Archiwa tagu: biegły rewident do spraw szczególnych

O dobrą praktykę audytu [2002]

Rynek nie stanie się przejrzysty i wiarygodny, póki nie staną się takie stosunki spółek z ich audytorami!

W delikatną materię stosunków między spółką i jej audytorem coraz częściej ingeruje prawo. Ustawodawcy są skłonni sięgać po środki przymusu dla zapewnienia, by rewizje ksiąg były przeprowadzane wszechstronnie i uczciwie. Jest to cel ambitny, zmierzający ku ochronie rynku przed dalszym zwyrodnieniem, ku zwiększenia jego przejrzystości, poprawie wiarygodności. Jest to zarazem cel niełatwy do spełnienia. Uciera się przekonanie, że należy zacząć od wymogu rotowania biegłych rewidentów. Przemawia za tym wniosek z serii afer, które ostatnio wstrząsnęły amerykańskim rynkiem. Europa wie o tym od dawna. Włochy, chociaż nie są uważane za ojczyznę corporate governance, od blisko trzydziestu lat stoją na gruncie zasady, że spółka powinna wymieniać, nie rzadziej niż co pięć lat, nie tylko samą osobę biegłego rewidenta, ale także firmę audytorską.

Przed laty londyńska City, boleśnie doświadczona aferą BCCI, hucpą Roberta Maxwella, upadkiem Polly Peck, wyszła z inicjatywą, którą reputacją i nazwiskiem firmował Sir Adrian Cadbury. Zalecono rotowanie audytorów. Obecnie brytyjski rząd pragnie nadać tej rekomendacji powagę normy prawnej. Unijny komisarz Frits Bolkestein opowiada się za tym, by spółki publiczne zmieniały biegłego rewidenta najpóźniej po 7 latach. Oponenci rotacji niezmiennie szermują argumentem, że zanim nowy rewident zdoła nauczyć się spółki, zajmie on sporo czasu zarządowi, a jakość takiego audytu może okazać się marna. Jest to nadmiernie surowa ocena kwalifikacji intelektualnych profesji rewidentów. Lepszy jest zresztą audytor zawracający głowę zarządowi, niż audytor skumany z zarządem, a wieloletnia współpraca i wzajemnie wyświadczane uprzejmości często rodzą wygodną zażyłość. Warto ją napiętnować, szczególnie kiedy firma audytorska świadczy zarazem spółce rozmaite usługi doradcze. Im bogatszy portfel takich zleceń, tym bardziej traci na wiarygodności opinia audytora.

Fuzje firm audytorskich poważnie utrudniają rotację audytorów. Kiedyś na czele profesji znajdowała się ‘wielka ósemka’, dzisiaj już tylko ‘czwórka’ (dużych liter unikam świadomie). Łatwiej wybrać spośród ośmiorga kandydatur, niż spośród zaledwie czworga. Im mniej ich, tym będą droższe. Niby czołówka ma silne zaplecze, lecz aż dwukrotnie zawiodłem się srodze na firmach z owego zaplecza. Jednej z nich zresztą już nie ma. Firmy audytorskie potrafią rozpływać się w powietrzu, by uniknąć odpowiedzialności.

W Polsce stosunki spółek z biegłymi rewidentami są szczególnie trudne. Wynika to z dwóch powodów. Pierwszym jest niepowodzenie instytucji rewidenta do spraw szczególnych. Wprowadzono ją w szlachetnej intencji ochrony praw mniejszości. Jak dotąd, mniejszość nie odniosła z niej spodziewanego pożytku. Zaciętość wykazywana przez strony sporów o wybór takiego rewidenta sugeruje, że w powszechnym przekonaniu osoba rewidenta ma wpływ na wynik badania. Jest to najwyższa obraza wiarygodności profesji. Drugą sprawą rzucającą cień na stosunki spółek z biegłymi rewidentami bywa wpływ zarządu na wybór podmiotu badającego sprawozdanie finansowe. Decyzja o wyborze biegłego rewidenta jest jedną z najbardziej ważących na przejrzystości i wiarygodności spółki, należy więc zarządowi odebrać realny wpływ na nią. Są kraje, gdzie wyboru rewidenta dokonuje walne zgromadzenie. W Polsce, gdzie prawo daje spółkom swobodę w tej materii, lepiej by wyboru rewidenta dokonywała rada nadzorcza, niż walne zgromadzenie. Po pierwsze, rada może wnikliwie zbadać oferty pod kątem ich wartości merytorycznej i warunków cenowych, a walne zgromadzenie nigdy nie będzie miało na to czasu. Po drugie, rada może suwerennie dokonać wyboru, a walne zgromadzenie przyklepie lub odrzuci wniesione doń propozycje. Nierzadko wniesione przez zarząd. Są bowiem na polskim rynku spółki budzące zgorszenie, w których zarząd bądź wywiera wpływ na wybór biegłego rewidenta, bądź nawet samodzielnie dokonuje owego wyboru.

Aby zamaskować ten stan rzeczy, przyznaje się innemu organowi przywilej ‘zatwierdzenia’ dokonanego przez zarząd wyboru. Lecz jakże nie zatwierdzić, skoro nie ma innych kandydatów? Skoro umowa została zawarta? Skoro wybrany audytor już przystąpił do badania sprawozdania? Skoro brakuje czasu, by rzecz wnikliwie omówić, bo wniesiono ją na posiedzenie w ostatnim punkcie porządku pod mylącą nazwą ‘sprawy różne’? Skoro wszyscy śpieszą się na obiad? Mamy już w Polsce zarys dobrej praktyki spółek. Potrzebne są też zasady dobrej praktyki audytu. Proponuję tutaj dwie. Po pierwsze, firma dokonująca badania sprawozdania nie podejmuje się w badanej spółce funkcji rewidenta do spraw szczególnych. Po drugie, firma audytorska nie podejmuje się badania ksiąg, jeżeli zarząd dokonał wyboru biegłego rewidenta lub mógł wywrzeć na ten wybór wpływ.

Tekst ogłoszony 22 października 2002 r. w tygodniku Gazeta Bankowa