Archiwa tagu: casting vote

O liczeniu i ważeniu głosów w spółce akcyjnej

  • Spotykam się z pytaniami: skoro na oko widać, jak głosowała większość, po cóż jeszcze skrupulatnie liczyć głosy?
  • Wszak bywało w dziejach, że przełomowe decyzje polityczne zapadały przez aklamację, bez zliczania głosów;
  • Polskie prawo wymaga, by w spółce akcyjnej głosy były starannie liczone, a czasem także ważone;
  • Albowiem nie każdy głos ma taką samą wagę: są głosy przeważające, są i takie, bez których nie ma kworum.

W związku z setną rocznicą uchwalenia Konstytucji Marcowej (17 marca 1921 r.) prof. Tomasz Nałęcz przypomniał, że Sejm Ustawodawczy, kipiący sporami kilkunastu klubów poselskich, wzbił się ponad podziały przyjmując ów akt doniosły przez aklamację – bez zliczania głosów. Jakie przeto racje stoją za tym, by głosy w spółce akcyjnej nie tylko zawsze liczyć, a niekiedy jeszcze nawet ważyć?

Chodzi o pewność obrotu. O bezpieczeństwo transakcji. Oraz o ochronę praw mniejszości, a niekiedy także praw większości. Dlatego wynik głosowania w spółce akcyjnej określa się poprzez zliczenie i zaprotokołowanie liczby głosów za, przeciw i wstrzymujących się. W zarządzie i radzie nadzorczej protokołuje się nadto zdania odrębne. Wiarygodność protokołu potwierdzają podpisami wszyscy obecni członkowie organu, nawet jeżeli nie wzięli udziału w głosowaniu. Stałe komisje rady i grupy robocze ad hoc nie musza zliczać głosów, ani w ogóle głosować, nie są przecież organami spółki.

Na walnym zgromadzeniu zlicza się i protokołuje głosy za, przeciw i wstrzymujące oraz ich udział w ogólnej liczbie głosów w spółce; ponadto protokołuje się sprzeciwy. Jedynie uchwała o wyborze przewodniczącego zgromadzenia bywa jeszcze niekiedy podejmowana przez aklamację. Często wybiera się komisję skrutacyjną odpowiedzialną za zliczanie głosów (aczkolwiek przy elektronicznym zliczaniu głosów jej rola bywa fasadowa). Akcjonariusz może głosować odmiennie z każdej z posiadanych akcji. Protokół prowadzi notariusz – instytucja zaufania publicznego. Nie zmienia to faktu, że uchwała powzięta wymaganą większością głosów ma taką samą moc, jak uchwała zapadła jednogłośnie. W organach spółki jednomyślność nie jest wartością.

Nie koniec na tym. Ważność głosowania zależy od spełnienia dodatkowych warunków. Ważność uchwał walnego zgromadzenia zależy od jego zwołania zgodnie z określoną procedurą (odmienną dla spółki publicznej i niepublicznej). Wymaga się należytego zawiadomienia członków zarządu i rady nadzorczej o posiedzeniu. W przypadku głosowania poza posiedzeniem uprawnieni do głosowania powinni wyrazić na nie zgodę i poznać projekt uchwały. Niekiedy ważność głosowania zależy od udziału w nim określonego członka organu. Wymagana większość głosów bywa zwykła, bezwzględna lub kwalifikowana. W radzie nadzorczej (czasem także na walnym zgromadzeniu) należy dopełnić wymóg kworum, może być ono kwalifikowane. Nieobecny członek rady może oddać głos na piśmie za pośrednictwem innego członka rady; taki głos liczy się do większości, lecz nie liczy się do kworum.

Nie każdy głos ma taka samą wagę. Prezes zarządu i/ lub przewodniczący rady mogą zostać wyposażeni w głos przeważający arytmetyczną równość głosów (casting vote). Statuty lub regulaminy wielu spółek rozszerzają tę prerogatywę na inne osoby, co jest niezgodne z prawem. Akcje niektórych spółek są zróżnicowane pod względem siły głosu. Bywa, że mniejsza ilość głosów o większej wadze (2:1) weźmie górę nad większą ilością głosów o mniejszej wadze. Uprzywilejowanie akcji co do ilości przypadających na nie głosów (dual-class shares) budzi w świecie kontrowersje. Bywa, że statut ogranicza liczbę akcji, z jakich akcjonariusz może oddać głos (voting cap). W niektórych sprawach wyłącza się uprzywilejowanie i ograniczenia głosu.

W spółce, zwłaszcza akcyjnej, panuje więc rygoryzm w kwestii zliczania głosów oraz prowadzenia protokołów. Opracowany pod patronatem Ministerstwa Aktywów Państwowych projekt zmian w Ksh zakłada zmianę polegającą na zastąpieniu obowiązku zamieszczenia w protokole zarządu i rady nadzorczej zdania odrębnego „zaznaczeniem” takiego zdania „wraz z jego ewentualnym umotywowaniem”. Taka zmiana nie zdemoluje obecnego stanu regulacji, lecz niczym się nie tłumaczy.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 22 marca 2021 r.

 

 

 

Wiceprzewodniczący rady nadzorczej: zastępca, dubler czy konkurent?

Statuty i regulaminy rad nadzorczych często zawierają nonsensy na temat wiceprzewodniczącego rady, a ich autorzy nie znają prawa ani techniki prac rady.

W świetle polskiego prawa wiceprzewodniczący rady nadzorczej w spółce akcyjnej jest bladym cieniem przewodniczącego. Kłopot z nim taki, iż po stwierdzeniu, że jest to funkcja pozorna, pojawiają się rozliczne wątpliwości. Zastępca przewodniczącego rady ma do roboty niewiele, albo nawet nic, ale może przecież wiele napsuć. Wspomniano o nim, zgoła mimochodem, zaledwie w dwóch przepisach Ksh: jeden zakazuje radzie wyboru (m.in.) wiceprzewodniczącego rady, oraz odwołania go i zawieszenia, inaczej niż na posiedzeniu; drugi pozwala mu otworzyć walne zgromadzenie w zastępstwie przewodniczącego rady nadzorczej.

Nic w tym dziwnego. Ramy prawne przewodniczącego rady nadzorczej są wprawdzie ciasne, ale elastyczne, pozwalają piastunowi tej funkcji przydać jej znaczenia dzięki jego aktywności, osobowości, kwalifikacjom, co w praktyce może znaczyć, że na aktywność jego zastępcy zabraknie już miejsca. Rada jest ciałem kilku–, z rzadka tylko kilkunastoosobowym, zatem przewodniczący może nią sprawnie kierować bez pomocy zastępcy. Lecz nawet trzyosobowe rady wybierają wiceprzewodniczącego. Z drugiej strony – nie zdziwiłbym się, gdyby jakaś rada nie wybrała wiceprzewodniczącego stwierdziwszy brak takiej potrzeby, albo przez zapomnienie.

Można dorozumiewać, że wiceprzewodniczący rady nadzorczej zastępuje przewodniczącego na jego polecenie, ale nie we wszystkim. Nawet kiedy funkcja przewodniczącego wakuje, wiceprzewodniczący nie wstępuję w nią automatycznie, pozostając przy skromniejszych uprawnieniach. O ornamentacyjnym charakterze tej funkcji niech świadczy, że w niektórych radach wybiera się więcej niż jednego wiceprzewodniczącego. Oraz, że w spółkach, które nie przewidziały obsady takiej funkcji, tytułem wiceprzewodniczącego wyróżnia się grzecznościowo kogoś ze składu rady. Bywając przewodniczącym rad nadzorczych rzadko korzystałem z pomocy zastępcy; jeżeli zlecałem mu (lub jej) zadanie, to nie z racji funkcji, a pokładanego w nim (niej) zaufania. Bywając wiceprzewodniczącym nie miałem więcej pracy, niż inni członkowie rady, jedynie z rzadka przypadało mi otwarcie posiedzenia rady, gdy przewodniczący nie dojechał w porę, lub prowadzenie obrad, gdy przewodniczący musiał je opuścić. Lecz nie brak głosów, że wiceprzewodniczący to funkcja pożyteczna, zwłaszcza gdy statut (względnie regulamin rady nadzorczej) wyposaża go w prawo zwołania rady w sytuacji, gdy przewodniczący nie może tego uczynić z powodów obiektywnych – ponieważ na wypadek gdyby uczynić tego nie chciał, Ksh przewiduje szczegółowy tok postępowania, w którym dla wiceprzewodniczącego nie ma miejsca.

Pora sięgnąć do dokumentów ustrojowych spółek publicznych. Legislacyjne niedomówienia dają pożywkę rozlicznym fantazjom. Statuty i regulaminy rad nadzorczych często zawierają nonsensy na temat wiceprzewodniczącego rady, a ich autorzy nie znają prawa ani techniki prac rady. Ksh dopuszcza przyznanie przewodniczącemu rady prerogatywy głosu rozstrzygającego (casting vote) w razie równości głosów. Statuty i /lub regulaminy rad nadzorczych rozciągają tę prerogatywę na wiceprzewodniczącego, bądź na członka rady prowadzącego obrady. Otóż w świetle prawa przeważyć wynik głosowania w przypadku równości głosów (przy wyłączeniu wymogu bezwzględnej większości głosów) może jedynie przewodniczący rady, nikt inny.

Wiele spółek zrównuje przewodniczącego rady nadzorczej z jego zastępcą. Przykładem częsta regulacja, że „radę nadzorczą zwołuje przewodniczący lub wiceprzewodniczący”. Otwiera to wiceprzewodniczącemu możliwość działania wbrew przewodniczącemu, daje pożywkę dla ich rywalizacji. Dopóki obaj grają w jednej drużynie, kłopotów da się uniknąć, ale w przypadku ich antagonizmu działalność rady nadzorczej może zostać poważnie zakłócona. Innym przykładem jest przepis, iż wiceprzewodniczący wstępuje w prawa przewodniczącego „pod jego nieobecność”. Zdarzają się przypadki, że przewodniczący rady przebywa przez dłuższy czas poza krajem, albo za kratami, co powodowałoby konieczność podjęcia działań przez jego zastępcę. W przypadku konfliktu w spółce za „nieobecność” można poczytać fakt, że przewodniczący nie przebywa w spółce stale, bądź chwilowo nie odbiera telefonu.
Konkludując: póki przewodniczący rady nadzorczej spełnia swoje obowiązki, jego zastępca jest niedostrzegalny, wręcz niepotrzebny. Ile on naprawdę może, pokaże wtedy, gdy obróci się w stronę destrukcji.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 16 listopada 2016 r.
Czytaj także: 2001.08.13 Między prymatem a zastępcą

Prerogatywa na szali

Prerogatyw prezesa zarządu lub przewodniczącego rady nadzorczej nie można przenosić na inne osoby. Istota prerogatywy polega właśnie na tym, że jest ona nierozdzielnie związana z określoną funkcją, czyli przysługuje wyłącznie piastunowi tej funkcji w czasie jej pełnienia. Przykładem uprawnienie przewodniczącego rady nadzorczej – a także prezesa zarządu – do rozstrzygnięcia głosowania w razie równości głosów. Z tą różnicą, że w takiej sytuacji głos przewodniczącego rady „rozstrzyga” wynik głosowania (art. 391 § 1, zdanie drugie Ksh), natomiast głos prezesa zarządu „decyduje” o wyniku głosowania (art. 371 § 2 zdanie drugie Ksh). Nie widzę tu różnicy, chociaż zapewne można na ten temat napisać habilitację. Powodzenia!

W przypadku obu organów ustawa przewiduje, jako zasadę, podejmowanie uchwał bezwzględną większością głosów (nie dotyczy to z natury rzeczy zarządu w składzie jednoosobowym). Statut może wprowadzić wyjątki od tej zasady. Wyjątki rozmaite. Może więc sformułować wymóg większości kwalifikowanej co do liczby głosów (na przykład warunkować przyjęcie uchwały od oddania na nią ¾ głosów). Może warunkować ważność uchwały od udziału w głosowaniu prezesa zarządu lub przewodniczącego rady nadzorczej, a nawet od oddania przezeń głosu za. Może też zawierać inne postanowienia podwyższające lub obniżające warunki przyjmowania uchwał, w tym znieść wymóg bezwzględnej większości głosów, a wtedy przyznać prezesowi zarządu i/lub przewodniczącemu rady nadzorczej prawo przeważenia szali w razie równości głosów. Anglosasi nie odróżniają głosu „decydującego” od „rozstrzygającego”, używają terminu casting vote. Radzę nie mylić go z terminem casting couch, znaczeniowo bliskiemu prawu pierwszej nocy. Ksh nie wyposaża przewodniczących rad w taki przywilej (może szkoda?), niemniej prezesi jakoś sobie radzą.

Utarło się, że większość polskich rad nadzorczych podejmuje większość uchwał jednomyślnie, bo któż śmiałby wychylić się ze swoim zdaniem, jeżeli go nie ma? Utarło się, że wiele (może nie większość, ale – na oko – blisko połowy) statutów spółek publicznych uznaje, że w razie równości głosów można głosem rozstrzygającym wykreować większość bezwzględną, z czym się nie zgadzam (o tym obszerniej kiedy indziej!). Utarło się wreszcie, że prerogatywą przewodniczącego rady nadzorczej pod jego nieobecność statuty obdzielają wiceprzewodniczącego, bądź nawet członka rady prowadzącego, pod nieobecność obu, głosowanie. Jest to nieporozumienie.

Fantazji bywało więcej. W jednej ze spółek przewodniczącemu rady nadzorczej przysługiwał, w razie równości głosów, głos podwójny (!). W innej, niegdyś dość głośnej, doszło do sytuacji osobliwej. Statut nie przewidywał głosu rozstrzygającego prezesa zarządu, w skład dwuosobowego zarządu wchodzili: członek zarządu i członek rady nadzorczej oddelegowany do czasowego pełnienia obowiązków prezesa. Doszło do głosowania w sprawie niebagatelnej, bo dotyczącej zmiany terminu walnego zgromadzenia. W obliczu równego rozkładu głosów p.o. prezesa uparł się, że jego głos przeważa. Obu tych spółek nie ma już na giełdzie.

W niektórych spółkach kwestię głosu rozstrzygającego uregulowano nie w statucie, a w regulaminie zarządu i/lub rady nadzorczej. Regulamin nie może dotykać spraw zastrzeżonych dla statutu spółki, ponieważ statut leży w gestii walnego zgromadzenia, a regulamin – niekoniecznie. Nawet nie o to chodzi, że regulacja płynie z niewłaściwego źródła, ani o to, że często jest ona niezgodna z prawem – lecz przede wszystkim o to, że nikomu to jakby nie przeszkadza. Sorry, taki mamy rynek.

Czytaj także:
2013.07.28 Za, a nawet przeciw
2001.04.09 Wyjście z pata

Znak drogowy [2001]

Regulaminy rad nadzorczych to radosna twórczość, a ich przepisy bywają sprzeczne z prawem!

W polskiej spółce akcyjnej mamy do czynienia z paradoksem: niemal wszystkie rady nadzorcze mają regulamin, lecz często jest on tylko dekoracją. W praktyce wiele rad wcale nie trzyma się regulaminu, jak wiele regulaminów wcale nie trzyma się prawa. W świetle kodeksu spółek handlowych regulamin rady nadzorczej nie jest aktem obligatoryjnym. Mogą go jednak wymagać, od spółek poddanych specjalnemu reżimowi prawnemu, przepisy szczegółowe, jak w przeszłości czyniło to prawo bankowe.

Regulamin rady nadzorczej może powstać w dwojakim trybie. Zakłada się, że organem uprawnionym do uchwalenia regulaminu rady jest walne zgromadzenie. Założenie to może zostać uchylone tylko jednoznacznym przepisem statutu, upoważniającym samą radę do uchwalenia jej regulaminu. W braku takiego przepisu, walne zgromadzenie nie może (jak zgromadzenie wspólników w spółce z o.o.) upoważnić radę nadzorczą do uchwalenia jej regulaminu. Nie jest też dopuszczalny (jak w przypadku regulaminu zarządu spółki akcyjnej) tryb dwuszczeblowy: rada uchwala regulamin, ale zatwierdza go walne zgromadzenie. Nie jest wreszcie dopuszczalne uchwalenie regulaminu rady przez akcjonariusza, nawet gdyby dysponował on prawem powoływania i odwoływania wszystkich członków rady nadzorczej.

Kodeks spółek handlowych wyznacza spółkom handlowym istniejącym w dniu wejścia kodeksu w życie nieprzekraczalny termin (31 grudnia 2003 r.) dostosowania postanowień ich umów, aktów założycielskich lub statutów do przepisów kodeksu. Kodeks pomija natomiast kwestię dostosowania do jego przepisów aktów niższego rzędu, jak regulaminy organów spółki akcyjnej. Powód jest oczywisty. Statut spółki może, w przypadkach wskazanych przez kodeks, zawierać rozwiązania dowolne lub odmienne od kodeksowych wzorów. Regulamin nie może zawierać rozwiązań odbiegających od kodeksu. Może on dotyczyć tylko spraw powierzonych mu przez kodeks, oraz przez statut spółki, rozstrzygając je w ramach kodeksu i statutu.

Nie ma potrzeby normować w regulaminie spraw wyczerpująco uregulowanych kodeksem lub statutem. Żadnej z tych spraw regulamin nie może ująć inaczej, więc co po wypełniać go zbędnymi powtórzeniami przepisów wyższego rzędu? Regulamin rady nadzorczej dotyczy spraw porządkowych i ma się do kodeksu spółek handlowych jak znak drogowy do kodeksu drogowego. Lecz wiele regulaminów rad nadzorczych przypomina znaki niedopuszczone przez kodeks drogowy, ustawione w niestosownych miejscach i kierujące pojazdy pod prąd na niewłaściwą nitkę autostrady.

Ksh jednoznacznie postanawia, że uchwały rady nadzorczej są protokołowane. Wiele regulaminów wbrew temu przewiduje, że uchwały rady są jedynie załącznikami do protokołu (żeby można było podmieniać uchwały, dowolnie zmieniając ich treść). Kodeks wyraźnie stanowi, że protokół posiedzenia rady podpisują obecni na posiedzeniu członkowie rady. Wiele regulaminów wbrew temu przewiduje, że podpis pod uchwałą, nie umieszczoną w protokole, natomiast załączoną do niego, składają tylko przewodniczący i sekretarz rady (żeby można było sklecić tekst uchwały już po posiedzeniu).

Kodeks jednoznacznie postanawia, że w protokole posiedzenia rady należy podać imiona i nazwiska obecnych członków rady. Wiele regulaminów wbrew temu przewiduje, że lista obecnych jest załącznikiem do protokołu (żeby można było ją podmienić, fałszując stan faktyczny). Kodeks wyraźnie stanowi, że rada może podjąć uchwały na posiedzeniu tylko jeżeli wszyscy jej członkowie zostali zaproszeni. Wiele regulaminów wbrew temu postanawia, że rada może odbyć posiedzenie bez formalnego zwołania (żeby można było antydatować uchwały).

Kodeks wyraźnie wskazuje, że jedyną formą pracy rady jest uchwała. Wiele regulaminów wbrew temu przewiduje, że rada może także uchwalać wystąpienia, stanowiska, opinie, wnioski, inicjatywy lub dezyderaty (żeby za pomocą takich nieformalnych instrumentów sterować zarządem unikając odpowiedzialności). Kodeks wyraźnie stanowi, że rada nadzorcza wykonuje swoje obowiązki kolegialnie. Niektóre regulaminy wbrew temu dopuszczają tzw. urzędujących członków rady, którzy z racji takiego statusu są uprzywilejowani w dostępie do informacji o spółce, a ponadto czasem ingerują w domenę zarządu spółki.

Kodeks wyraźnie stanowi, że w razie równości głosów w radzie – głos rozstrzygający (casting vote) może należeć tylko do przewodniczącego rady i tylko jeżeli statut tak postanowi, uchylając przy tym (o czym zapomina się powszechnie) wymóg bezwzględnej większości głosów. Niektóre regulaminy wbrew temu przyznają głos rozstrzygający także wiceprzewodniczącemu rady.

Na obronę regulaminów można jednak przytoczyć argument, że wiele z nich zostało zainfekowanych błędami przez statuty spółek, nawet giełdowych.

Tekst ogłoszony 12 listopada 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Czytaj także:
2013.08.23 Wszystko w porządku
2001.10.29 Pogoda dla krętaczy

Między prymatem a zastępcą [2001]

Domena wiceprzewodniczącego rady jest maleńka, ale w razie konfliktu może on wiele napsuć.

W przeciwieństwie do przewodniczącego rady nadzorczej spółki akcyjnej, któremu poświęciłem cykl felietonów, wiceprzewodniczącemu warto poświęcić zaledwie ten jeden. Jest to funkcja tak mało istotna, że do poprzedniego zdania niewiele można dodać. O wiceprzewodniczącym rady nadzorczej kodeks spółek handlowych wspomina mimochodem, za to dwakroć. Raz w kontekście niedopuszczalności wyboru na tę funkcję i odwołania z niej przez samą radę w innym trybie, niż na jej posiedzeniu (dla zapewnienia możliwości odbycia tajnego głosowania). Drugi raz w kontekście dopuszczalności otwarcia przez piastuna tej funkcji walnego zgromadzenia, jeżeli sam kodeks lub statut nie stanowi inaczej. W pierwszym przypadku kodeks wymienia wiceprzewodniczącego rady, ponieważ taka jest właściwa nazwa tej funkcji, w drugim przypadku – zastępcę przewodniczącego rady, ponieważ taki jest charakter tej funkcji.

Domena wiceprzewodniczącego rady nadzorczej nie jest okazała. Najczęściej obejmuje ona tylko zastępowanie przewodniczącego, na jego polecenie lub pod jego nieobecność, lecz wcale nie we wszystkim. Kodeks dopuszcza więc, by statut przewidywał, że w razie równości głosów w radzie nadzorczej rozstrzyga głos przewodniczącego. Pod nieobecność przewodniczącego, jego zastępca nie może korzystać z głosu rozstrzygającego, nawet gdyby statut przez pomyłkę przyznał mu takie prawo. Niestety, taką szkaradną pomyłkę zawiera wiele statutów. Są wśród nich statuty spółek publicznych. Wynika z tego, że często statutów nie czytają nawet sędziowie sądów rejestrowych. Ciekawe, kto odpowiada za wpuszczenie szkaradków na parkiet?

Nierzadko statut uzależnia możliwość odbycia posiedzenia rady od udziału w nim przewodniczącego lub wiceprzewodniczącego. Kiedy natomiast zwolni się stanowisko przewodniczącego, co następuje wskutek jego rezygnacji z rady nadzorczej albo z funkcji w radzie, śmierci albo odwołania z rady, wiceprzewodniczący nie wstępuje automatycznie w szersze uprawnienia przewodniczącego, lecz pozostaje przy swoich. Zadania wiceprzewodniczącego sprowadzają się przeto do tego, by pod nieobecność przewodniczącego, bądź na jego polecenie, zwoływał posiedzenia rady i przewodniczył im. Często polega to na tym, że wiceprzewodniczący przejściowo obejmuje przewodnictwo obradom, kiedy przewodniczący opuszcza na chwilę salę, wywołany do pilnego telefonu. Gdyby akurat ważyły się doniosłe sprawy, taktowny wiceprzewodniczący ogłosi krótką przerwę.

Gdyby jednak w takiej sytuacji rada powzięła uchwałę, będzie ona ważna, chyba że statut zawiera osobliwy przepis, iż do ważności uchwały konieczny jest udział przewodniczącego, a wiceprzewodniczący nie wystarcza. Tym różni się rada nadzorcza od walnego zgromadzenie, które nie może podjąć uchwały pod nieobecność przewodniczącego, wobec czego nie powinno ono w ogóle dokonywać wyboru wiceprzewodniczącego. Podobnie jak przewodniczący rady, jego zastępca bywa wybierany na swoją funkcję przez walne zgromadzenie, albo przez samą radę, bądź wyznaczany przez inwestora albo grupę inwestorów. Niekiedy statut przewiduje ‘wiceprzewodniczących’. Ich liczba nie zawsze bywa określana. Najzupełniej wystarcza jeden. I tak najczęściej nie ma nic do roboty.

O tym, jak ważna jest funkcja przewodniczącego rady, najlepiej świadczy dystans dzielący go od zastępcy. Przewodniczący często sprawuje prymat w radzie, a nawet w spółce. Jest widoczny, animuje pracę rady. Jego zastępca wkracza na scenę jedynie w sytuacjach wyjątkowych. Najczęściej dyskretnie tkwi w tle, nie wyróżniając się niczym spośród pozostałych członków rady. Najwyżej symbolicznie wyższym wynagrodzeniem…

W niektórych spółkach tworzy się ‘prezydium’ rady nadzorczej albo jej ‘komitet wykonawczy’. Są to organy nie mające umocowania w kodeksie, a często i w statucie. Zazwyczaj wiceprzewodniczący rady wchodzi w skład takiego ciała. Czasem sprawuje pieczę nad pracą komisji rady. Organizacja rady i sposób wykonywania przez nią czynności jest sprawą samej spółki, więc prezydium, komitet wykonawczy lub komisja może porządkować lub usprawniać pracę rady, ale nie może wstępować w jej prawa, lub podejmować uchwał w jej imieniu.
Póki przewodniczący należycie spełnia obowiązki, wiceprzewodniczący jest niezauważalny.

Dlatego nie ma potrzeby rozwijania jego uprawnień w statucie spółki i regulaminie rady nadzorczej. Przyznanie mu rozbudowanych kompetencji niczemu nie służy, a może prowadzić do szkodliwej rywalizacji między przewodniczącym a jego zastępcą. Nadużywanie funkcji przez wiceprzewodniczącego wywoła konflikt w radzie, zaszkodzi spółce. Ile może wiceprzewodniczący, najczęściej okazuje się w sytuacjach, kiedy piastun tej funkcji obraca się ku destrukcji.

Czytaj także:
2001.04.09 Wyjście z pata
2001.06.25 Arytmetyka rady

Arytmetyka rady [2001]

W radzie nadzorczej niekiedy dochodzi do kryzysu. Jego manifestacją jest niemożność podjęcia uchwały z powodu braku większości, kiedy różnice stanowisk symetrycznie dzielą członków rady. Ponieważ uchwała bywa jedynym owocem prac rady, niemożność jej podjęcia paraliżuje radę. Paraliż rady nadzorczej może udzielić się spółce. Dlatego ustrój spółki powinien usprawniać dochodzenie przez radę do uchwał.

Kodeks spółek handlowych przewiduje, iż uchwały rady nadzorczej zapadają bezwzględną większością głosów, lecz statut spółki może ustanowić odmienne rozwiązania. Może on przeto zaostrzyć rygory wymagając, by uchwały rady (najczęściej tylko w określonych sprawach) zapadały większością kwalifikowaną. Praktyka dowodzi jednak, że obliczanie większości przychodzi spółkom z trudem. Anegdotyczny jest przykład Agory, której statut posługuje się pojęciem ‘bezwzględnej większości ¾ głosów’. Stąd już tylko krok do dopuszczenia głosów ‘za, a nawet przeciw’…

Według kodeksu spółek handlowych bezwzględna większość głosów to więcej niż połowa głosów oddanych. Uwzględnia się głosy ‘za’, ‘przeciw’ i ‘wstrzymujące się’, oddane podczas głosowania w sposób zgodny z ustawą lub statutem spółki. Uprawniony do udziału w głosowaniu, który wstrzymuje się, niby wcale nie oddaje głosu, ponieważ nie zajmuje stanowiska ani ‘za’, ani ‘przeciw’, niemniej oddaje on głos w tym znaczeniu, że ów głos zostanie policzony i wpłynie na wynik głosowania. Bezwzględną większość głosów uzyskuje się przeto w sytuacji, gdy liczba głosów ‘za’ przewyższa sumę liczby głosów ‘przeciw’ i liczby głosów ‘wstrzymujących się’.

Głos wstrzymujący się zostanie zatem dodany do sumy głosów przeciwko uchwale. W radzie nadzorczej głos wstrzymujący się jest więc w praktyce głosem oddanym przeciw uchwale.
Jeżeli w głosowaniu uczestniczy 9 lub 8 członków rady, bezwzględna większość wyniesie 5 głosów ‘za’. Jeżeli w głosowaniu uczestniczy 7 lub 6 członków rady, bezwzględna większość wyniesie 4 głosy ‘za’. Jeżeli w głosowaniu uczestniczy 5 lub 4 członków rady, bezwzględna większość wyniesie 3 głosy ‘za’. Jeżeli w głosowaniu uczestniczy 3 lub 2 członków rady (a dopuszczalne jest podjęcie przez radę uchwały), bezwzględna większość wyniesie 2 głosy ‘za’.
Odpowiednio: jeżeli statut przewiduje większość ¾ głosów, a w głosowaniu uczestniczy 9 członków rady – wymagana większość wyniesie 7 głosów ‘za’; gdy uczestniczy 8 członków rady – wymaga większość wyniesie 6 głosów ‘za’, gdy 6 – wyniesie 5, gdy 5 – wyniesie 4, gdy 4 – wyniesie 3, natomiast gdy w głosowaniu uczestniczy 3 lub 2 członków rady (a dopuszczalne jest podjęcie przez radę uchwały), wymagana większość głosów ‘za’ równa się liczbie członków rady uczestniczących w głosowaniu.

Statut spółki może uchylić ustawowy wymóg podejmowania uchwał przez radę nadzorczą bezwzględną większością głosów. Mianowicie może on dopuścić, że w przypadku równości głosów rozstrzyga głos przewodniczącego rady nadzorczej. Takie rozwiązanie zapobiega paraliżowi nadzoru, a nawet całej spółki, gdy w podzielonej radzie brak większości. W podzielonej radzie przewodniczący może być arbitrem, więc o to stanowisko niekiedy toczy się walka. Ostatnio rada nadzorcza Ireny ponoć wybrała dwóch różnych przewodniczących. Stanowczo należy unikać rozpowszechnionego w polskich spółkach dualizmu rad nadzorczych, bądź ich przewodniczących. Takie praktyki negatywnie ciążą nie tylko na wycenie samych spółek. Są one fatalnym świadectwem sytuacji polskiego rynku.

Statut może jednak wyposażyć w rozstrzygający głos w radzie tylko jej przewodniczącego! W żadnym wypadku – jego zastępcę, nawet jeżeli wiceprzewodniczący prowadzi posiedzenie pod nieobecność przewodniczącego. Ani szarą eminencję w radzie. Ani panią Basię. Wiele spółek uważa inaczej i wyposaża w głos rozstrzygający ‘osobę prowadzącą posiedzenie rady nadzorczej’, bądź tylko wiceprzewodniczącego rady, w przypadku nieobecności przewodniczącego. Ostatnio taką zmianę do statutu wprowadził Bank Ochrony Środowiska. Moim zdaniem jest to rozwiązanie niezgodne z kodeksem spółek handlowych. Pisałem już o tym niedawno. Niestety, coraz częściej przychodzi mi pisać o tym, że w Polsce prawo jest lekceważone.

Tekst ukazał się 25 czerwca 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Czytaj także:
2014.06.17 Głos kulawy i szkodliwy
2013.07.28 Za, a nawet przeciw

Wyjście z pata [2001]

Każdy z członków rady ma jeden głos, ale nie wszystkie głosy ważą tyle samo. O wyniku głosowania w radzie nadzorczej spółki akcyjnej może rozstrzygać – w przypadku równości głosów – głos przewodniczącego rady. Warunkiem jest dopuszczenie takiego rozwiązania przez statut spółki. Jeżeli statut milczy na ten temat, przewodniczący rady nie może korzystać z głosu rozstrzygającego (ang. casting vote).

Statut nie może przyznać głosu rozstrzygającego osobie innej niż przewodniczący rady nadzorczej, na przykład jego zastępcy, nawet jeżeli wiceprzewodniczący prowadzi posiedzenie pod nieobecność przewodniczącego. Podobnie, na mocy przepisu statutu, z głosu rozstrzygającego na posiedzeniach zarządu może korzystać prezes, ale nie wiceprezes lub inny członek zarządu. Pod rządami starego kodeksu handlowego sprawa była wybitnie niejasna. Żaden jego przepis w żadnym stopniu nie wyróżniał głosu przewodniczącego rady nadzorczej, zwanego „prezesem”, ani głosu jego zastępcy (żaden przepis nie wyróżniał także głosu prezesa zarządu, ponieważ takiej funkcji kodeks handlowy nawet nie dostrzegał). Tym niemniej statuty spółek nierzadko przyznawały przewodniczącemu rady głos rozstrzygający. Przyznawały go nierzadko także, pod nieobecność przewodniczącego – wiceprzewodniczącemu, bądź członkowi rady prowadzącego jej posiedzenie.

Nawet jeżeli statut nie przyznawał przewodniczącemu prawa głosu rozstrzygającego, niekiedy taki przywilej bywał mu nadawany w regulaminie rady. Zapewne prawem kaduka, aczkolwiek autorytet, prof. Janusz Szwaja – współautor komentarza do kodeksu handlowego, dopuszczał przecież takie rozwiązanie. Na szczęście nowy kodeks jest w tej materii całkiem jednoznaczny: tylko przewodniczący dysponuje głosem rozstrzygającym w razie równości głosów – i tylko jeżeli statut tak przewiduje. Dotyczy to rozstrzygnięć na posiedzeniach rady i uchwał podejmowanych poza posiedzeniami. W przypadku zarządu warunek „tylko” występuje aż trzykrotnie: tylko prezes, tylko jeżeli statut tak przewiduje, oraz tylko na posiedzeniach zarządu, skoro zarząd nie może podjąć uchwały poza posiedzeniem. Natomiast nigdy głos rozstrzygający w przypadku równości głosów nie przysługuje przewodniczącemu walnego zgromadzenia!

Przyznanie przewodniczącemu rady (i prezesowi zarządu) głosu rozstrzygającego w przypadku równości głosów jest jednym z wyjątków od kodeksowej zasady, że uchwały rady (i zarządu) zapadają bezwzględną większością głosów. Rozwiązanie to służy usprawnieniu prac organów spółki. Ich zadaniem jest podejmowanie uchwał. Przewodniczący, jeżeli zostaje wyposażony w przywilej głosu rozstrzygającego, ma wyjście z sytuacji patowej: może przełamać ją. Przyznanie przewodniczącemu głosu rozstrzygającego jest szczególnie celowe w przypadku rady skleconej na zasadzie parytetu. Przykładem są rady nadzorcze większych niemieckich spółek (akcyjnych i z ograniczoną odpowiedzialnością). Połowa miejsc w radzie przypada przedstawicielom pracowników, połowa przedstawicielom akcjonariuszy. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, że w takiej radzie głosy rozłożą się po połowie. Otóż jest na to sposób: wówczas zarządza się powtórne głosowanie, w którym przewodniczący rady (często jest nim przedstawiciel kapitału, lecz to już inna historia) ma głos rozstrzygający. Nie ma przeszkód, by także statut polskiej spółek pozwalał przewodniczącemu przechylić szalę dopiero w powtórnym głosowaniu.

Czasem parytet w radzie przybiera inną postać: dwie strony o odmiennych interesach obsadzają po tyle samo miejsc, a radę uzupełnia osoba neutralna. Skład rady jest wtedy nieparzysty. Neutrał bywa uzgadniany przez obie strony, jak arbitrzy wybierają superarbitra, lub wyznaczany przez trzecią stronę. Taki system, już obumierający, przyjęto kiedyś w RFN dla rad nadzorczych spółek węglowych i hutniczych: 10 miejsc obsadza kapitał, 10 miejsc praca, a rolę języczka u wagi pełni wybrany wspólnie „dwudziesty pierwszy”. W Polsce na podobnej zasadzie 4 + 4 + 1 została skonstruowana (i zrekonstruowana po ekscesach poprzedniego ministra Skarbu Państwa) rada nadzorcza PZU.

Zatem skuteczność nadzoru może zależeć od statutu spółki. Niestety, statuty spółek często wcale nie odzwierciedlają interesów ich akcjonariatów. Są to gotowe szablony, bezmyślnie przejmowane przez jedne spółki od drugich. Dzięki kserokopiarkom, błędne przepisy statutów bywają powielane w nieskończoność. Ostatnio weszły na giełdę dwie spółki. Ich statuty powtarzają to samo rozwiązanie: pod nieobecność przewodniczącego rady nadzorczej – w razie równości głosów decyduje głos wiceprzewodniczącego. Statuty obu spółek (i niemal wszystkich pozostałych) trzeba będzie więc dostroić do przepisów kodeksu spółek handlowych, a przy okazji oczyścić z wielu rozwiązań cudacznych i wołających o pomstę do nieba.

2001.04.09 tekst został ogłoszony w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.

Czytaj także:
2013.07.28 Za, a nawet przeciw
2002.09.02 Głos doradczy