spółki: kreowanie wartości dla klientów, inwestowanie w pracowników, przyzwoite i etyczne postępowanie wobec dostawców, wspieranie społeczności, w których spółki działają. To wszystko, w ostatecznym rozrachunku, służy generowaniu przez spółki długoterminowej wartości dla jej akcjonariuszy. Czyli, konkretnie, praktycznym sprawdzianem misji spółki będzie, jak była i jest – dywidenda.

Reakcja na stanowisko Business Roundtable jest zdumiewająco żywa. 300 słów oświadczenia zaowocowało wieloma tysiącami komentarzy w światowych mediach. Jedni są zaskoczeni, nie dostrzegli wzbierającej fali na rynku kapitałowym, nie czytali dorocznych listów słanych przez Black Rock prezesom i zarządzającym funduszami. Inni pytają o konkrety: cele są słuszne, ale w jaki sposób mają być osiągane? Jak powinny spółki raportować o działalności na rzecz klimatu, redukcji zanieczyszczeń środowiska, różnorodności załogi? Kto miałby te dane audytować? Jak zwrot w stronę interesariuszy, jeżeli naprawdę nastąpi, odbije się na kosztach i na zyskach? Przypominane są archaiczne dzisiaj założenia, że spółka ma dbać o swoich dostawców kapitału, a sprawami interesariuszy powinien zajmować się rząd.

Dobrze się stało, że wskazano kierunek rozwoju rynku, podkreślono większe powinności spółki kapitałowej wobec społeczeństwa. Manifest BRT sprawy nie załatwia, ale wskazuje, co należy robić. Myślę, że nadszedł też czas na analizę odwrotnej strony zjawiska, na wskazanie powinności społeczeństwa wobec rynku kapitałowego, wobec działających na nim spółek, wobec akcjonariuszy inwestujących pieniądze wprawdzie na własne ryzyko i dla własnego zysku, ale z pożytkiem powszechnym. Czas dostrzec ich twórczą rolę w społeczeństwie.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 4 września 2019 r.

 

 

 

 

W Alei Akcjonariuszy [2003]

Spółki sumienie wywiązują się z powinności wobec otoczenia, kiedy otoczenie podobnie odpłaca spółkom.

Idea corporate governance zrodziła się z potrzeby ochrony interesów inwestorów. Nie tylko mniejszości przed większością, większości przed mniejszością, inwestorów stabilnych przed spekulantami, albo na odwrót – lecz inwestorów jako społeczności o wspólnych interesach. Albowiem spółka akcyjna (w Polsce niestety wciąż prostacko postrzegana jako pole walki, często przybierającej postać zapasów w błocie) jest zawsze przede wszystkim wspólnotą interesów. Wyraża się ona dążeniem do wzrostu wartości akcji. Chodzi o wzrost racjonalny, systematyczny, długoterminowy. Spółka istnieje więc po to, by tworzyć wartość dla akcjonariuszy.

Lecz spółka nie działa w próżni, a pośród nas – w społeczeństwie. Na mapie jej interesów Aleja Akcjonariuszy krzyżuje się z wieloma ulicami przynależnymi interesariuszom. Na skrzyżowaniach często dochodzi do kolizji. Akcjonariusze sądzą, że oni mają pierwszeństwo, że ulice interesariuszy są im bezwzględnie podporządkowane. Poturbowani interesariusze nie mogą się z tym pogodzić, więc urządzają blokady Alei Akcjonariuszy. Często dochodzi do nieporozumień na rogu Pracowniczej. Niespokojnie jest na skrzyżowaniu z ostatnio poszerzaną ulicą Ekologów. Za bardzo niebezpieczne uchodzi skrzyżowanie z nieoświetloną, krętą, dziurawą Aleją Fiskusa. W okolicy Ronda Związków Zawodowych, gdzie zbiega się wiele arterii, podczas częstych w tych stronach ekscesów zniszczono wszystkie lampy, barierki, kosze na śmieci.

Wybrukowana ryzykiem Aleja Akcjonariuszy nie jest szczególnie atrakcyjnym traktem. Swobodę ruchu krępują liczne ograniczenia. Mnóstwo tu znaków nakazu, a jeszcze więcej – zakazu. Na skrzyżowaniach najczęściej palą się światła czerwone. Aleja jest rzęsiście oświetlona, co służy przejrzystości, a przy tym ułatwia pracę srogim patrolom KPWiG. Ruch jest rejestrowany przez czujne radary giełdy. Pod murami przemykają się ekipy służb specjalnych wyczekujące okazji do spektakularnego zatrzymania prezesa którejś ze spółek.

Ale dość już żartów, alegorii, bowiem sprawa jest bardzo poważna. Od spółek wymagamy coraz więcej. Wymagamy od nich już nie tylko poszanowania prawa. Od spółek publicznych ponadto domagamy się jasnego stanowiska, czy zamierzają one kierować się dobrą praktyką (a jeżeli tak – to jak, zaś jeżeli nie – to dlaczego). Nie dość i na tym, skoro na rozwiniętych rynkach nasila się nacisk na spółki, by brały pod uwagę także skutki, jakie ich działalność wywiera na otoczenie, na społeczności lokalne, pracowników, środowisko naturalne. Mnożą się przeto apele o uwzględnianie przez spółki ich społecznej odpowiedzialności (corporate social responsibility), o zajmowanie przez nie postawy obywatelskiej (corporate citizenship). Co więcej: owe apele zyskują szeroki posłuch nie tylko w opinii publicznej, lecz także pośród oświeconych spółek, które na tym polu dostrzegają możliwość uzyskania przewagi nad konkurencją.

W skali globalnej materia społecznej odpowiedzialności spółek obejmuje kwestie powszechnego dostępu społeczeństwa (lub nawet całej ludzkości) do drogich medykamentów, ograniczenia emisji substancji wywołujących zmiany termiczne w środowisku, czytelnego oznaczania genetycznie zmodyfikowanej żywności, przeciwdziałania praniu pieniędzy, ograniczania ekscesów płacowych menedżerów. W skali lokalnej od spółek oczekuje się poszanowania miejscowych interesów i wartości. Przy czym akcjonariusze nie widzą w tym uszczerbku dla swoich interesów. Coraz więcej liczących się spółek sprawozdaje akcjonariatowi nie tylko o wynikach finansowych – także o przedsięwzięciach podejmowanych z poczucia odpowiedzialności względem społeczeństwa i środowiska. Tradycyjny raport roczny spółki bywa uzupełniany wnikliwym raportem społecznym, który niekiedy próbuje ująć zjawiska społeczne w karby liczb. Ukuto już nawet termin odzwierciedlający to zjawisko: triple bottom line accounting.

Prawda, że w owych raportach społecznych zdarzają się frazesy, powabne ogólniki, niekompletne zestawienia albo dane, których nie poddano rzetelnej weryfikacji. Lecz nie zmienia to postaci rzeczy, że spółki pragną się zmierzyć ze społeczną odpowiedzialnością. Dotyczy to w szczególności spółek działających w otoczeniu przyjaznym dla biznesu, zysków, przedsiębiorczości. Otóż takie spółki nie traktują swojej społecznej odpowiedzialności jako jeszcze jednej powinności, uciążliwej i niezawinionej, lecz jako rewanż należny społeczeństwu – sprzymierzeńcowi w dążeniach do zysków i sukcesu.

Polskie spółki nie przywiązują jeszcze należytego znaczenia do powinności społecznych, ale też społeczeństwo nie uświadamia sobie swoich powinności wobec spółek. Związki zawodowe, pracownicy, lokalne władze, fiskus, ekolodzy – potrafią na wyścigi, do tego całkiem bezinteresownie, utrudniać spółkom działalność. Czas wypracować umowę biznesu ze społeczeństwem!

Tekst ogłoszony 20 października 2003 r. w tygodniku GAZETA BANKOWA

Społeczne oblicze spółki [2003]

W trudnych czasach instytucje finansowe muszą pracować na zaufanie równie wytrwale, jak na zyski.

Spółka nie działa w próżni. Nie jest ona prostym automatem do nabijania zysków. Uważa się, że spółka powinna tworzyć wartość, przede wszystkim dla akcjonariuszy, którzy dostarczyli jej kapitał, a ponadto dla swojego otoczenia. Są nim ci, którzy w spółce pokładają swoje interesy – klienci, pracownicy, lokalne społeczności, organizacje pozarządowe. Stosunki między akcjonariuszami a interesariuszami to materia bardzo delikatna, wciąż pełna niedomówień. Warto ją zdefiniować. Wiele spółek kwituje tę kwestię kilkoma budującymi akapitami raportu rocznego. Tylko nieliczne próbują wyjść poza ogólniki.

Należy do nich grupa ING. 23 czerwca ogłoszono doroczny raport pod hasłem ‘ING w społeczeństwie’. Jest to ciekawa lektura. Pisałem tu niedawno, że ING zmienia oblicze, modyfikuje swój porządek korporacyjny. Raport na temat społecznych aspektów działalności grupy ING wykracza poza domenę corporate governance. A raczej – wzbogaca ją o wymiar zaufania, praw człowieka i społecznej odpowiedzialności. Do grona swoich interesariuszy grupa zalicza klientów (jest ich ogółem 60 milionów), akcjonariuszy, pracowników (jest ich, w przeliczeniu na pełne etaty, 115.815) i społeczeństwa (grupa działa w 60 krajach).

ING czyni wiele w kierunku otwartości i przejrzystości grupy. Raporty roczne traktują o spolegliwości finansowej. Raporty społeczne wzbogacają obraz spółki o jej wymiar społeczny, etyczny, oraz o kwestie związane z ochroną środowiska. Ponadto spółka kilkakroć do roku ogłasza wydawnictwa periodyczne, ‘Shareholders’ News’ i ‘Shareholders’ Bulletin’; są one wszystkie powszechnie dostępne. Tematem przewodnim raportu społecznego 2002 jest zaufanie: wartość szczególna, budowana żmudnie, w każdym segmencie rynku, w każdej społeczności z osobna; wartość szczególnej troski, z czasem krzepnąca potęgą procentu składanego.

Dla polskiego czytelnika niektóre dociekania raportu społecznego mogą wydawać się obce, wręcz egzotyczne. Kto u nas dba o to, ile firma produkuje odpadów na pracownika? Ile dwutlenku węgla? Jaki jest udział kobiet na ścieżkach awansu zawodowego? Czy dostawcy spełniają kryteria społecznej poprawności? Czy wśród nich mają preferencje firmy prowadzone przez kobiety lub mniejszości? Dowiadujemy się, że pracownicy placówek ING w Holandii wypijają 26 milionów porcji kawy (po 900 na pracownika rocznie) dostarczanej z firmy spełniającej kryteria. Dowiadujemy się, że bank wprowadził restrykcje kredytowe wobec firmy powiązanej z Birmą, gdzie naruszane są prawa człowieka. Oraz wobec przemysłu papierniczego i wytwórców oleju palmowego – nie z powodów ekonomicznych, lecz mając na uwadze ochronę środowiska.

Ważne są informacje o zamyśle zmiany polityki wynagradzania zarządu (rada nadzorcza zamierza uwzględnić realia światowych rynków), krytycznym odzewie społecznym na takie propozycje, oraz rozważnym, rozłożonym w czasie wprowadzaniu ich w życie. Ważne, że spółka zmienia swoją politykę świadczeń na rzecz potrzebujących od pasywnych donacji w stronę aktywnego mecenatu. Ważne, że spółka dostrzega możliwość konfliktu interesów między akcjonariuszami zainteresowanymi coraz wyższym zwrotem z kapitału, a pracownikami zainteresowanymi bezpieczeństwem zatrudnienia. Bardzo ważne, że spółka wzbogaca swoją politykę przesłaniem wynikającym z Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Uchwalona przed 55 laty, deklaracja adresowana była wówczas do rządów i społeczeństw; dzisiaj światową scenę zapełniają także korporacje ponadnarodowe mające większy wpływ na społeczne i ekonomiczne, a nawet kulturalne aspekty życia ludzkości, niźli niejeden rząd. Globalne spółki już widzą, że będą oceniane nie tylko przez pryzmat wskaźników obrazujących ich rozwój, także przez pryzmat ich stosunku do praw człowieka, ponieważ która spółka nie uszanuje tych praw – utraci zaufanie i akceptację społeczną, przekreśli szanse na rozwój.

ING prowadzi działalność na sześciu kontynentach, ale ostentacyjnie nie przypisuje większego znaczenia pozyskiwaniu życzliwości rządów. W tym kontekście nie wspomniano Polski, której rząd lubi wywierać naciski na prywatne instytucje finansowe, by wykładały pieniądze na stocznie lub kopalnie. Nie tak dawno, podczas konferencji Corporate Governance XII, wiceminister finansów prof. Jan Czekaj publicznie powołał się na opinie anonimowych prezesów banków z kapitałem zagranicznym, którzy ponoć wyznawali mu w sekrecie, że ich inwestorzy strategiczni nie dbają o interes polskiej gospodarki narodowej. Replikowałem, prosząc o przykłady. Nie usłyszałem konkretów.

Dzisiaj o zaufanie muszą zabiegać nie tylko podmioty gospodarcze, także rynki, społeczeństwa, rządy. Niestety ani rynek, ani społeczeństwo, ani rząd nie zdają sobie sprawy z tej powinności. Polska powinna dokonać surowego rachunku sumienia, co czyni by przychylnie usposobić do siebie kapitał.

Tekst ogłoszony 7 lipca 2003 r. w tygodniku GAZETA BANKOWA

Czytaj także 2003.03.17 ING zmienia oblicze